Wspomnienia dr Ludwika Rządkowskiego 1918 – 1920.

Skocz do ostatniego uzupełnienia

 2015-03-09 / 21:04:52

Na łamach „Kuriera Średzkiego” w 1933 roku wydane zostały w odcinkach wspomnienia dr Ludwika Rządkowskiego, pod tytułem „Kartki z walk o niepodległość ziem byłego zaboru pruskiego”. Prezentujemy poniżej 37 posiadanych odcinków tych wspomnień.

Dr Ludwik Rządkowski

„1918 – 1920

Kartki z walk o niepodległość ziem byłego zaboru pruskiego”.

355„Oto tytuł niezmiernie ciekawej a zarazem i bardzo cennej pracy historycznej b. komendanta miasta Środy i dowódcy Baonu Średzkiego p. Dr. Ludwika Rządkowskiego opisującej wypadki, zaszłe w przełomowych czasach oswobodzenia naszej Ojczyzny z pod jarzma zaborców. Omawia ona szczegółowo zdarzenia, jakie rozegrały się na terenie naszego miasta i powiatu w pamiętnych dniach grudniowych 1918 roku oraz w dalszych walkach nad oswobodzeniem Polski z pod jarzma pruskiego, wymieniając wszystkich jej uczestników.
Cenna ta praca ukaże się już w najbliższych dniach jako odcinek feljetonowy na łamach naszego pisma.
Odcinki te będzie więc można zbierać, tak iż jako całość stanowić będą niezmiernie cenną książkę, która znajdować się powinna w każdej rodzinie polskiej, a którą przekazać później można potomności jako niezmiernie cenny dokument czasów minionych i przeżyć z walk niepodległościowych.
W interesie więc wszystkich leżeć powinno zebranie na tak łatwej drodze niezmiernie cennych i drogich każdemu Polakowi wspomnień własnych lub jego najbliższych krewnych lub znajomych.
Kto więc chce być w posiadaniu tak cennego dokumentu niech zamówi natychmiast „Kurier Średzki”.

(1

 „Berlin w przededniu rewolucji.

 366Komunikaty pism berlińskich przynosiły co godzinę nowe wieści z frontów walki. Zawieszenie broni. Warunki rozejmu. Jedne dementowały drugie. Nad Berlinem skupiała się potężna fala rewolucji niemieckiej. Wrażenia, jakie te dni oczekiwania i napięcia wywarły na mnie, był oszałamiające. Dałem się porwać jego potędze i dziwiłem się że to, co wczoraj jeszcze niemożliwem, dziś stawało się rzeczywistością. Stawałem się naocznym świadkiem rozsypywania się w proch potęgi niemieckiej, tej potęgi, która chciała narzucić swą hegemonję całemu światu. Wrażenia, odniesione w tych dniach przewrotu kreśliłem na luźnych karkach i zbieram je dziś, tworząc z nich całość.
Śledząc bieg wypadków w zaraniu i przededniu rewolucji w Mo­skwie i Piotrogrodzie, a będąc świadkiem dokonywanego przewrotu w sto­licy Niemiec, dostrzec było można w rozgrywających się tu i tam scenach pewną analogję i podobieństwo. Tu i tam padały zmurszałe podstawy i podwaliny archaicznego i zgangregowanego jadem militaryzmu i bru- talizmu systemu wśród rechotania kartaczownic i piekielnego wycia rozpuszczonych w biegu samochodów — tu i tam składały nowym rzą­dom czołobitny hołd te same lokajskie i spodlone faryzeuszostwem twarze, które zieleniały z oburzenia, gdy ktoś gdzieś puścił niebaczne słówko o konieczności zmodyfikowania i przekształcenia istniejącego porządku i ładu w państwie bojaźni Bożej, tu i tam natężał skazany na agonję policyjno-wojskowy organizm resztkę sił, aby przedłużyć swój żywot chociażby o kilka dni.
Pamiętany dzień czwartkowy 7-mego listopada 1918 r. Ruch w mieście duży. Parlamentarjusze niemieccy pojechali do głównodo­wodzącego wojsk koalicyjnych Focha. Warunki podobno mają być nie­zbyt uciążliwe. Radość ogólna ogarnia mieszkańców Berlina — na­reszcie koniec wojny ! Nareszcie !
Pod wieczór uderzyła wszystkich ogromna ilość pieszych i kon­nych patroli policyjnych. Poczęto sobie szeptać, że coś się „szykuje”. Zwołane na wieczór zebranie niezależnych socjalistów, których menerem był Dr. Rudolf Breitscheid, poseł do Reichstagu, a mój dobry zna­jomy, zostały zakazane, bo spodziewano się rozruchów. Miasto zaczęło ogarniać zdenerwowanie. Każdy się czegoś spodziewał, a nikt nie wie­dział, o co chodzi. Sytuację zaogniły wydania nadzwyczajne pism ber­lińskich, rozrzucane w setkach tysięcy egzemplarzy — małe świstki, treści nie wiele, ale po ich przeczytaniu pewnie każdemu serce żywiej zabiło. „Cesarz i Kronprinz powinni ustąpić”, głosiła odezwa, nawołu­jąca ludność do spokoju, „niewygodne zarządzenia wojskowe muszą być zniesione, rozejm musi być natychmiast zawarty”. Termin ostate­czny, do którego postulaty partji socjalistycznej miały zostać wykonane: piątek południe 8-mego listopada.
Na drugi dzień ruch kolejowy zawieszony. Żadne pociągi poza- miejscowe nie kursują. Telegrafować nie wolno. Berlin został dla pu­bliczności nagle odcięty od zewnętrznego świata. Ludzie się denerwu­ją, wymyślając na stosunki gorsze niż w Rosji. Urzędowo głosi biuro kole­jowe, że za trzy dni prawdopodobnie ruch kolejowy — o ile nie zajdą nieprzewidziane wypadki — zostanie wznowiony. Przed pałacem cesar­skim stoi kordon policji i wojska — sławnego 4. bataljonu strzelców naumburskich. Nawet na dachu patroluje wojsko przy karabinach ma­szynowych. Mimowoli przychodzą na myśl porównania z pierwszemi dniami wojny z roku 1914. Na tym samym placu stały wówczas rów­nież tłumy, do których przemawiał cesarz — wznoszące niemilknące okrzyki na cześć wojny — dziś zaś kordon policji i wojska. Tempora mutantur   !
Ze wszech stron spoziera jeszcze militaryzm pruski. Po głów­nych arterjach miasta uwijają się samochody, napełnione wojskiem. — co do którego wierności niktby nie wątpił. Strzelcy, synowie urzędni­ków, gospodarzy, synowie junkrów i leśniczych, synowie przydzielonej do dworu cesarskiego służby, kroczą raz wraz w oddzielnych grupach po całem mieście. Młodzi, przeważnie golowąsi, tacy u których pstro w głowie, a zapał i zachwyt dla wszystkiego co królewskie i cesarskie niewątpliwy.

