„Gazeta Średzka” z okresu międzywojennego.

Skocz do ostatniego uzupełnienia

Jozef Krolak
Józef Królak z żoną Władysławą oraz synami Adamem i Tadeuszem. Fot. Zbiory własne.

W dniu 1 października 1922 roku w Środzie ukazał się pierwszy numer Gazety Średzkiej, niezależnego pisma polsko – katolickiego. Jej redaktorem naczelnym i wydawcą był Józef Królak. Kim był, co spowodowało, że wraz z rodziną osiadł w Środzie, …?

Józef Królak urodził się 24 lutego 1883 r. we wsi Mimowola w gminie Inowrocław. Jego rodzicami byli Michał i Magdalena z domu Kopańska Królakowie. Pochodził z bardzo licznej rodziny, miał czternaścioro rodzeństwa. Rodzice prowadzili małe gospodarstwo, z którego dochodów trudno było wykształcić synów i wydać córki za mąż. Czasy były nie sprzyjające Polakom, co odczuli wszyscy żyjący pod jarzmem pruskiego zaborcy. Chcąc sprostać tym wyzwaniom, ojciec Józefa – Michał, szukał dodatkowych dochodów. Widział je w hodowli pszczół, co też z biegiem czasu stało się jego życiową pasją. Los sprowadził rodzinę Michała i Magdaleny Królaków w okolice Środy, a dokładniej kupili gospodarstwo we wsi Romanowo. Tutaj też Michał rozwijając hodowlę pszczół, zasłynął jako pszczelarz.

Józef rozpoczął podstawową edukację w Kościelcu, a po osiedleniu się rodziny w Romanowie, kontynuował naukę w niedalekim Podgaju. Wraz z nim codziennie przemierzało tę drogę pozostałe rodzeństwo, a wśród nich brat Jan, który już jako wykształcony leśnik pojął za żonę Mariannę Garsztkównę z Marianowa k/Dominowa. Naukę zawodu Józef rozpoczął w średzkiej drukarni, której po kilku latach stał się właścicielem. Dokładny biogram Józefa Królaka znajduje się w „Słowniku biograficznym powiatu średzkiego”.

Pierwszy numer „Gazety Średzkiej” ukazał się 01 października 1922 r.

00011

 

2015-02-22 / 13:38:44

Przeglądając redagowaną i wydawaną przez Józefa Królaka „Gazetę Średzką”, dowiadujemy się o stosunkach jakie panowały w Środzie pomiędzy poszczególnymi grupami społecznymi, władzą cywilną i kościołem. Nie zawsze były one kryształowe – poczytajmy.

Od Redakcji.

0225Dziennikarstwo to droga krzyżowa. Wiadomo przecież, że wszystkim dogodzić nie można, a jednak trzeba spełnić swój obowiązek. Do obowiązku naszego należy notować to, co porusza umysły. Jakżeż chętnie chcielibyśmy same dodatnie zapisywać wieści o Środzie, lecz Środa — ach, ta Środa! Nie łatwo jej dogodzić. Nie pisać — źle, pisać — źle, wobec tego będziemy pisali, bo to na jedno wyjdzie. Stale jednakowoż stosować będziemy zasadę taką: trakto­wać będziemy sprawy z stanowiska rze­czowego, rozsądku, polskiego i katoli­ckiego.

Każdy, kto publicznie coś czyni, lub publicznie o czemś mówi, albo stanowisko jakieś zajmuje w spo­łeczeństwie, niechaj z góry przygotuje się na to, iż będzie opisywany odpowiednio do swego publi­cznego wystąpienia i publicznego zachowania się.

Zastrzeżeń jakichkolwiek prasa wogóle nie uznaje. Kto publicznie coś czyni, podlega publicznemu omawianiu. Odważył się na jedno, musi się tem sa­mem pogodzić i z drugiem.

Spodziewamy się więc, iż uwagi powyższe nakło­nią gorączkujących się do większego umiarkowania w publicznych mowach i czynach.

Palnie jednak ktoś mimo to głupstwo, niechaj się nie lęka i niech jak na prędzej wytłomaczy redakcji swe wykolejenie. Gdyby np. pewien pan zreflektował się swego czasu i powiedział: wymknęło mi się w unie­sieniu i mimowoli głupstwo — i wyraził jakiekolwiek ubolewanie lub przytoczył coś na swe uniewinnienie oraz przygwoździł to jakąś sumą na cele publiczne, to z pewnością nie stałoby się to, co się stało.

