Wojna polsko – bolszewicka 1919-1920 r.

Udział Średzian w wojnie polsko – bolszewickiej.

 

Źródło: Kurier Średzki Nr 95 i 96 z 1935 r.

Kurier 1935_0378-horz
Cz. 1 – Kurier Średzki 1935 Nr 95, cz 2 – dokończenie – Kurier Średzki 1935 Nr 96

„Średzianie w Legji Ochotniczej Wrzesińskiej”

„Na 15-lecie Cudu nad Wisłą. Artykuł oparto na dokumentach, które posiada Wł. Kaliszewski ze ‚Środy, na pamiątkach Ed. Wiśniewskiego pt „Wspomnienia ochotnika Legji Wrzesińskiej rok 1820“, ogłoszonym drukiem w 1934 r. (jedyna publi­kacja, dotycząca L. O. W.), na .Dzienniku 2 komp. 1/66 pp.“, prowadzonym na froncie przez kaprala Franciszka Wiśniewskiego z 2 komp, 1/66 pp. 16 dywizji (w manuskrypcie), oraz na materjałach, przyczynkach i drobnych publikacjach, umie­szczanych w Orędowniku Wrzesińskim.

Listopad roku 1918 nie przyniósł narodowi polskiemu, dawno już oczekiwanego przez wszyst­kich, pokoju, Szalejąca przez 4 lata wielka wojna, ustawiczne przelewanie się przez nasz kraj wielkich armij, wiele stoczonych bitew, potyczek na naszym terenie dało się mocno we znaki ludności polskiej. Opatrzność jednak nie dała jeszcze w r. 1918 Po­lakom upragnionego pokoju! Wystawiła Ona nas jeszcze na dalsze, ciężkie próby, które zahartować nas miały i z których wyszliśmy zwycięsko. Do jednej z takich wielkich, prób, jakie przeszedł nasz naród w ciągu dwuletniego okresu swojej państwo­wości, zalicza się przedewszystkiem odparcie na­jazdu bolszewickiego w 1920 r.
Do walki z najeźdźcą stanął cały naród. I obywatele naszego powiatu, z których oddawna tkwi wielki patryjotyzm i żyłka żołnierska, stanęli do zapasów z wrogiem, poszli bronić stolicy Polski tak, jak poszli bronić Poznania i Lwowa w 1918 r. Wielka ilość Średzian walczyła w 1920 r. w obronie zagrożonej Warszawy, Pomówimy tylko o jednym, prawie zapomnianym dziś fakcie, o sfor­mowaniu się Legii Ochotniczej we Wrześni, w któ­rej to ponad 100 ochotników było z naszego powiatu. Sama Środa wraz z najbliższą okolicą wy­słała aż 50 ochotników. Nawiasem należy zazna­czyć, że była to duża liczba żołnierzy, gdyż co starsze walczyło jeszcze w innych formacjach, pułkach i armjach. Trzeba też wiedzieć, że sfor­mowanie Legji Wrzesińskiej było czynem samorzutnym. Legja gromadziła w 80 proc. żywioły młode, przeważnie nienależące jeszcze do wojska. Takich to młodzików poszło z pow. średzkiego do Legji Wrzesińskiej ponad 100!

Za staraniem ppor. Stanisława hr. Mycielskiego oraz za zezwoleniem Dowództwa Głównego gen. Grudzielskiego zorganizowano w początkach lipca oddział ochotniczy p. n.: „Legja Ochotnicza Wrzesińska”. Wielką pomoc niósł ówczesny sta­rosta wrzesiński Czapski z Barda. Ochotników werbowano głównie w łonie Sokoła. Jako pierwsi ochotnicy wstąpili do Legji członkowie Sokoła wrzesińskiego z prezesem Leonem Chmielnikiem na czele W celach zwerbowania szerszych mas ochotników, zwoływano wiece we Wrześni, Środzie. Śremie, Miłosławiu, Czerniejewie, Kórniku, Zanie­myślu, Witkowie, Strzałkowie, Powidzu, Borzykowie i Szemborowie. Agitatorami, organizatorami i referentami na wsiach byli; ppor. Mycielski, Ko­nieczny i Kaliszewski (dziś mieszkający w Środzie.) W Środzie na sali domu Katolickiego i w Zanie­myślu przemawiał w tej sprawie Władysław Kali­szewski. Już pod koniec lipca Legja Wrzesińska liczyła 800 bagnetów. Oddział ten podzielono na 4 kompanje piechoty i 1 komp. c. k. m. Ponadto Legja posiadała kompletny tabor z kuchnią, jeden wóz sanitarny oraz oddział telefonistów i saperów. Oddział ochotniczy został zakwaterowany w koszarach 68 p. p. we Wrześni, gdzie odbywały się ćwiczenia i gdzie następnie również nastąpiło wyekwipowanie i umundurowanie młodych żołnierzy. Do dyspozycji Legji oddał starosta Czapski broń, zarekwirowaną swego czasu podczas powstania wielkopolskiego kolonistom niemieckim, a przechowywaną w sta­rostwie. Specjalnie należy podkreślić energię i wy­trwałą pracę ochotników, gdyż Legia zorganizowała nawet orkiestrę z pośród swoich członków, składa­jącą się z 24 ludzi. Kapelmistrzem został Nawrocki. Ćwiczenia oddziału odbywały się od połowy lipca do 8 sierpnia pod dowództwem ppor. hr. Mycielskiego. Do pomocy przydzielono mu 4 oficerów francuskich w charakterze doradców technicznych.”

Ludwik Gomolec.

(Dokończenie nastąpi).

Źródło: Kurier Średzki 1935 Nr 96

(Dokończenie).