(Ciąg dalszy nastąpi)

2)

370Tymczasem zbliżała się godzina południowa, oznaczona przez ultimatum partii socjalistycznej. Pod Lipami tłumy coraz to liczniejsze. Robotników jednak względnie mało — a więcej ciekawych, którzy się spodziewali demonstracyj. Nadzieje te jednak zawiodły, pomimo że atmosfera ciężka, że się ma wrażenie, że lada chwila może się stać coś strasznego. Spokój pomimoto panuje, bo socjaliści niemieccy polegają na rozporządzeniach swych władz partyjnych.
Koło Komendatury zbierają na rozkaz wojskowego guber­natora Marchji, generała von Linsigen tłumy oficerów. Niektórzy w pełnym rynsztunku bojowym, inni „garnizonowi“ śmieją się, żartując. Spostrzeć można też inwalidów o kulach z orderami na piersiach: „Befehl ist Befebl !“
Przed ambasadą rosyjską również tłumy. Nagle odzywają się okrzyki. Wielkie samochody transportowe wiozą oddziały marynarzy z Kilonji i Wilhelmshaven, które nie brały udziału w rozruchach. Tłum woła do nich, oni do tłumu. Przypominają się strajki petersburskie. Samochodów takich coraz więcej a na niektórych siedzą młodzi żołnie­rze z karabinami w rękach.
W południe ogłaszają pisma, że ultimatum socjalistów zostaje przedłużone do wieczora. Ale i wieczorem jeszcze nie ma od­powiedzi cesarza, jedynie wiadomość, że poprosił o czas do namysłu. Również i Foch zgodził się na tymczasowe 72 godzinne zawieszenie broni.
Późną godziną zaczęto sprowadzać kartaczownice i armaty. Poczty, urzędy policyjne — nie mówiąc już o prezydjum policji, urzędy i ministerstwa zamieniono pospiesznie w obozy wojskowe.
W ministerstwie wojny na Lipskiej ulicy utworzono barykady z worków napełnionych piaskiem, a u wylotu i u drzwi ustawiono kartaczownice. W wszystkich ubikacjach dolnego i górnego piętra roz­stawiono żołnierzy, uzbrojonych od stóp do głów. Nie dosyć na tem — przy Poczdamskim placu, tuż naprzeciwko dworca Poczdamskiego, zaję­to holel Fürstenhof, kawiarnię tej samej nazwy i przyległe budynki, a na dachach porozstawiano kartaczownice, któremi zamierzano rozpędzić gromadzące się tłumy. Plac Poczdamski stanowi główną arterje ruchu pieszego i kołowego. Tu skupia się i koncentruje cały Berlin, tu zbie­ga się kilka najważniejszych i najbardziej ożywionych ulic, tu też po wsze czasy tłumiono rozruchy i rozpędzano zbiegowiska. Tu wreszcie aresztowano kilkanaście miesięcy temu Karola Liebknechta. Jakże te wszystkie zarządzenia i przygotowywania przypominają rozkazy rosyj­skiego ministra Protopopowa!.
W piątek wieczorem o godz. 10 rzecz niesłychana — długie szeregi wojska w pełnym rynsztunku nadciągały od Halickiej Bramy przez Königgrätzezstrasse ku dworcowi Poczdamskiemu z muzyką na czele. Grano jeszcze patrjotyczne marsze, a grano je jakby od niechce­nia, jakby w innym rytmie i innym takcie. Żołnierze uzbrojeni w ka­rabiny i stalowe nowoczesne hełmy — sunące się za nimi kartaczow­nice i armaty, dalej cały tabor i buchające parą kuchnie połowe, da­wały ludziom pole do różnych domysłów i komentarzy.
Zapytani żołnierze, dokąd zmierzają i gdzie wyruszają, dawali różne odpowiedzi. Jedni dowodzili, że idą do Bawarji, inni byli zdania, że mają „zająć” Berlin, inni wreszcie, jakby bardziej domyślni, przeko­nywująco utrzymywali, że idą zabezpieczyć główne drogi, wiodące do Berlina i że opanować mają dworce oraz linje kolejowe. Smutny, a zarazem groźny był to korowód paradującej po raz ostatni soldateski niemieckiej, idącej w zmroku przyćmionych świateł i jakiejś złowrogiej ciszy ulicznej…
Odgłos muzyki wojskowej przycichł gdzieś het w dali — po­chód młodych wojaków, przysięgających otaczającej ich gawiedzi, że strzelać nie będą, że dwie trzecie, to synowie Berlina, zniknął w pół­mroku i wszystko przemawiać zdało się za tem, że nastały normalne czasy. Jednak w kilka minut można się było przekonać, że obraz się zmienił. Na wszystkich rogach ulic stanęły wzmocnione posterunki wojskowo-policyjne. Policjanci uzbrojeni dawniej tylko w browningi, mają pozawieszane na ramionach karabiny. — W restauracjach i ka­wiarniach wojskowe patrole wyszukiwują marynarzy, aby ich aresztować.

(Ciąg dalszy nastąpi)

3)