Trzeba też wiedzieć, że redakcja nie będzie do­chodziła rzeczy, nie ulegających żadnej wątpliwości i pi­sać będzie o fakcie bez zwracania się do odnośnej osoby.

W sprawy prywatne i osobiste natomiast się nie wdajemy. Pozostawiamy taki „żer” pisemkom, które specjalnie trudnią się obdzieraniem bliźnich z czci i sławy.

Towarzystwa, które pragną, by im pisano i umie­szczano polecenia oraz recenzje o koncertach i przed­stawieniach, mają obowiązek nadesłania bezpłatnego biletu dla redakcji. Z okazji uroczystych posiedzeń i obchodów należy się redakcji zaproszenie bez względu na członkostwo, by redaktor mógł posłać ewetl. za­stępcę. W razie nie nadesłania biletów lub zaproszenia odnośny fakt na znak protestu pomija się milczeniem lub pozbywa krótką wzmianką.

Towarzystwom jak i osobom, urządzającym wie­czornice, obchody itp., redaktor służy chętnie wykładami i wyjeżdża także w okolicę.”

„Z rady miejskiej.

0118-1Rada miejska zdecydowała się na „nagłe” posiedzenie w wielką środę. Było ono tak nagłe, iż nawet nie zdążono ogłosić go publicznie chociażby przez wywieszenie zawiado­mienia wśród wywieszek w ratuszu. Było jednak publiczne.

Z uchwał zapadły m. i. następujące: cenę gazu obni­żono do 0,40 fr. za metr, motorowy do 0,35 fr. Zwolnie­nie od stawania do pożaru itd. wynosi teraz 25 fr, strażacy udający się na wieś otrzymać mają po 3 fr. dziennie, jako nagrody wyznaczono: pierwszemu przy pożarze 5 fr., dru­giemu 3 fr. Statutem opodatkowano wynajmowane pokoje i to w hotelach sumą 0,50 fr. dziennie, inne pokoje sumą 0,25 fr. dziennie. Do komisji sanitarnej wybrano p. Za­wodnego, do komisji mieszkaniowej p. Grzempczaka. Zaj­mowano się też dawniejszą „Zapałką” i domagano się za­mienienia pustej fabryki na mieszkania.

Na sam ostatek pozostawiono sprawy wcale ciekawe. Pierwsza dotyczyła deputacji gazowni i p. burmistrza, druga zatargu rady z Gazetą ‚Sredzką, trzecia zatargu dozoru ko­ścielnego z miejscowym ks. proboszczem. Nie możemy po­wiedzieć, by rada, jako ciało reprezentujące miasto, zajęła stanowisko obiektywne tj. rzeczowe. Zbyt widocznie ujaw­niło się przytem kopyto i stronnicze i osobiste. Stwierdzamy, że rada nie umiała stanąć na gruncie takim, któryby mógł liczyć na jakie takie zrozumienie u przeciwników i sprowadzić ich z „błędnej” drogi. Niecodziennym zapewne objawem jest też radny, który domagając się procesu „za obrazę”, sam nie umiał się powstrzymać od obrażania.

Najpierw więc zastępca przewodniczącego wytoczył sprawę gazowni i twierdząc, iż są jakieś pogłoski o niewła­ściwej gospodarce w gazowni, domagał się komisji rewizyj­nej, złożonej z odpowiednio wykwalifikowanych osób i to pp. Śmiśniewicza, Czaplickiego i Malinowskiego. Sprzeci­wiał się p. burmistrz i inni, zaznaczając, iż komisja taka musi być bezstronna i złożona przedewszystkiem z fachow­ców, zresztą komisja taka to wotum niezaufania dla depu­tacji gazowni. P. burmistrz oświadczył, iż z powodu czy­nionych mu zarzutów w tej sprawie postarał się u województwa o komisję złożoną z znawców i że województwo powierzyło tę sprawę p. staroście Rożankowskiemu. Na to wniosko­dawcy się nie zgodzili i nie chcieli, by komisja rady współdziałała z komisją wojewódzką. W końcu uchwalono jednakowoż wyżej wymienionych jako specjalną komisję re­wizyjną i chciano im nawet nadać pełnomocnictwa do dzia­łania w imieniu rady. Stanęło jednak na tem, iż komisja zda sprawę z czynności w radzie miejskiej.