„Wymarsz Legji Wrzesińskiej na front nastąpił o godz. 24 dnia 8 sierpnia. Została ona powołana w pole rozkazem dziennym nr. 268 p. n. „Ochotni­czy Baon”. Moment ten krótko zanotował w swoim „Dzienniku 2 komp. I/66 p. p.“ kapral Fr. Wiśniew­ski. „Dnia 9. 8. 20 Dzień pogodny. Komp. przygotuie się do odjazdu w pole! wymarsz na dwo­rzec we Wrześni godz. 16. Odjazd godz. 17. Na dworcu zostają ochotnicy przez obywateli miasta Wrześni owacyjnie żegnani”. Tej nocy przyjechali z D. O. K. w Poznaniu oficerowie, w następują­cym składzie:
Dowódca Baonu ochotniczego — kpt. Rojek Adjutant — ppor. Z. Dąbrowski
Dowódca I komp. — ppor. Elsner i młodszy oficer podchorąży Konieczny
Dowódca II komp. — ppor. Üeberie
Dowódca III komp. — ppor. Raś
Dowódca IV komp. — ppor. Cieplak oraz młod­szy oficer podchorąży Siemianowski.
Dowódca komp. ckm. ppor. Powała.

Szefem biura Baonu został mianowany sierżant Jasiński, dotychczasowy adjutant p. por. hr. My- cielskiego. Przez Jarocin, Kalisz, Łódź, Warszawę, przybyła Legja do Dęblina, a 13 sierpnia odmaszerowała na front centralny nad Wieprz, do Zaościa, gdzie wcielono ją do 66 pp. kaszubskiego, który w ostatnich bitwach i potyczkach został mocno zdziesiątkowany tak, że nie był zdolny do podjęcia dalszych walk. Pułk ten należał do 16 dywizji piechoty 4 armji. W pamiętnych dniach 15, 16 i 17 sierpnia, kiedy na północnym froncie nad rzeką Wkrą nastąpiło załamanie pozycyj bolszewickich przez armję gen. Wł. Sikorskiego, Baon Ochotniczy odbył forsowny marsz z nad Wieprza do Łomży. Dziennie robiono 50-60 km. W międzyczasie stoczyć musieli ochotnicy kilkanaście potyczek np.: pod Zelichową, Stoczkiem, Suchocinem, Sieroszynem, gdzie zdobyto 186 sztuk bydła, 120 podwód z prowjantem i umundurowaniem, 5 koni, dużą ilość jeńców oraz sztandar. Sąd polowy musiał w wiosce Bojmie rozstrzelać 18 żydów, którzy byli agentami bolszewików i działali na niekorzyć armji polskiej. W Łomży przebywał 66 pp. od dnia 23. 8. do 4. 9. Nową akcję podjął pułk 14 września, uderza­jąc na Kobryń. Pod Zalesiem i Kamienem Kró­lewskim napotkał na wielkie siły bolszewickie. Z chwilą odrzucenia sił nieprzyjacielskich poza kanał, łączący Dniepr z Bugiem, rozpoczęły się ciężkie i krwawe dni dla ochotników wielkopolskich z 66 pp. pod Horodcem. Bolszewicy kilkakrotnie po­dejmowali ataki, na co Polacy odpowiadali zawsze kontratakiem. O ten kanał, o Horodec, walczono krwawo 10 dni i 10 razy przechodził on z rąk do rąk. Legja poniosła tu dotkliwe straty w ludziach, ale zawsze mężnie szła w bój, dokonywując cudów waleczności (np. 10 żołnierzy na widecie broniło przez 2 godziny mostu kolejowego na kanale, wstrzymując poważne siły atakujących bolszewi­ków). Po odrzuceniu wszystkich ataków czerwonej armji zajęła Legja ostatecznie Horodec, przecho­dząc do pościgu za nieprzyjacielem. Ten fakt tak w kilku zdaniach przedstawia kapral Wiśniewski w swoim „Dzienniku”: „24 9. 20. Po 10 dniowych utarczkach i trzymaniu pozycji opuszcza nieprzy­jaciel po ataku Horodec i ucieka ścigany przez naszą kawalerję”. Z chwilą załamania frontu czer­wonej armji, odbywała Legja pościg za nieprzyja­cielem przez Prużany, Baranowicze, Lachowice. Rozkaz o zawieszeniu broni doszedł 66 p. u mia­steczka Kopiel. Pod dniem 16. 10. kapral Wiśniew­ski, pisze: „Rychłem rankiem dotarł Baon rozkaz następujący treści: Dnia 18 bm. wchodzi w życie rozejm. Wojska cofną się w pozycje z dnia 15 bm. i zajmą tam obszerne kwatery”.
Z Kopiela wycofał się pułk do Nieświeża. Dnia 30. XI. ze stacyj Wołkowysk odjechał 66 p. p. wraz z Legją do garnizonu w Chełmie, skąd rozkazem Ministerstwa Spraw Wojskowych Legję Wrzesińską zwolniono z pułku. Resztki Legji w sile 268 ludzi przybyły do Wrześni, skąd ochotnicy rozje­chali się swoich miejsc zamieszkania.

Do dziś dnia tam za Bugiem, na Podlasiu, przedewszystkiem pod Horodcem bieleją kości naszych ochotników, co poszli z wiarą i patrjotyzmem w bój, co poszli bronić dopiero powstałej Polski, co poszli z ochotą w sercu w szeregi, aby i tam daleko na wschodnich rubieżach Ojczyzny nie zabrakło szabli Średzian. Wyrąbali szablami granice u siebie, w Wielkopolsce, potem poszli bronić Lwo­wa, a w końcu Warszawy. Dobrze spełnili swój obowiązek narodowy!

Ludwik Gomolec.”


W związku z tym, iż wielu Średzian służyło w Legii Ochotniczej Wrzesińskiej, warte uwagi są wspomnienia
z wojny polsko – bolszewickiej zamieszczone w „Orędowniku Wrzesińskim”.

„LEGIA OCHOTNICZA WRZESIŃSKA.”

 

” W rocznice jej tworzenia i działalności.