374Tu i owdzie przychodzi pozatem do ostrej wymiany zdań, a na­wet do czynnego znieważenia — tu i owdzie zaczęła publiczność ujmo­wać sę za aresztowanymi. Nic nie pomaga — aresztowanych mary­narzy odprowadzono pod silną eskortą na odwach policji, a następnie do więzienia wojskowego. Ogółem aresztowano w mieście 296 mary­narzy, przybyłych z Kilonji, Bremeny i Wilhelmshaven. Znaczna część przybyłych tu marynarzy, nie zatrzymując się w Berlinie wyjechała w kierunku Lipska, Hali i Kolonji.
Odwachy wojskowe, nie mające odnośnego rozporządzenia na dworcach, marynarzom na razie trudności nie czyniły i widocznie do­piero później wyszedł rozkaz aresztowania „buntowników i dezerterów”.
Obraz Berlina, jak już powiedziałem — nie był bynajmniej we­soły — godzące w samo tętno życia wielkomiejskiego zarządzenia na pocztach i kolejach, ograniczające wysyłkę pism i listów oraz ruch pa­sażerski — były zapowiedzią wcale niepocieszającej przyszłości. Ze­wsząd dolatywały niepokojące głosy i pytania: „Co dalej ? Co będzie­my jedli ? Co się z nami stanie ?“
Berlin, który w ciągu całej wojny nie zapomniał o zabawie, Berlin śmiejący się ustawicznie i buchający humorem szampańskim przy stołach biesiadnych po najdroższych winiarniach, w których nie­raz zwykli robotnicy stawiali drogocenny nektar Bachusa swym szu­miącym i szeleszczącym w jedwabiach oraz błyszczącym brylantami damom, spoważniał poraz pierwszy od początku wojny. W oczy roz­bawionej młodzieży zajrzała straszna rzeczywistość, a zajrzała dopiero w przededniu narodzin rewolucji. Najlekkomyślniejsi zatrwożyli się o jutro, ukazujące się w ponurych konturach, obliczający zyski lichwiar­skie spekulanci i dostawcy wojenni zagmatwali się w zawiłych swych rachunkach, mający wielkie plany na przyszłość paskarze — spostrzegli, że plany ich nieco się pokrzyżowały…
Coraz głośniej, coraz wyraźniej zaczęło się do bram Berlina dobijać straszne, przeraźliwe widmo czerwonego teroru. — Hamburg, Kilonja, Kolonja, Bremena, Lubeka i Magdeburg zajęte przez rady ro­botnicze i żołnierskie. Powtarza się historja zgrozy rosyjskiej, mówiono — bolszewizm szczerzy swe jadowite zęby, trucizna ogarnia i zatacza coraz szersze koła.
Co stanie się z Berlinem, co stanie się z tą kilkumiljonową ludno­ścią? Oto pytania na które wcześniej, aniżeli można było sądzić, otrzymał odpowiedź drgający tętnem zwykłego życia olbrzym—potwór Berlin.
Było to w sobotę w godzinach poranych.
W nocy 9 listopada cesarz postanawia wyrzec się tronu, ale brak oficjalnego potwierdzenia tej pogłoski. Wypadki rozwijają się z błyskawiczną szybkością. W gruzy rozpadają się potężne jeszcze nie­dawno mocarstwa i upadają najsławniejsze trony. Abdykacja Wihelma II wywarła pomimo, że spodziewano się jej, bardzo silne wrażenie, jako jaskrawy dowód znikomości rzeczy ludzkich i zmienności fortuny.
Tegoż dnia ustępuje naczelny dowódca Marchji gen Linsingen.
W piątek wieczorem spotykam się z Dr. Breitscheidtem. Oświad­cza mi, że zbrojna rewolucja jest nieunikniona i że jutro napewno, a może jeszcze dziś nocą, krew się poleje na ulicach Berlina. Breitscheidt jest jednym z organizatorów ruchu rewolucyjnego, przyjaciel ambasa­dora sowieckiego Radka oraz przydzielonego do ambasady rosyjskiej Joffego, których również przez niego poznaję. Ideologja tych ludzi je­dnak nie przekonywuje mnie. Radość sprawia mi jedynie trzynasty punkt orędzia Wilsona, brzmiący :

 „§ 13. Au indipendent Polish state          § 13. Niepodległe państwo polskie po

should be erected which should iuclude             winno zostać ustanowione tak, aby obej-

the territories inhabited by indisputably    mowało terytorja zamieszkałe przez lu-

Polish populations, which should be        dność bezsprzecznie polską, której po-

assured a tree and secure access to the   winno zostać zapewnione wolne i bez-

sea, and whose political and economic    pieczne dojście do morza i którego poli-

indipendence and territoria intergrity         tyczna i gospodarcza całość powinna

should be guaranted by international       zostać zagwarantowana przez międzyna-

covenant.      rodowe umowy.

Przenika mnie radością myśl, że nareszcie doczekamy się wol­nej, niepodległej Polski, Polski takiej, o której marzyli nasi ojcowie, cierpiąc za nią udręki wrogiej, rozpadającej się dziś w gruzy potęgi.

(Ciąg dalszy nastąpi)

 4)

378Breitscheidt wyznacza mnie do rozbrojenia posterunków w dziel­nicy w której zamieszkuję, tj. na zachodzie Berlina i do rozpuszczenia internowanych Anglików w Ruhrsleben. O dwunastej w południe stanie samochód z czerwonemi chorągiewkami „am Knie”, którego komendę „towarzysz” obejmie. Zadaniem mojem było wziąć komisarjaty policji w Charlottenburgu, ratusz tamtejszy oraz obóz internowanych. „Gdzie dobrowolnie nie pozwolą się rozbroić, tam użyć przemecy” — brzmiała instrukcja…