Po wyborze nowej rady miejskiej odznaczono raz re­daktora Gazety Średzkiej w ten sposób, iż wobec braku stołu dla niego za sprawą radnego p, Śmiśniewicza i in­nych poproszono go do sołu radnych. Był to zaszczyt dla redaktora i tenże też uznawał, iż jest to specjalne wyró­żnienie dla przedstawiciela prasy polskiej i że jednakowoż nie ma prawa do tego. Protestowali wówczas przeciwko temu radni N. P. R. i domagali się niedopuszczenia redaktora do stołu radzieckiego. Redaktor oczywiście nie mógł się o to gniewać, bo mogli się tego dopominać, mógł to uważać tylko za nieżyczliwość i następstwo walki wy­borczej. To uprawnione stanowisko jednakowoż przekroczono. Przeciwna strona posunęła się nawet tak daleko: W po­draźnieniu przemawiała za usunięciem względnie niedopu­szczeniem na posiedzenia. Z tej przeciwnej strony nikt się nie sprzeciwił wywodom tego rodzaju — tylko od stołu biura zwrócono mówcy uwagę, iż jest to z powodu publi­cznych posiedzeń niedopuszczalne.

Redaktor musiał uważać, iż nietylko mówca, lecz i to­warzysze są tego samego zdania, tem więcej, że przytaki­wano jego wywodom. Redaktor zapowiedział więc, iż tak długo, dopóki nie otrzyma satysfakcji, pomijać będzie w spra­wozdaniach tak nazwiska tych radnych, jak też i sprawy przez nich referowane.

Z czasem jednakowoż złagodziliśmy stanowisko nasze — pomijaliśmy jeszcze nazwiska ale wymienialiśmy ich sprawy. A jak odwdzięczyli się oni za to ustępstwo? Oto uchwalili niedawno, iż Gazeta Średzka nie ma otrzymywać porządku obrad. Chciano nawet i radnych wszystkich zo­bowiązać, by go Gazecie nie doręczali. A więc nie załago­dzenie sporu ale wręcz zaostrzenie — dalszy ciąg walki! Owszem — powiedział sobie redaktor — nie ma powodu do płaczu…

Dostały się radzie laury za historyczne uchwalenie budżetu miejskiego. Pisał ktoś korespondencję o nienawiści i nadmienił, iż robotnicy i włościanie „…dosyć mają tej naganki, tego kłamstwa i publicznej nienawiści, pełno jej na każdym zebraniu i wiecu, nie brak jej nawet w radzie miejskiej, ani w magistracie…”

Zahaczyła się o to rada miejska. Referent wykazał wielkie zdolności językowe i językoznawcze, — gdzież tam Małeckiemu do niego! Uporał się raźno z subtelnościami języka polskiego a wykazując swą wielką i głęboką wiedzę i znajomość języka ojczystego, objaśniał znaczenie przyto­czonych powyżej słów w następujący sposób: „…a więc rada kłamie, magistrat kłamie…”

Redaktor aż się zawstydził swej niewiedzy — zakupił już tabliczkę i rysik i błaga na klęczkach, by referent ze­chciał udzielać mu lekcji…

Nie obyło się bez osobistych wycieczek: Gazeta nie jest pismem polskiem i katolickiem — podjudza, buntuje, zamieszcza zgryźliwe paszkwile, kłamie, iż redatora usu­nięto z publicznych posiedzeń (tego Gazeta nie twierdziła !)

Rada nie skarżyła, bo „nie chciała się wdawać w konflikt z takim człowiekiem”. Korespondencją zapewne redaktorowi nie „pomożono” (cudne określenie!) itd.

0118-2Referat bardzo wybredny co do formy i treści zakoń­czył wspaniałomyślnym wnioskiem, by wszczęto postępowa­nie przeciwko „Gazecie Średzkiej” i to Magistrat przez prokuratorję a rada przez skargę. Powstała bardzo obszerna dyskusja. P. burmistrz odpierał pogłoski, jakoby on był autorem owych artykułów. (Potwierdzić możemy, iż tenże niczego nam na radę miejską nie nasyłał.) Po omłocie dyskusyjnym wyłowiono przez uchwałę ziarno i to takie: Magistrat ma dochodzić swego przez prokuratorję (o ile zechce!) rada natomiast poleca p. przewodniczącemu, by załatwił się z redaktorem na drodze polubownej pod warunkiem odwołania.