 DSCN8186Mija rok od czasu, gdy niepokojące wieści przynosiły nam gazety i telegramy o wkraczaniu Bolszewików do naszej ukochanej ojczyzny. Do chwilowego wtenczas zwycięstwa wrogów, przyczynili się niemało żydzi, którzy na każdym kroku popierali Bolszewików i zdradzali pozycje i kierunek cofania się wojsk polskich. Trzeba było temu koniecznie zapobiedź, gdyż sąsiedzi Niemcy chciwem okiem patrzyli na Polskę i cieszyli się widząc ją słabą i chwie­jącą się w posadach. A wróg coraz więcej zbliżał się do stolicy Polski, i niewątpliwie zająłby Warszawę, gdyby naród nie porwał się odruchowo, chwycił za broń, by stawić opór siłom niebezpiecznego najeźdcy. Ukazały się nawoływania do broni rozchodząc się z błyskawiczną szybkością. Nastrój wojenny rósł z godziny na godzinę, wszystko nieomal rwało się do boju. Dla Wrześni na­deszła wielka dziejowa godzina, i rycerska krew naszych praojców odżywać w wnukach poczęła. Z inicjatywy młodego ppor. hr. Mycielskiego rozpoczęto w łonie towa­rzystwa „Sokół” we Wrześni akcję tworzenia Legji Ochotni­czej Wrzesińskiej. Dzięki staraniom towarzystwa Sokół jako też i kilku tutejszych obywateli, postanowiono urządzić wiec w celach werbunkowych. Już dnia 13 lipca 1920 r. odbył się pierwszy wiec we Wrześni, na którym zapisało się około 60 ochotników. W czwartek, dnia 15 lipca odbył się drugi wiec urzędników powiatu wrzesińskiego, celem naradzenia się, w jaki sposób dopomódz zagrożonej ojczyźnie. I tutaj postanowiono, aby wszyscy nieżonaci złożyli na razie swe urzęda i stanęli z bronią w ręku w obronie codopiero zmartwychwstałej a już srodze zagrożonej ojczyzny. Szybka energiczna działalność mogła jedynie zaważyć na szali, zatem już w piątek dnia 16 lipca stawili się wszyscy którzy byli zdecydowani stanąć w szeregach ochotniczych w obronie ojczyzny i domu rodzinnego przed napadem Bolszewików, na Placu Wolności, aby po zała­twieniu wpisów wyruszyć do tutejszych koszar. Brat obok brata, ojciec obok syna, wszyscy ogarnięci jednym wzniosłym zapałem dla sprawy ojczystej i równą chęcią walki, która ich cechowała, w jednym stanęli szeregu. Jak żona i dzieci nie potrafiły wstrzymać męża i ojca, tak młodzieńca nie wstrzymało błaganie matki ani płacz narzeczonej. Ojczyzna wołała wielkim głosem ku swej obronie wszystkich, którzy ją kochali i dla niej życie czas i mienie poświęcić byli gotowi. Po stwierdzeniu nazwisk ochotników, wyru­szono z Placu Wolności do koszar, aby tam przybrać się w mundury i wziąść się do ochoczej pracy w ćwiczeniach, jakie musi poznać każdy żołnierz, tem więcej, że w szere­gach stanęli nietylko dawni i wierni żołnierze ale również młodzież, która jeszcze nie zaznała życia żołnierskiego. Czekała nas wielka praca zaprawienia się w żołnierskiem rzemiośle trudna ale wdzięczna, gdyż zapewniająca później, skoro wyruszymy z bronią w ręku na wroga, wykorzystanie umiejętnie każdej minuty a może i rozstrzygającą dla nas w momencie krytycznem. Trzeba było ćwiczyć gorączkowo i szybko.
(Ciąg dalszy nastąpi).

1) W rocznicę jej tworzenia i działalności.

DSCN8189I gdy na dziedzińcu koszarowym wśród upału dni j lipcowych ćwiczono, nie zaprzestano z drugiej strony uprawiać agitacji werbunkowej i to przez urządzanie wiecy w powiEcie i poza powiatem wrzesińskim. To też z dnia na dzień powiększała się ilość ochotników, która w krótkim czasie wzrosła do potężnego bataljonu liczącego przeszło 800 ludzi. Utworzony baon został samodzielną j formacją pod nazwą Legja Ochotnicza Wrzesińska nr. 268 pod dowództwom ppor. hr. Mycielskiego. Należy tutaj podnieść zasługi tutejszego kapelmistrza p. Al. Nawrockiego który stawił się pod rozkaz Legji i zorganizował samodzielną orkiestrę L. O. W. 268, wstępując tem samem w szeregi ochotników. W następnych już dniach wychodziły kompanje ochotników z własną okiestrą na pole ćwiczeń. W niedzielę, dnia 8 sierpnia rychłem rankiem nadeszła oczekiwana wieść telegraficzna, że Legia w najbliższych godzinach przygotować się ma do wyjazdu. Dowództwo całego baonu oddano przysłanemu z D. O. G. z Poznania p. kapitanowi Rojkowi. Rozpoczęto prace nad uzbrojeniem J ochotników. Wydawano broń, plecaki, koce i inne rzeczy, i które każdy żołnierz w polu posiadać winien. Znajdujących się na urlopie odwołano natychmiast telegraficznie. Alar­mująca wieść, o wyruszeniu Legji w pole, rozniosła się błyskawicznie po całem, mieście. Już od południa poczęły gromadzić się tłumne rzesze publiczności przed bramą koszarową, celem pożegnania się z najbliższymi. Baon stał już wtenczas w pogotowiu, czekając na dalsze rozkazy. Do późnej nocy pracowano nad przygotowaniem do wyjazdu. Noc przeszła spokojnie. Dopiero dzień 9 sierpnia przyniósł jderenitywy rozkaz odjazdu. O godzinie 3 popołudniu stanęły wszystkie kompanje ochotników w pełnym rynsztunku na dziedzińcu koszarowym, aby złożyć jeszcze przysięgę. Była to chwila bardzo wyniosła. X. wikarjusz Kaźmierczak w słowach serdecznych pożegnał wszystkich ochotników, nawołując do męstwa i wytrwania, a następnie czytał powoli słowa przysięgi, które, jakby z jednych ust zostały powtórzone przez wszystkich ochotników. O go­dzinie 4, w piękne popołudnie, kiedy wszystko kąpało się w jasnych promieniach słońca wyruszono pod komendą kapitana Rojka, przy dźwiękach dwóch orkiestr na dworzec. A niezliczone rzesze obywatelstwa towarzyszyły pochodowi, pragnąc pożegnać krewnych i znajomych i cały odjeżdżający legjon. Dzieci biegały w szeregi, aby raz jeszcze, może i ostatni, uścisnąć spracowane ręce ojca. Wyruszano w pole zajrzeć niebezpieczeństwu a może i śmierci w oczy, o ile ona sama się nie zbliży. Matki i żony dążyły ze łzą w oku na dworzec — ab była to łza dumy — szczę­śliwy bowiem naprawdę był ten, który mógł posłać w bój za ojczyznę synów swoich. Na przechodzący ulicami miasta legjon posypał się deszcz kwiatów, rozchwytany przez odjeżdżających, kroczących dumnie w zbrojnym szyku na dworzec, gdzie stał już w pogotowiu pociąg, mający odwieść całą Legję na pole przeznaczenia. Na dworcu rozlokowany został baon w wagony, przeznaczone dla każdej kompanji z osobna. Ostatnie chwile przed odjazdem spędzono na żegnaniu się, a panie z Czerwonego Krzyża oraz przybyłe obywatelstwo z własnej inicjatywy rozdawały ochotnikom papierosy, ciasta, pocztówki i inne niespodzianki. Na dany sygnał pociąg rusza. Przy dźwiękach melodji: „Kto się w opiekę” ruszył pociąg w niepewną przyszłość. Biało-szarawy dym lokomotwy owijał wozy niby w mgłę, z pośród której dolatywał śpiew ochotników. Przez łąki, pola, lasy biegł pociąg i tęskne, głębokie westchnienie pożegnania popłynęły w dal. Zachodzące słońce, smutno poczęło się kryć na horyzoncie, jakby żegnając tych naj­lepszych synów ojczyzny, którzy na pierwszy zew podążyli z doraźną pomocą.
(Ciąg dalszy nastąpi).