„Niech żyje rewolucja !*

W sobotę z rana w mieście ten sam obraz, a zatem posterunki wojskowe u wylotów głównych ulic, — gęste patrole, pędzące w za- wrotnem tempie motocykle i wlokące się leniwie ciężarowe samochody, na których stali w czworobok ustawieni żołnierze wojsk sprowadzonych w nocy z piątku na sobotę do Berlina, celem stłumienia rewolucji, któ­rej wybuchu ogół się jeszcze nie spodziewał. Około godz. 10 z rana dzielnice północne i wschodnie zakotłowały życiem — ruch wzmógł się znacznie i zaczęły krążyć wieści, że za kilka godzin ustanie we wszyst­kich warsztatach i zakładach przemysłowych praca i że cały proletarjat berliński wylegnie na ulicę. Tysiące robotników, nie czekając na umó­wione hasło, porzuciło pracę już o godzinie 10 — tłum wzrastał, potęż­niał, przybierał coraz groźniejszą postawę. Władze policyjne i wojsko­we potraciły głowę i wydawały co godzinę inne rozporządzenia. Spo­strzeżono, że tłumów zbuntowanych i rozgoryczonych uporczywem trwaniem cesarza przy swej woli pozostania na tronie nie zdoła opano­wać żadna siła, że lada chwila musi pęknąć ogniwo łańcucha, powstrzy­mującego napór olbrzymiej fali ludzkiej.
Wieść, podana przez „Vorwärtsa“ nie liczącego się z nakazami i zakazami cenzury, że w Hanowerze, Kolonji, Monacbjum, Brunświku, Magdeburgu i Oldenburgu lud wyzwolił się z pod dawnej władzy, że marynarze, robotnicy i żołnierze stają się panami sytuacji, podziałała podniecająco i zachęcająco, rozbudziła w podnieconych masach tłumio­ne dotąd sztucznie instynkty i porwała je w nieznanym u narodu nie­mieckiego zapałem do czynu. W zwartym, karnym szeregu, ramię przy ramieniu, ze śpiewem międzynarodówki na ustach potoczyła się nie­skończenie długa fala ludzka het od strony Ackerstrasse i Szczecińskie­go dworca. Do tłumów, przyłączały się tłumy. ‘Śpiewy nagłe ucichły, ustępując miejsca groźnym okrzykom i nawoływaniom, jako to: „Precz z wojną! Precz z cesarzem! Niech żyje międzynarodówka! Niech żyje Liebknecht !” Ponad tłumem powiewały czerwone sztandary. Sta­wiane przez oddział konnej i pieszej policji zapory zniósł nacierający tłum w impulsywnym impecie, a łamiąc dalsze przeszkody i zatory dotarł aż do koszar pułku gwardji piechoty przy ulicy Müllera i zażą­dał przyłączenia się do rewolucyjnego pochodu. Stojący na straży ofi­cerowie w otoczeniu skautów niemieckich przybrali groźną postawę. Błysnęły szable, padły pierwsze strzały. Tłum był i na to przygoto­wany. Nie uląkł się więc, jak już tyle razy w latach ubiegłych, nie zastraszył i nie cofnął. Że wojsko na tłum nie uderzy, wiedziano z gó­ry. Już w nocy o godzinie 3 wystawiono wierność wojsk w Berlinie na próbę.
Zaalarmowani o tym czasie żołnierze 4 bataljonu strzelców, spro­wadzeni z Naumburga do Berlina na okres rewolucji, otrzymali granaty ręczne i zawezwani zostali do bezwzględnego posłuszeństwa oraz bez­względnej surowości wobec demonstrantów. Wobec aresztowania jed­nego z żołnierzy, który pozwolił sobie na skrytykowanie zarządzeń star­szyzny wojskowej, cały bataljon, jak jeden mąż, postanowił wyruszyć o 10 z rana na miasto i urządzić skrajną manifestację. Gdy o godzinie 8 z rana stanęli żołoierze do szeregu, zjawili się również i oficerowie oświadczając, że pochód sami poprowadzą. Przeciwko temu żołnierze zaprotestowali bardzo kategorycznie, przyczem ujawnili krnąbrność i brak subordynacji.
Dowództwa bataljonu major Ott, widząc, na co się zanosi, wy­głosił do żołnierzy uspakającą mowę i zapewnił ich, iż cesarz abdykował, a Scheidemann zamianowany został prezesem ministrów. Zapewnie­nie takie aczkolwiek nieprawdziwe, podziałało na żołnierzy uspakajająco.

(Ciąg dalszy nastąpi)

5)

382Pochodu więc nie było, ale wieść o zajściu tem rozniosła się od koszar do koszar i dotarła do uszu głównych prowodyrów ruchu rewo­lucyjnego. Tem też może tłumaczy się nieugięta i nieulękniona posta­wa tłumu zgromadzonego przed koszarami gwardji. Strzały na razie ślepych a następnie ostrych nabojów spowodowały do natychmiastowej reakcji uzbrojonych również w rewolwery robotników.
Głuchy, krótki huk rozległ się w powietrzu i cztery trupy — ofi­cer, kierownik skautów i dwaj żołnierze — runęły na ziemię. Nastała chwila krótkotrwałego popłochu i zamieszania. Szereg kobiet podbiegł do koszar, za niewiastami pospieszyli mężczyźni i w mig zaczęto roz­bijać wszystkie szyby od ulicy. Rozwartemi na oścież oknami zaczęli na ulicę wyskakiwać żołnierze i łączyć się z tłumem. Niezadługo po­lem rozwarły się główne wrota i nastała chwila wydania-koszar w ręce rewolucjonistów.
Tłum, nie kontentując się zdobyczą koszar, opanował wszystkie zapasy amunicji, cały skład broni, 4 kartaczownice i 2 samochody. Zdo­byte kartaczownice pomieszczono na samochodach, a tłum wzmocniony w potężny oddział wojska ruszył dalej, w kierunku dworca »Lehrter“, podczas gdy osobny, uzbrojony oddział robotników i żołnierzy popędził do koszar gwardji ułanów, wzywając załogę do kapitulacji. Wysłanej delegacji odpowiedziano odmownie. Nie namyślając się długo, otoczono koszary ze wszech stron i posypały się strzały. Z koszar nie odpowia­dano. Wówczas delegacja utworzonej prowizorycznie rady wkroczyła po raz wtóry do koszar celem dokonania przetargu o wydanie gmachu. Opór został szybko przełamany dzięki rozbrojeniu wszystkich znajdują­cych się wewnątrz oficerów.
Podczas gdy sceny te rozgrywały się w dwóch wymienionych koszarach — zawarto akt ścisłego zbratania się z 4 bataljonem strzel­ców w ubikacjach redakcji „Vorwärtsa“. Tam też zaczęto przyjmować gromadnie żołnierzy, pragnących oddać się na służbę rady robotniczej i żołnierskiej, tam rozdawano odznaki i kokardy czewone, tam przygoto­wywano odezwy i proklamacje, któremi w mig zasypano całe miasto.
Z koszar ułanów, gdzie zabrano również wszystką broń i oddano pomiędzy gromadzący się tam tłum, wyruszono ku ulicy Wilhelmowskiej. Dwa samochody, zabrane w koszarach ułanów, obsadzone wojskiem i wysłano pod osłoną zwieszających się w triumfie czerwonych flag do parlamentu. Zgromadziły się tam olbrzymie tłumy nadciągających ze wszech stron robotników, nigdzie po drodze nie zatrzymywanych i ni­gdzie nie molestowanych. Kanclerz Rzeszy, zorientowawszy się szybko w sytuacji i widząc, że na wojsko liczyć nie można, wydał rozkaz, aby policja i żołnierze zachowywali się spokojnie, tłumów nie prowokowali i pod żadnym warunkiem nie korzystali z palnej broni. Gdyby nie ta­kie zarządzenie — ofiar wśród tłumu liczonoby dziś na setki, jeżeli nie na tysiące. Ostatni z pochodów, nadciągających do parlamentu, zjawił się około godziny wpół do 2, a był to pochód robotników, zajętych w warsztatach radjotelegrafji. W tej chwili zjawił się, szybko wyruszając naprzód z rozwartych podwoi partalu, trybun ludu, dumny i wyniosły, niby triumfator, w samej rzeczy zaś mąż przeciętnej tylko miary — mi­nister Scheidemann.
Rozkołysane w okiem nieobjętej fali mrowie ludzkie skupiło się wokoło mówcy. Spodziewano się dłuższego przemówienia, boć Scheidemann mowy swe zwykł powlekać i ubierać w retoryczne zwroty i puste frazesy. Ale nie! — tym razem trybun ludu rzucił wsłucha­nym w słowa jego masom zaledwie kilka zdań. Każde zdanie to pio­run, — każde słowo błyskawica: — „cesarz ustąpił — rząd dawny ustępuje, militaryzm skruszony i zmiażdżony, a na gruzach rozwalone­go porządku rodzi się, w majestatycznym spowita blasku era nowego życia, era wolności i swobody !“
Przeciągły, długi ryk sięgającego od parlamentu aż het poza bramę Brandenburską tłumu zwiastuje całemu miastu radosną nowinę : „Niech żyje republika !” — „Niech żyje Liebknecht!“ rozlega się z setek ty­sięcy gardzieli — zagłusza powietrze, obija się o uszy struchlałych i oniemniałych stróży dawniejszego porządku. Stało się! —Nikt już krzy­ku rozbudzonych instynktów nie stłumi — nikt triumfalnego pochodu nie zatarasuje. W oka mgnieniu następuje przekształcenie dawnego ustroju, ulice miasta przybierają inną fizjognomję. Kto może, wybiega na ulicę.