Przy poprawianiu protokołu w tej sprawie zastępca przewodniczącego powiedział tak: „Wolno psu szczekać na Bożą mękę!” To się nazywa „załagodzeniem” sprawy drogą ugodową!

Na samym końcu poruszono sprawę zatargu dozoru kościelnego z miejscowym księdzem proboszczem. Dyskusja była i tu obszerna. Jak wywodził zastępca i inni, chodziło o      poparcie dozoru kościelnego przeciwko ks. proboszczowi i że rada pochwala stanowisko dozoru. Poruszono też przy tem sprawę czysto kościelną i to sprawę niedopuszczenia do zeszłorocznej spowiedzi wielkanocnej osób znanych z wro­giego usposobienia przeciwko kościołowi.

W ożywionej dyskusji jeden radny aż o stół uderzył ręką, tak się przejął tą „krzywdą”. Słusznie odpowiedział p. Grzempczak, iż jeszcze nie zaszło tak daleko, by lada kto przystąpić mógł do spowiedzi św. Zast. przewodniczą­cego zaznaczył, iż socjaliści uznają wolność sumienia, a więc socjalista też może być dobrym Polakiem i katolikiem. To samo powiedzieć chciał radny, który przedtem ręką w stół uderzał.

Przemawiało jeszcze wielu innych a sprzeciwiali się energicznie radni Grzempczak i Minierski oraz jeden radny z większości, twierdząc, iż jest to wewnętrzna sprawa kościelna, do której rada mieszać się nie może. Zaznacza­my, iż radny z większości miał w tej sprawie bardzo zdrowe zapatrywanie.

W głosowaniu jednomyślnie udzielono poparcia dozo­rowi kościelnemu przeciwko ks. Proboszczowi. W sprawie o  niedopuszczenie wywrotowców do spowiedzi zapadła uchwa­ła, zawierająca naganę (!!) dla ks Proboszcza z słowem „gani” i to 7 głosami przeciwko 3. W protokule, który czytano na zakończenie, wniosek ten znacznie złagodzono i ujęto go inaczej.
— Kiedy? Nie wiemy.”

 

Oprócz działalności wydawniczej J. Królak prowadził w Środzie również księgarnię. Co można było w niej nabyć poza podstawowymi artykułami papierniczymi i księgarskimi, dowiadujemy się z poniżej prezentowanych anonsów, jakie  zamieszczał w „Gazecie Średzkiej”, informując społeczeństwo o „księgarskich” nowościach.

0348 0304 0278 0270 0266 0263-2 0238 0228 0206 0191 0182 0150 0148 0143 0142 0133 0117-1 0117 0116 0104 0091 0078 0072 0071 0070 0065-1 0058 0056 0054 0052 0042 0038 0036 0034-1 0034 0026 0020 0018 0012 0006-2 0006-1 0006 0002

Gazeta Średzka” Nr 104 z dnia 04 września 1924

0270-1-vert„— Redakcję Gazety Średzkiej obejmuję z dniem dzisiejszym p. Kobyliński, znany i szanowany ogólnie emer, nauczyciel i były sędzia pokoju.
Wydawca, kierując pismem, drukarnią i księgarnią przepracowany jest do tego stopnia, iż w interesie zdrowia musiał pomyśleć o zastępstwie.
W kierunku pisma nie zajdzie żadna zmiana. Gazeta Średzka będzie nadal niezależnem pismem polsko-katolickiem i stać będzie twardo jak dotąd w obronie spraw narodowych i katolickich.
Robotników ani włościan nie zwalczamy, zaznaczamy to wyraźnie, ale w razie potrzeby wskazywać będziemy na niewłaściwe kroki. Rozchodzi się nie o programy, bo np. nawet program Nar. Partji Rob. jest bardzo dobry, lecz chodzi o to, w jaki sposób program się wykonuje i jakie hasła się głosi. Hasła stanowe jako półsocjalistyczne i niekatolickie zawsze zwalczać będziemy.
Nam rozchodzi się o podniesienie ducha i wyrobienie poczucia obywatelskiego w sferach robotniczych, włościańskich i mieszczańskich.
Na tej drodze stale spotykamy się z uznaniem.
Dziękujemy serdecznie za okazywaną nam życzliwość i prosimy nadal szerzyć Gazetę ’Sredzką, by zwyciężyła zdrowa myśl i sprawa polska. Cześć!

O członkach rodziny Królaków

czytaj tutaj.

Copyrighted Image