2) W rocznicę jej tworzenia i działalności.

 DSCN8192Dnia następnego o godzinie 2 w nocy nastąpiło na dworcu w Skalmierzycach posilenie. O godzinie 6 po południu odjeżdża pociąg do Warszawy. Po kilku godzinnym postoju ruszamy w dalszą drogę, i tak przyjeżdżamy dnia 12 sierpnia o godzinie 6 po południu na stację Pławie. Baon zostaje tutaj wyładowany i maszeruje do wioski Końska – Wola, gdzie zostajemy rozkwaterowani na tamtejszym folwarku. Spotykamy tu pierwszych uciekinierów, którzy ratując własne życie, zostawili swój dobytek, uciekając czy to pieszo lub wozami przed niebezpiecznym wrogiem. Dzień następny był dniem wypoczynku. W nocy uwiadomiła policja tamtejszej wioski dowództwo naszego baonu, że we wiosce jakieś bandy dezerterów poczęły plądrować składy i domy. Wysłano natychmiast patrol., który napotkał na zbrojny opór, przyczem został kapral Garczyński Jan z 3 kompanji L.O.W. zastrzelony. Była to pierwsza ofiara w baonie. Z powodu otrzymania wieczorem rozkazu pogotowia do wymarszu, pochowano ofiarę z wszelkimi honorami wojskowemi na tamtejszym cmentarzu. Dnia następnego maszeruje baon ochotniczy w kierunku miasteczka Michowa, gdzie o godzinie 10 wieczorem, zostawiając poza sobą przeszło 40 klm. drogi, dosięga swego celu marszu. Jakkolwiek groźnie przedstawił się długi i utrudzony upałem słońca marsz, mimo to szła nasza wiara ochoczo naprzód. W Michowie otrzymały kompanje amunicję i bandaże, jako widoczny znak, że niezadługo staniemy do akcji czynnej; było to poniekąd niespodzianką dla młodego żołnierza, nieprzywykłego do trudów i znojów wojennych, który wyobrażał sobie, że mu pozostanie więcej czasu do dalszych ćwiczeń i wypoczynku. Lecz żaden jak się później wykazało, nie cofnął się przed niebezpieczeństwem. Noc spędzono w biwaku na rynku w Michowie. Nazajutrz rano dalszy wymarz do wioski Zagoście, leżącej niespełna 7 klm. od rzeki Wieprza, która wtenczas tworzyła linję bojową. W Zagościa zostają ochotnicy podzieleni na poszczególne oddziały i wcieleni do 66 pułku strzelców kaszubskich. Z Zagościa wyruszyli ochotnicy czyli już 66 pułk o godzinie 12 w nocy nad rzekę Wieprz, gdzie się też w krótkim czasie przeprawiono na drugą stronę. Oddziały bolszewickie, jakby czuły nadchodzące wojska polskie, opuszczały szybko swoje stanowiska, uciekając w wielkim popłochu. Dnia 17 sierpnia po długich i męczących marszach w pogoni za bolszewikami, dotarliśmy pod miasteczko Stoczki, gdzie stoczono kilka potyczek z wrogiem. Odebrano miasto, a obywatele Polacy witali z radością wojska polskie wołając: „Niech żyją Poznańczycy”! Poza miastem stoczono znowu jedną potyczkę, a uciekający Bolszewicy zostawili nam wiele materiałów wojennych. Tak naprzykład przy ostatnich potyczkach zdobyto 186 sztuk bydła, 120 podwód naładowanych prowiantem i umundurowaniem, kilka koni i inne rzeczy. Po 3-dniowym marszu pokrzepiono się znowu poraz pierwszy chlebem, który odebrano Bolszewikom. Po krótkim wypoczynku poczyna się dalsza pogoń. Wróg coraz więcej upadał ze sił i cofał sie z szaloną szybkością, bo zaskoczony co chwilę i ze wszystkich stron, nie wiedział nieraz w która stronę skierować ucieczkę.
(Ciąg dalszy nastąpi

 3) W rocznicę jej tworzenia i działalności.