(Ciąg dalszy nastąpi)

2015-03-12 / 13:20:02


6)

386Gawiedź rośnie, potężnieje, gromadzi się na placach i chodni­kach — słychać głuchy łoskot spuszczanych żaluzyj, trzask zatarasowywanych w pospiechu drzwi sklepów i składów, a oto od ulicy Budapesz­teńskiej, niby huragan, pędzi potężny samochód, przybrany w czerwone sztandary. Na samochodzie jakichś 20 żołnierzy i 20 robotników z ka­rabinami, najeżonemi bagnetamii w pogotowiu do strzału. Tuż obok szofera robotnik i żołnierz w braterskim, symbolicznym uścisku dłoni. W takiej pozie pędzą ulicami miasta, wzniecając wśród jednych objawy radości, wśród drugich siejąc postrach, lęk i trwogę. Gawiedź, zwła­szcza gawiedź urzędnicza, kupiecka — gawiedź służalcza i lokajska oniemiała zrazu, ale gdy oto za chwilę, wśród warkotu hałaśliwego, popędził drugi, trzeci i dziesiąty samochód przybrany malowniczo w stroj­ne wstęgi czerwone, zrozumiano, że zwycięstwo rewolucji jest nieza­przeczalne, że każdy może zrzucić maskę hypokryzji i obłudy, że dusza, spodlona nakazem pruskiego systemu,- normującego moralność człowie­ka według kast, przynależność-i gradacji w społeczeństwie, może uka­zać się w swej nagości, gdyż kodeks tego co wolno a nie wolno, chło­stać w mig za to nie będzie.
Hurra, hurra ! z razu ciche, później coraz śmielsze, potężniejsze, odezwało się z ust tysięcy – i tysięcy dotychczasówych niewolników. Hurra, hurra ! wołali pędzący samochodami marynarze, żołnierze i ro­botnicy w odpowiedzi. Ale nagle;- oto samochód przystaje — szereg żołnierzy podskakuje do idących dwóch oficerów, wydaje rozkazy — oficerzy bledną — następuje krótka chwila wahania i znowu głuchy, surowy rozkaz, poczem jeden i drugi odpinają szablę, wyciągają z pochwy rewolwery i oddają je dobrowolnie żołnierzom. Nie koniec na tem. Jeden z marynarzy chwyta za epolety oficerskie, targa niemi i rzuca je otaczającym oficerów tłumom – na „pamiątkę”, drugi mary­narz zrywa tymczasem kokardę z kaszkietu. Już mieli odejść, gdy w tem jeden z żołnierzy zawraca się, by zerwać przechodzącemu obok innemu oficerowi krzyż z piersi. Marynarze protestują : „To świętość tego ruszać nie wolno !“ Salutują, wspinają się na samochód i jadą dalej, ale jadą nie daleko, bo oto szereg żołnierzy w hełmach, z kara­binami zwieszonemi w dół, kroczy zmęczonym, leniwym krokiem w stronę koszar. Krótki rozkaz : „Oddać karabiny !“

  • Z przyjemnością —: odpowiadają żołnierze.
  • Zerwać orły z hełmów !
  • Z przyjemnością.
  • I szable oddać!
  • Z przyjemnością!

Sto karabinów i sto zdartych, drapieżnych orłów rzucono na samochód i popędzono dalej. Działo się to około godziny wpół do 3. Samochód pędzi po samochodzie — na wszystkich krańcach żarzewie rewolucji wybuchło potężnym płomieniem, objęto całe miasto od końca do końca. Tysiące z koszar wybiegłycb żołnierzy z zatkniętą czerwo­ną pętlicą zrywało swym towarzyszom broni epolety i kokardy, rozbra­jało ich — tysiące robotników jakby wyrosłych z pod ziemi było im w tej pracy pomocnych i zbierało broń białą i palną — tysiące młodych i starych zjednoczyło się w luźne szeregi, by w razie potrzeby złożyć życie w ofierze za podtrzymanie rozbudzonego ruchu. Krnąbrych, upor­czywych — było nie wielu. Oficerowie, tak butni, odważni i czupurni dotychczas, stchórzyli zupełnie, a przy rozbrajaniu ich w koszarach za­chodziły tragikomiczne sceny. Byli tacy, którzy omdlewali, byli i tacy, co zanosili się płaczem. Płakali nie dlatego, że ból ściskał ich serce, ale że lęk targał ich nieczystem sumieniem i dla tego, że czuli, iż godzina porachunku za wszystkie niegodziwości, znęcania i uciemiężenia i dla nich wybiła. Większość oficerów, mieszkających prywatnie na mieście w koszarach nie pokazała się i wolała przeczekać, burzę rewo­lucyjną po cywilnemu wśród ulic śródmieścia. Po mieście uwijało się zresztą też sporo mniejszych samochodów z kilku byłymi oficerami, którzy, przystępując do starszyzny wojskowej i salutując ją — prosili uprzejmie o odczepienie odznak i o wydanie szabli. Szabli, które sta­nowiły własność prywatną, tak samo i broni prywatnej nie ruszano. Zatrzymywano również i dorożki, dopełniając tego samego cęremonjału w grzecznej i uprzejmej formie.
Mój czynny udział w rewolucji berlińskiej ograniczał się do wy­konania instrukcyj, danych mi przez Dr. Breitscheida.