 DSCN8193Kompanje dotarły do wioski Bojnice, leżącej nad szosą Warszawa—Siedlce. Mieszkańcy wioski z wdzięcz­ności za ocalenie ich z pod jarzma wrogów, zgotowali nam obiad. Sprawiając nam wszystkim wielką radość, ponieważ kuchnie wszystkich kompani zostały wraz z innemi wozami bagażowemi, kilka wiorstw poza linją bojową i nie mogły podążyć za posuwającemi, się szybko naprzód kompanjami. Uciekające w popłochu bolszewickie oddziały konne, podpaliły z zemsty zato, że tamtejsza ludność, broniąc się, chwytała także za broń, dwór w pobliskiej wiosce Suchocimie. W godzinach popołu­dniowych po ściągnięciu posterunków bezpieczeństwa, ruszono dalej. Nocleg przypadł nam w wiosce Mingoczy. Na drugi dzień posunięto się do Węgrowa. Z nieopisaną radością witali nas wszędzie mieszkańcy, którzy w czasie panowania Bolszewików wycierpieli wiele. Wśród niewy­powiedzianych trudności, w bezustannym marszu i pogoni łamali nasi ochotnicy każdą próbę oporu i nawały bolsze­wickiej. Dotarliśmy nareszcie nad rzekę Bug, gdzie pod miasteczkiem Nur, przeprawiono się na przeciwną stronę. Z powodu zniszczonego mostu, byliśmy zmuszeni rzekę przejść w pław, brodząc pod ramiona we wodzie. W sobotę, dnia 21 sierpnia rozłożyliśmy się na rynku miasta Wysokie Mazowieckie. Dzień 22 był niedzielą i zarazem dniem wypoczynku. W godzinach popołudniowych pojawiły się nad miastem bolszewickie latawce, przywitane z naszej strony energicznym ogniem karabinowym. Wywołały one wielki popłoch wśród wystraszonej ludności miasta i okolicy, wracającej z kościoła. Nazajutrz udano się w dalszą drogę w kierunku na Białystok. W marszu jednak cofnięto nas rozkazem kompanii przez Zambrów do Łomży. Tutaj. pozostajemy aż do dnia 4 września. Wśród tych dni wypoczynku odwiedził nas naczelny nasz wódz, Józef Piłsudski, który zarazem jest szefem naszego 66 pułku piechoty i w przemówieniu swem dziękował za dotychcza­sową waleczność pułku, dając wyraz zadowolenia z dzielnej postawy żołnierza – legjonisty.
Dnia 4 września zostajemy na dworcu w Łomży załadowani, aby po dwudniowej podróży stanąć w Białej, zkąd rozpoczyna się dalsza pogoń za nieprzyjacielem. Po kilkudniowym forsownym marszu stanęliśmy poraz wtóry nad rzeką Bugiem. Po przejściu rzeki dotarliśmy dnia 10 września do miasteczka Małoryty. Przez wszystkie dni marszu, robiąc nieraz po 50 wiorst dziennie, okazali ochotnicy dużo męstwa i wytrwałości. W Małorycie wystawiono placówki i obsadzono tor kolejowy Małoryta— Mielniki. Stan sytuacyjny był bez zmiany. Trzeciego więc dnia ściągnięto placówki i ruszono dalej. Posunięto się aż do miasta Kobryń. W nocy wraca wysłany z baonu do Wrześni kurjer, ochotnik Kaliszewski i przywozi pozdro­wienie dla całej Legji od obywateli miasta Wrześni. Wielu z nas miało to szczęście, odebrać listy i paczki od rodziców i znajomych. Towarzystwo „Sokół” przysłało kilkaset papie­rosów dla ochotników. Była więc radość nieopisana między nami, lecz niedługo ona trwała, bo po rozdaniu paczek i listów ruszono w dalszą drogę.
Ciąg dalszy nastąpi).

 4) W rocznicę jej tworzenia i działalności.

 DSCN8194Ponieważ spodziewano się spotkania z większemi siłami nieprzyjacielskiemi, maszerujemy z ubezpieczeniem artylerji. Ostrożność okazała się bardzo na miejscu. Już bowiem około południa napotkano w lasach pod wioską Zalesie na większe siły wroga. W jednej prawie chwili rozległy się strzały po obu stronach. Był to początek 10-dniowych walk o Horodec. Po przeszło godzinnej operacji, z małemi dla nas stratami, wyparto z lasów nieprzyjaciela, który w popłochu skierował swą ucieczkę na Horodec i zajął umocnione pozycje poza kanałem. Największe i najbardziej krwawe walki rozegrały się tutaj wzdłuż kanału. Na tym odcinku właśnie zebrał nieprzyjaciel najlepsze swe siły, chcąc koniecznie utrzymać ten ważny dla siebie punkt ze względu na główną szosę, prowadzącą z Kobrynia do Pińska jak i węzeł kolejowy. O godz. 5 popołudniu doszło do drugiego starcia wzdłuż kanału pod Horodcem. Nieprzyjaciel otworzył ogień z pociągu pancernego z towarzyszeniem artylerji. Po dwugodzinnem zmaganiu się z wrogiem i zaciętym jego oporze wypchnięto nieprzyjaciela z Horodca, małej mieściny o kilkunastu małych domkach, zamieszkałych przeważnie przez żydów, z cerkwią, stojącą po prawej stronie rynku ograbionej doszczętnie przez Bolszewików. Wystawiono natychmiast placówki za cmentarzem i na szosie Horodec— Pińsk. Wysłany patrol przyniósł wiadomość o większym koncentrowaniu się wojsk nieprzyjacielskich w pobliskiej wiosce. W nocy nadjechały kuchnie polowe, wozy amu­nicyjne i żywnościowe. Około godziny 1 w nocy rozpoczął nieprzyjaciel ostrzeliwanie miasteczka przez artylerję. Na szczęście padały pociski za daleko lub też za blisko. Ponieważ nad ranem spodziewano się ataku ze strony wroga, wydany został rozkaz cofnięcia wozów amunicyjnych przed miasto. O godz. 5 z rana rzucił nieprzyjaciel całe swe siły na garść ochotników. Z powodu gęstej mgły nie zauważono najpierw nadchodzących wrogów i tak niespodziewanie zostali nasi zaatakowani, z powodu czego musiano się narazie cofnąć. Przez cały dzień atakowano ze strony Bolszewików nasze słabe oddziały wojska. Mimo to mężnie bronili się nasi i stawiali zapalczywy opór. W sposób bezwzględny pchane tutaj bolszewickie wojska przeciw naszemu frontowi pomimo ciężkich strat, pono­szonych przy wszystkich tych operacjach. Stawiany opór z naszej strony był również utrudniony i kosztował nas kilkunastu rannych i zabitych. Trzeba było każdy skrawek ziemi przesiąkły już krwią zdobywać ponownie po trupach. Niejeden z naszych dzielnych żołnierzy zginął tu śmiercią bohaterską, zdala od stron rodzinnych, żegnany jedynie przez Księżyc, co nocą z góry spoglądał na pobojowisko srebrnym swym promieniem, zamykał oczy zmarłym i szeptał im do ucha ostatnie słowa pożegnania. Dnia 16 września przedarły się mniejsze siły nieprzyjacielskie na lewem skrzydle i napadły bagaże pułkowe i wozy sanitarne z rannymi, stojące w Zalesiu. Zadaniem ich było, złączenie się z prawem skrzydłem wojsk swoich, aby przezto zamknąć w koło, walczące drobne siły pod Ho­rodcem. Plan ten jednakże nie powiódł się. Przy pomocy nadesłanej z Kobrynia, odparto nieprzyjaciela, który dotarł już do wioski Kamień – Królewski. W obec jednak mo­żności okolenia nas na tej wysuniętej placówce było utrzy­manie pozycji nadal połączone z niebezpieczeństwem od­cięcia nas zupełnego. Dla tego też wydany został rozkaz aby pozycje zmieniono. Cofnięto się z pod Horodca na Zalesie, gdzie utworzono nową linję obronną. W nocy zostaje nasz pułk przez 65 pułk piechoty zluzowany, a my idziemy na zasłużony wypoczynek do miasteczka Kobrynia.
(Ciąg dalszy nastąpi).

5) W rocznicę jej tworzenia i działalności.

DSCN8195Po jednodniowym wypoczynku, nadszedł wieczorom rozkaz ostrego pogotowia. Dnia następnego w niedzielę, przyjeżdża Dywizjoner 16 dywizji, do której pułk nasz był przydzielony i w powitaniu pułku wyrażał hołd i podziękowanie za okazane męstwo. Po przeglądzie wojsk, wyruszono znowu na front. Rozpoczęto ponowne ataki i po dość ciężkich walkach, wysunięto wroga powtórnie pod Horodec. Dokazując cudów męstwa jak by nadludzką ożywieni siłą, zadały pułki nasze wrogowi wielkie straty. Pękały granaty, wyrzucając słupy ziemi.. Walka toczyła się z blizka na bagnety. Walczono nieomal na pięści, kopano nogami, kolbami tłuczono się niemiłosiernie. Ale naszych było tak mało, że o walnem zwycięstwie nie mogło być mowy. Całemi masami szturmowali Bolszewicy nasze pozycje, a Komuniści pędzili całe szeregi obdartych, na pół obnażonych żołnierzy swoich przed sobą jako zasłonę od kul. Młody żołnierz, nieprzywykły do trudów i znojów wojennych, pomimo, że znalazł się w trudnych nadwyraz warunkach, wytrzymał do ostatniego tchnienia. Słusznie nazwano Horodec, o który i około którego toczyły się zmagania najeżdcy z obrońcą, polskim Verdunem. Bitwą w dniu 23 września osiągnęła punkt kulminacyjny. Rzucono się ponownie na nieprzyjaciela, walcząc zapalczywie z zaciętością godną Polaków. Po stronie Bolszewików! walka słabła i widocznem było, że potęga ich coraz więcej się kruszyła. Po 10-dniowych zaciętych walkach, pokonali nieprzyjaciela i zdobyto ponownie miasto Horodec, a wróg ścigany teraz przez patrole konne, uciekał w wielkim popłochu, obawiając się odcięcia z prawego skrzydła przez nasze wojska. O godz. 6 popołudniu wkroczyliśmy do miasta, pozostawając chwilowo jako rezerwa. Kompanja techniczna zabrała się rączo do naprawy zniszczonego mostu. Dzień następny był dniem wypoczynku. Kompanje zabrały się do pochowania poległych. Dnia następnego, w niedzielę, podczas nabożeństwa za poległych, rozeszła się wiadomość, iż na dworcu w Horodcu znajdują się członkowie Komitetu z Wrześni, i to panowie Milczyński i Siudziński z wielką ilością przywiezionych z Wrześni podarków. Niezadługo potem dotarli obaj panowie do nas, przywożąc pozdrowienie z domu. Zapanowała wielka j radość między ochotnikami. Jakby zapłatę za odniesione codopiero zwycięstwa, przywieziono nam te podarki. Zabrano się zaraz do rozdania ich na poszczególne kompanje, czas naglił i każdej chwili oczekiwaliśmy dalszego wymarszu. Uciecha trwała krótko. Już o godz. 11 przedpołudniem musiano się żegnać z gośćmi wrzesińskiemi. ponieważ przyszedł rozkaz odmaszerowania. (Ciąg dalszy nastąpi)

6) W rocznicę jej tworzenia i działalności.

 DSCN8198I znowu rozpoczęły się długie i nużące Marsze. Posuwając się od ‚wioski do wioski, od miasta do miasta, szliśmy jako rezerwa 11 dywizji. Maszerowano przez łąki, pola i lasy, a wieczorem przypadły nam kwatery bądź to pod gołem niebem, lub też w ubogich domkach wieśnia­czych. Nie znikły tu jeszcze ślady ostatniej wojny światowej, a już otwarły się świeże rany zadane przez nieprzyjaciela. Spustoszone żniwa, popalone domy przed­stawiały się oczom naszem. Zimno i smutno było tu wśród pustej przestrzeni czarnej roli, gdzie wicher tylko żałośnie zawodzi.