(Ciąg dalszy nastąpi)

7)

406Stanąłem o oznaczonej godzinie „am Knie“, samochody zjawiły się punktualnie. Krótka indagacja — hasło i samochód, przeznaczony do Ruhrleben. Drugi ma zająć ratusz charlotenburski, trzeci zaś roz­broić komisarjaty policji. W Charlottanburgu koszar, a temsamem woj­ska nie było. Dekoruję się czerwoną, wręczoną mi przez „towarzysza” kokardę i jazda !
Siedzę w otwartym samochodzie sześcioosobowym, z którego sterczy ponad szoferem lufa karabinu maszynowego, uzbrojony w po­tężny długolufowy parabellum i kilka ręcznych granatów. Moi „pod­komendni” uzbrojeni są od stóp do głów również w browningi, ręczne granaty, których trzonki wyglądają im z każdej kieszeni.
Przybywamy do Ruhrleben.
Pozostawiam samochód w dostatecznej odległości do odstrzału karabinem maszynowym i wchodzę w asyście jednego z moich przy­godnych towarzyszy na odwach, na którym pełni służbę pospolite ru­szenie, sami starzy, o obronie ani myślący chłopi. Widocznie nie wie­dzą jeszcze, co się w mieście dzieje i objaśniam im w kilku słowach, położenie, wzywając ich do złożenia broni i odpasania pasków. W to im graj.

  • „Bogu dzięki, że skończyło się to świństwo!“

I już ich niema.
Wychodzi jakiś major, również już w wieku zbliżonym do me- tazulemowego. Ale jego trudniej przekonać o załamaniu się potęgi cesarskiej.

  • „Wierny pozostaję mej przysiędze i bronić się będę do osta­tniej kropli krwi“.
  • Na to mój przyboczny gwardzista: „Człowieku nie rób głupstwa, bo nie będziesz miał na to ani czasu. Dalej zdejmuj szable i epolety. Bo inaczej po pysku”.

Ja interwenjuję, aby się nie narażał na nieprzyjemności i za­stosował się do konieczności i nakazu chwili. Czynię to możliwie po wersalsku, na co wtrąca mój adjutant:
„Towarzyszu, na co ceregiele, po pysku mu i basta”.
Na takie powiedzenie rezygnuje stary major cesarski z dalszego oporu, robi co mu każą i znika za bramą. Ogłaszamy hasło rewolu­cyjne internowanym, których radość, rzecz jasna, nie zna granic i wszystko wyrusza tłumnie z obozu na miasto.
W taki tragikomiczny sposób odbywały się rozbrojenia podczas rewolucji w Berlinie prawie zawsze.
Wieczorem tego samego dnia odkomenderowany zostałem na ulicę Potsdamską, do karabinu maszynowego, który stał w westibulu kawiarni „Vaterland“. Nie doczekawszy się zluzowania, zostawiłem maszynówkę na łasce losu i wyszedłem sobie na przechadzkę po mieście.
Noc z soboty na niedzielę była mniej spokojną, aniżeli się tego spodziewano.
Z dachów domów pomiędzy dworcem przy ul. Fryderykowskiej a ulicą pod Lipami i z dachów domów pod Lipami, począwszy od ul. Fryderykowskiej aż do nowej bibljoteki zaczęły padać około 2 w nocy najpierw pojedyńcze strzały na patrole rady robotniczej i żołnierskiej. Skoro te również strzałami odpowiedziały, rozpoczął się z dachów ogień karabinów maszynowych. Przypuszczając, że oficerowie niechcący się poddać nowemu porządkowi rzeczy, ogień ten rozpoczęli, ale śledztwo natychmiast przeprowadzone niczego nie skonstatowało.
W niedzielę rano panował na razie spokój. Tłumy ludu oglądały skutki nocnej strzelaniny. Dopiero o godzinie 8 i pół otworzono nagle z karabinów maszynowych z kompleksu domów Aschingera, Centralne­go Hotelu i dworca przy ul. Fryderykowskiej ogień na tłumy. Żołnierze z ulicy odpowiedzieli strzałami, podczas gdy tłumy ludu w przestrachu uciekały. Strzelanina trwała przez pół godziny mniej więcej, dopóki żoł­nierze nie dostali się do hotelu, gdzie w jednem z pokoi znaleźli 5 ofi­cerów, których aresztowano.
W czasie tej walki rozpoczęła się również strzelanina z dachów kawiarni „Wiktorja” i „Astoria”, przyczem 5 żołnierzy raniono. Oficerów, przy których znaleziono naboje, aresztowano.
Około godziny wpół do 10 ogień ustał. Obstawiono pilnie liczne gmachy publiczne i strzeżono.

(Ciąg dalszy nastąpi)

 8)

410Przypuszczano bowiem, że jeszcze około 20 oficerów ukrywa się w podziemnych gankach, do których dojścia nie można było na razie odszukać.
O godzinie 11-tej zapanował wszędzie spokój a żołnierzom za­kazano strzelać.
W nocy z soboty na niedzielę padły z domu inżynierów, na ro­gu ulicy Sommerstr. i Dorotheenstr, w pobliżu parlamentu strzały, które zraniły kilka osób. Na 12-tą w południe zapowiedzianem było wielkie zgromadzenie ludowe pod pomnikiem Bismarcka, na którem miało prze­mawiać kilku mówców ludowych. Kiedy pierwszy z tych mówców wszedł na trybunę, padły znów z domu inżynierów strzały, które po­dobno 4 osoby zraniły. Żołnierze znajdujący się w gmachu parlamen­tu w sile mniejwięcej 200 odpowiedzieli również strzałami, a przera­żona publiczność ratowała się dziką ucieczką.
W parlamencie samym obradowały rady robotnicze i żołnierskie.
Największe ślady walki pozostały na zamku i marsztalarni, gdzie toczyły się przez dłuższy czas zacięte walki.
Odwach policyjny przy Georgenkirchstrasse wzięto szturmem, ponieważ wachmistrz wzbraniał się oddać pałasza. Wszystkie papiery, akta i książki wyrzucono oknami na ulicę.
W niedzielę po południu tłumy ludzi przeciągały ulicami, ale nigdzie spokoju nie zakłócono. Strzelanina jednak rozpoczęła się zno­wu około godziny 4 po południu. Z wieży kościoła na Werder rozpo­częto ogień karabinami maszynowemi i granatami ręcznemi tak, że trze­ba było sprowadzić artylerję, która jednak ognia nie otworzyła, bo z wieży znikli wszyscy bez śladu. Podobne walki toczyły się na „Gendarmenmarkt” przy francuskim i niemieckim tumie.
Około 10 wieczorem zapanował spokój. Otoczono kordonem dworzec przy ul. Fryderykowskie, placu Zamkowym, placu Aleksandra, ponieważ podejrzywano, że w Grand Hotel ukryli się oficerowie.
Taki był przebieg rewolucji listopadowej w Berlinie. Po kilku dniach gorących i obfitujących w zdarzenia, które dla nas Polaków były równocześnie brzaskiem uwolnienia się z niewoli pruskiej, nastą­pił spokój. Nowe i stare urzędy rozpoczęły funkcjonować, starając się utrzymać ład i porządek w mieście. Na pozór nic się nie zmieniło.
Żywność wydawano na kartki jak dotychczas. Pociągi i poczta powró­ciły również do stanu normalnego.
Tymczasem gazety przynosiły wieści z całych Niemiec o solida­ryzowaniu się z rewolucją. Tworzyły się rady robotników i żołnierzy. Komisarz bolszewicki od dawna już siedział w Berlinie i rozpoczynało się życie gorączkowe, agitacja skrajnych socjalistów, którym przewo­dził Dr. Breitscheid. Rady robotników i żołnierzy rozwijały się, namięt­nie się zwalczając, aby wybuchnąć pewien czas później w ruchu prze­wrotowym spartakowców.
Tak mijał czas. Gazety poznańskie otrzymywałem regularnie, z których śledziłem uważnie ruch rewolucyjny w stronach ojczystych. Jako asystent profesora politechniki Dr. Schlesingera, nie mogłem brać otwarcie udziału w ruchu narodowościowym w Berlinie, ale mimo to bywałem często na Grüner Weg koło „Dworca Śląskiego”, gdzie w re­stauracji Konkiewicza zbierała się Polonja berlińska.