Zielono lasy, lecz szare są pola,
Nad niemi się niebo błękitno rozciąga.
Nie rodzi tu ziemia, nie pachną tu pola,
I czasem się tylko ptak jakiś zabłąka.
Z dala od domu i Ojczyzny drogi,
Zgasły dla nas promienia słoneczne.
Nie jeden powraca bez ręki bez nogi,
A iluż już poszło na spocznienie wieczne?
Zamilkły śpiewy i smutno wszędzie,
Na polach walki zabija brat brata,
I wielu — ach wielu, oglądać nie będzie,
Ojczyzny kochanej i domu rodzinnego.

Długo, długo patrzał niejeden na te łąki bezrzeżne, szare pola i lasy szumiące, a myślą biegł ku stronom rodzinnym.
Po siedemnastudniowym marszu, gdzie nie napotkano na żadne siły zbrojne, dotarliśmy do wioski Leniewicze około 70 wiorstw od Mińska oddalonej. Tu doszedł nas dnia 16. 10. rano rozkaz, iż z dniem 18. 10. wchodzi w życie rozejm i wszystkie wojska cofną się w pozycje z dnia 15. 10. I nareszcie nadeszła chwila radosna, chwila, kiedy zawieszono broń na całym froncie wschodnim. Zapanowała radość nie do opisania. Nie idziemy dalej stawiać oporu nawałom bolszewickim, nie idziemy z trwogą śmiertelną, aby zaglądać w oczy śmierci, lecz z rozkazem o rozejmie, przyszedł rozkaz cofnięcia się. I każdy w nadzieji zobaczenia się w najkrótszym czasie ze swojemi, dążył z wesołą piosękę na ustach z powrotom. Po dwu­dniowym marszu doszliśmy do miasteczka Nieświerza, gdzie się w tym dniu cały 66 pułk zebrał. Dnia 18. 10. wieczorem otrzymują kompanje rozkaz zebrania się o godzinie 10,30 wieczorem na placu przed kościołem, celem wzięcia udziału w capstrzyku. To też na naznaczoną godzinę, wszystkie kompanje dążyły na przeznaczono miejsce. O godzinie 12 w nocy wystrzelono 3 kule świetlane w górę, i w tym momencie odezwały się salwy armatnie na znak, iż wybiła godzina podpisania rozejmu. Równocześnie rusza pochód z muzyką wrzesińską na czele ulicami miasta Nieświerza na rynek, skąd się rozeszły baony do swoich kwater.
(Ciąg dalszy nastąpi).

7) W rocznicę Jej tworzenia i działalności.

DSCN8199Dzień następny był dniem uroczystym. Uroczystość rozpoczęła się nabożeństwem w kościele parafialnym w Nieświerzu.
O godz. 10 rano spieszą kompanje wszystkich baonów, kompanje sztabowe i oddziały artylerji na plac przed kościół. O godzinie 11 nadjeżdża dywizjoner pułkownik Ładaś. Przy dźwiękach muzyki wita przybyły swych dzielnych żołnierzy 66 pułku, którzy oddawają mu honor przez prezentowanie broni. Następnie przed bramą kościoła przemawia w serdecznych i podniosłych słowach kapelan wojskowy. Po skończonem przemówieniu rozpo­czyna się w pięknym kościele nabożeństwo dziękczynne. Podczas mszy św. śpiewa chór męski na głosy, składający się z żołnierzy 66 pułku. Podczas ofiarowania, podniesienia i na Baranek Boży wystrzelono po trzykrotnie z armat, a wojska, stojące na placu prezentowały broń. Po ukończonej mszy św. odśpiewano przy wystawieniu Najśw. Sakramentu suplikacje. Do kościoła wchodzi ośmiu żołnierzy, uzbrojonych w hełmy stalowe i z najeżonemi bagnetami. Po udzieleniu Błogosławieństwa wszystkim znajdąjącym się w kościele, wyprowadza uzbrojona sekcja żołnierzy kapłana, niosącego monstrancję przed bramę kościoła, aby wszystkim żołnierzom, stojącym przed kościołem udzielić błogosła­wieństwa. Po nabożeństwie przemawia przed kościołem pułkownik Ładaś do żołnierzy i wznosi okrzyk za Naczelnika Państwa. Następnie maszerują wszystkie baony, kompanje sztabowa i oddziały artylerji z muzyka przez ulice miasta na rynek, gdzie odbyła się defilada. Na tem zakończono uroczystość, która niezawodnie pozostanie wszystkim w pamięci. Dnia następnego rano o godz. 4 odmaszerowano z Niewierza, ale już teraz nie na wschód, lecz więcej na zachód, coraz bliżej domu rodzinnego.

Jeszcze Polska nie zginęła
Póki my żyjemy …

Z tą pieśnią na ustach, którą to matka nam śpiewała nad kołyską i która nam najmilszą pozostała, szliśmy teraz ochoczo i wesoło z uczuciem spełnionego obowiązku w myśl słów i treści śpiewanej pieśni. Po rozmokłych drogach w dni październikowe szliśmy teraz jako zwycięzcy. Przychodzimy do wioski Mała Łotwa. Tu pozostajemy aż do dnia 6 listopada, czekając dalszych rozkazów. Pierwsze pogłoski krążyły, że zostaniemy w Baranowiczach ładowani, a nadzieja, że skończy się nareszcie ta wędrówka, zawiodła nam wszystkich. Dnia 7 listopada odebrano rozkaz dalszego wymarszu 6-dniowego, a dłuższy postój oznaczono w misteczku Roś. Tu pozostajemy do dnia 27 listopada. Dnia 24 listopada odprawia się w kościele tutejszym nabożeństwo żałobne za poległych, spoczywających w parku majętności Roś. W uroczystości tej bierze także I i II baon 66 pułku udział.
(Dokończenie nastąpi).

8) W rocznicę jej tworzenia i działalności.

DSCN8202Dnia 27 listopada maszerujemy na dworzec we Wołkowyskach, gdzie też zostajemy nareszcie ładowani aby powrócić w strony rodzinne. Trzeciego dnia staje pociąg na stacji w Chełmnie, u celu powrotnej podróży. Przyjęcie owacyjne zgotowali nam obywatele miasta Chełmna, któ­rego zakończeniem była defilada na rynku. Następnie udano się do koszar. Tutaj rozpoczęto pracę celem prze­prowadzenia demobilizacji wszystkich ochotników. I tak 9-go grudnia wyjeżdżamy do baonu zapasowego stojącego wtenczas w Toruniu. Po 3 dniach pobytu w Toruniu wyjeżdżamy dnia 13 grudnia do Wrześni. Jaka radość wtenczas między nami była, jest wprost nie do opisania. Po czteromiesięcznych trudach i znojach wojennych wra­camy do rodzinnych domów. Nareszcie stanął pociąg tego samego dnia około 4-tej po południu we Wrześni, a tłumy publiczności oczekiwały już przybycia jego. Widoczną była ogólna radość mianowicie tych, których oczekiwani po­wrócili. Wielu bowiem z tych co poszli, nie wrócili i nie wrócą już nigdy. Zdala od domu rodzinnego pokrywa niejednego już czarna ziemia. Leży on tam na polu chwały jako ofiara swej wierności i miłości Ojczyzny. W wiośnie młodości, gdy życie zdaje się być człowiekowi tylko samą radością i szczęściem, złożyli oni najcięższą ofiarę dla Ojczyzny. Cześć Wam bohaterowie! Odpoczywajcie po trudach i cierpieniach życia, po gorzkiej ofierze śmierci, a ta ziemia niech Wam będzie lekką. Niech kwiaty i wieńce zdobią wasze groby. Pod sztandarem tutejszego Sokoła i przy dźwiękach muzyki ruszono teraz do pięknie przystrojonego miasta. Przy wejściu do miasta witał w imieniu Sokoła p. Milczyński, a na rynku w imieniu oby­watelstwa p. aptekarz Konieczny, podnosząc męstwo i wy­trwałość ochotników. Następnie udano się na salę p. Her- nesa, gdzie panie Czerwonego Krzyża czekały z gorącą kawą i ciastami na ochotników, a towarzystwo Sokół wy­dało sutą kolację. Bawiono się wzorowo i ochoczo do późnej nocy. Członkowie L. O. W. wskrzesili tradycje swych ojców z roku 1848 i 63 dając dowód, że nie za­marła dusza polska mimo stopięćdziesiątletniej niewoli, oraz rękojmię, że gdy Ojczyzna w przyszłości zawoła, ochoczo w kadry staniemy, jak to czynili dzielni ojcowie nasi.

 Franciszek Wiśniewski.
Września, dnia 15-go lipca 1921 r.

 Imienna lista strat byłej L. O. W.

 Zabici:

plut. Nowaczyk Michał,
kapral Garczyński Jan,
strz. Makowski Stefan,
strz. Młodzikowski Walenty,
Łóźniak Walenty,
Nawrocki Kazimierz,
Lorek Józef,
Ząjdrowicz Wacław,
Kozak Antoni,
Dzudziak Franciszek,
Kupś Feliks,
Szczesny Franciszek,
Urbański Władysław,
Bąg Piotr,
Konieczny Stanisiaw. 

Ranni:

sierż. lini. Maćkowiak Franciszek,
kapr. Tłok Walenty,
Kula Władysław,
Nikel Józef,
Wawrzyniak Leon,
Jania Józef,
Lewandowski Jan,
Gibowski Jan,
Bujarek Stefan,
Pawłowski,
strz. Staszak Augustyn,
Ślęzak Walerjan,
Tasiemski Józef,
Nowak Walerjan,
Michalak Stefan,
Madaj Antoni,
strz. Ignaszak Józef,
Młodziński Walenty,
Patalas Alfons,
Wąsowicz Stanisław,
Kaczmarek Andrzej,
Filipiak Michał,
Michalak Józef,
Niedzielski Franciszek,
Szczęśniak Marcin,
Pilarczyk Walenty,
Dratwiński Józef,
Cyprian Jan,
Rybarczyk Antoni,
Woźny Stanisław,
Wronecki Wiktor,
Flieger Franciszek,
Radny Stanisław,
Grycz Stefan,
Madajczyk Antoni,
Hamsol Antoni,
Basiński Antoni,
Stasiewski Leon (zmarł w szpitalu),
Dobierski Henryk,
Kaliszewski Władysław,
Kraski Bronisław,
Dzwoniarek Wojciech,
Lechert Michał,
Wojtkowiak Sylwester,

Drożyński Franciszek,
Polcin Franciszek,
st.
strz. Stefaniak Antoni,
Pisarek Jan,
strz. Witczak Bolesław,
Tomaszewski Stanisław,
Woźniak Jan,
Szulc Feliks,
Koszczyk Stefan,
Wieża Walenty,
Janiszewski Wincenty,
Szwarc Andrzej,
Moszył Michał,
Ruszczyński Franciszek,
Miziorny Jan,
Kabat Andrzej,
Kujawa Stanisław,
Donaj Stanisław,
Mi­kołajczak Aleksander,

Marciniak Stefan,
Urbaniak Fran­ciszek,
Malecha Władysław,
Obrzut Józef,
Kurczalski Aleksander,
Klaszczyński Ignacy,
Olejniczak Stanisław,
Nowicki Andrzej,
Pawłowski Piotr,
Wawrzyniak Walenty,
Płociński Antoni,
Zawicki Ludwik,
Nawrocki Józef
,
Goroczka Jan,
Balcer Wacław.

 Zaginioni:

podchorąży Siemianowski Janusz,
kapr. Przybył Wojciech,
Krysta Józef,
strz. Kmieciak Sta­nisław,
Berent Edmund,
Janiak Antoni,
Malak Augustyn,
Kaźmierczak Jan,
Bartkowiak Franciszek,
Send Henryk,
Hłak Antoni,
Skrzypczak Stanisław,
Zajdowicz Bronisław,
Stróżak Jakób,
Mikołajczak Stefan,
Augustyniak Ludwik,
Stachowiak Józef,
Kieliba Michał,
Woźniak Tomasz,
Bartlewicz Roch,
Jędraszak Franciszek,
Skrzypczak Stanisław,
Szczepaniak Jan.

 Zmarli wskutek choroby:
strz. Sobisz Tadeusz,
Stankowski Ludwik. ”

2014-11-25

Copyrighted Image