II.

Rewolucja w Poznaniu i ukonstytuowanie się Rady Robotników

i żołnierzy.

Już powiedziałem w poprzednim rozdziale, nie brałem bezpo­średniego udziału w dokonaniu przewrotu w Poznaniu, bo pozostałem w Berlinie. Poniżej podane wiadomości czerpię z „Kurjera Poznańskie­go”, który mnie regularnie dochodził, oraz z ustnych relacyj uczestni­ków przewrotu w Poznania i na prowincji.
Rozwój wypadków następował i tu z błyskawiczną szybkością. Wieść o abdykacji cesarza Wilhelma doszła do Poznania w sobotę, dnia 9 listopada 1918 r., krótko po południu, zaś kilka godzin później do­wiedział się Poznań, że Biuro Telegraficzne Wolffa zajęte zostało przez berlińską Radę Robotników i Żołnierzy. Wiadomość ta wskazywała, że rewolucja w Berlinie zwyciężyła. Jako pierwszy z garnizonów wielko­polskich przyłączył się do ruchu rewolucyjnego garnizon jarociński, o czem na innem miejscu. W Poznaniu panował w sobotę zupełny spokój i nic nie wskazywało na rychły przewrót. Tymczasem nadeszła w niedzielę rano z Berlina wiadomość o zupełnem zwycięstwie rewo­lucji, a około południa tegoż dnia ujęli i w Poznaniu żołnierze władze w swe ręce, przyczem opanowali cytadelę poznańską, generalną komen­danturę, komendę placu (gubernatorstwo) oraz obsadzili prezydjum po­licji, urząd pocztowy i telegraficzny oraz dworzec. Taksamo wybrały poszczególne formacje wojskowe swych mężów zaufania.

(Ciąg dalszy nastąpi)

9)

414Ogólny obraz miasta stał się teraz niezwykły — nastrój był podniecony, ale wszędzie zachowano bezwzględny ład i porządek. Hasło rewolucyjne rzucili zrewoltowani, reakcyjni żołnierze, przybyli z głębi Niemiec, przeważnie marynarze. Zaczęto odpruwać na ulicach tak ofi­cerom, jak żołnierzom kokardy od czapek i odznaki szarży. Przeważnie działo się to samorzutnie i dobrowolnie; czasami tylko natrafiano na opór, który jednak łamano bez użycia siły. Ofiar w ludziach nie było żadnych, a straże z kulomiotami, ustawione w różnych gmachach pu­blicznych, jak w Muzeum (dzisiejszem Muzeum Wielkopolskiem) i w bibljotece przy dzisiejszej ulicy Franciszka Ratajczaka poddały się bez oporu władzy Rady Żołnierzy i Robotników. Straż bezpieczeństwa peł­niła w dalszym ciągu policja za porozumieniem się z Radą Robotników i Żołnierzy, oraz żołnierze, którzy nosili karabiny przewieszone na ra­mieniu z lufą ku dołowi. Raz po raz pojawiał się członek Rady Robot­ników i Żołnierzy, z szeroką czerwoną opaską na ramieniu, wygłasza­jąc przemowy, celem utrzymania porządku. P. in. przemawiał z pol­skich członków Rady Żołnierzy jej sekretarz Adam Piotrowski. Mowę swą wygłosił on po polsku z balkonu Komendantury przy dzisiejszym Placu Wolności.
Pierwszym przewodniczącym Rady Żołnierzy, która składała się z samych Niemców był gubernator twierdzy Poznania generał von Hahn; ogólna Rada Żołnierzy garnizonu poznańskiego odbywała swe posiedze­nia w pomieszczeniach gubernatorstwa.
Około godziny 3-ciej po południu ukazał się na ulicach Pozna­nia samochód ciężarowy, ozdobiony czerwonemi chorągwiami, na którem znajdowało się około 20 uzbrojonych żołnierzy. Ekwipunek uzu­pełniał kulomiot. Tymczasem zebrał się tłum ludzi na Starym Rynku koło głównego odwachu. Tu zatrzymał się samochód, a jakiś sierżant, znajdujący się pomiędzy załogą jego, przemawiał do ludności, wskazu­jąc w krótkich słowach na przewrót w Niemczech i na położenie chwi­lowe. Nawoływał on do spokoju i rozwagi i wzywał ludność aby po­szła do swych domów i nie urządzała żadnych demonstracyj. Przemo­wa ta przyjęta została z wielkim entuzjazmem. Okrzykiem na cześć przewrotu i rewolucji nie było końca.
Tymczasem zwolniono też z aresztów policyjnych i z więzienia przy ul. Młyńskiej wszystkich aresztantów i więźniów politycznych oraz wojskowych. Pod wieczór obsadziła Rada Robotników i Żołnierzy dru­karnię „Posener Neuste Nachrichten” zajmując ją do celów rewolu­cyjnych.
Takim sposobem objęła Rada Robotników i Żołnierzy w prze­ciągu kilku godzin władzę w Poznaniu, co również dowodzi, na jak kruchych podstawach się ona opierała. Ludność w ogólności zadowolo­ną była z nowego stanu rzeczy, za wyjątkiem nielicznych jednostek, które jednak, w mniejszości, nie pozwoliły sobie na żadne wrogie wy­stąpienie.
Pod wieczór ukazała się na ulicach pierwsza odezwa Rady Żoł­nierzy i Robotników, zswiadamiająca o dokonanym fakcie. Treść jej była następująca :

„Żołnierze ! Współobywatele ! „Utworzyła się rada robotników i żołnierzy twierdzy poznańskiej! „Zapewnia się odżywianie mieszkańców, ich życie i własność ! „Przewodnictwo obejmuje na jednomyślne życzenie rady żołnie­rzy gubernator twierdzy. „Sprawy urzędowe obejmuje wydział, który urzęduje w lokalach gmachu gubernatora. „Wszystka władza i miarodawcze korporacje życia ekonomicz­nego i politycznego wzywa się, aby w celu przeprowadzenia spraw wy­mienionych porozumiewały się przez reprezentantów, należycie uwie­rzytelnionych przez Radę Żołnierzy. Tolerować się nie będzie prądów politycznych, zwracających się przeciwko nowemu rządowi. „Żołnierze, współobywatele! Zachowajcie spokój i porządek. Poddawajcie się naszem zarządzeniom. Żołnierze, powróćcie do koszar. Za zagrożenie bezpieczeństwa publ. trzeba karać surowo w interesie ogółu.”

Prezydentowi Policji v. d. Knesebeckowi, który pozostał nadal w urzędzie, dodano organ nadzorczy w osobach żołnierzy Tschouerta i Steuernagela, którzy wydali rozporządzenie, aby dzieci, osoby mło­dociane i kobiety pozostawały w domach. Ruch uliczny ograniczono do godziny 8-mej wieczorem. Taksamo pozostały w mocy rozporzą­dzenia wojenne, dotyczące zakazu odbywania zabaw tanecznych i sprze­daży alkoholu.

(Ciąg dalszy nastąpi)

10)

422AUFRUF!

Posen, den 10 November 1918.

Kameraden und Mitbürger!
Haltet Ruhe und Ordnung. Sonst bricht Hungersnot aus. Die Polizei hat sich uns angeschlossen und unterstützt uns.
Ein jeder helfe Eigentum und per- sönliche Sicherheit schützen.
Ausschreitungen, die unserer guten Sache schaden, werden unnachsichtlich bestrat. Die bisheriegen Bestim nungen über öffentlichen Tanz und Alkoholaus- schank bleiben bestehen.

Der Polizei-Präsident :
[—] v. d. Knesebeck.
Der Arbeiter- und Soldatenrat:
(—) Tchonert[—) Steuernagel

WEZWANIE!

Poznań, d. 10 listopada 1918.

Towarzysze broni i współobywatele!
Zachowajcie spokój i porządek, bo inaczej nastąpi klęska głodu.
Policja się do nas przyłączyła i nas popiera.
Niechaj każdy stara się nam dopomóc w obronie własności i osobistego bez­pieczeństwa.
Wykroczenia, które mogłyby przynieść ujmę naszej dobrej sprawie, będą bez­względnie karane. Dotychczasowe roz­porządzenia, dotyczące zabaw publicznych i wyszynku alkoholu pozostają nadal w mocy.

Prezydent Policji: v d. Knesebeck.

Rada Robotników i Żołnierzy :
[—] Tchonert [—] Steuernagel

Ze względu jednak na to, że nigdzie nie zakłócono spokoju i w przekonaniu, że i nadal spokój nie zostanie zakłócony, zdecydowa­ła się Rada Żołnierzy i Robotników do wydania nowego rozporządzenia, mocą którego znosi uchwałę zakazu przebywania na ulicy po godzinie 8-mej wieczorem i ustanawia godzinę policyjną na godzinę 101/2.

Soldaten, Mitbürger!

Wir haben die Hoffnung, das die Be- völkerung die Ruhe bewahrt.
In dieser Erwartung wird der Beschluss des Verbots des Aufenthalts auf der Strasse nach 8 Uhr abends aufgehoben. Polizeistunde 10 1/2 Uhr Nachts.
Posen, den 10 November 1918.
Der Arbeiter- und Soldatenrat:

Żołnierze! Współobywatele!
Spodziewamy się, że ludność zachowa spokój !
W tem oczekiwaniu znosimy uchwałę, zabraniającą przebywanie na ulicy po godzinie 8-mej wieczorem.
Godzina policyjna 10 1/2 w nocy.
Poznań, d. 10 listopada 1918.

Rada Robotników i Żołnierzy :

[-] von Hahn [-] Roder [-] Spliesgart [-] Piotrowski [-] Twachtmann [-] Ernst David

[-] Matuszewski [-] Czechowski [-] Przybylski [-] Budzyński

Prezydent Policji w porozumieniu z rejencją zamierzał utworzyć milicję obywatelską celem ochrony osobistej i mienia obywateli bez różnicy wyznania, narodowości i zawodu. Jednak wypadki dalsze nie pozwoliły na zrealizowanie tego zamierzenia. Rada Żołnierzy udzieliła wielu żołnierzom, którzy się o to starali, urlopu aż do zawarcia pokoju. Odjeżdżali oni we wszystkich kierunkach do swych stron rodzinnych, tak że ruch kolejowy był nadzwyczaj ożywiony.
W samo południe zwołało Narodowe Stronnictwo Robotników na sali Cińskiego wiec polski, na który podążyło również dużo demo­kratycznej inteligencji. Główną przemowę wygłosił poseł do parla­mentu pruskiego Nowicki. Mówił on o bieżących wypadkach i kreślił obraz przyszłej Polski demokratycznej. Dalej przemawiał Zenon Le­wandowski oraz prezes parlamentarnego Koła Polskiego w Berlinie Seyda. Skreślił on również w krótkich słowach obraz położenia i wzy­wał obecnych do spokoju i rozwagi, oznajmiając, że w Poznaniu utwo­rzył się był już od pewnego czasu zakonspirowany Komitet obywa­telski, który się teraz ujawni i rozszerzy. Komitet ten składać się bę­dzie z ludzie wszystkich warstw i stanów, a szczególnie z reprezentan­tów robotników i ludu. Zebrani wyrażali głośno swe uznanie do parlamentarnego Koła Polskiego, jako do swego naczelnego przedstawi­cielstwa i zapowiedzieli, że się poddają jego władzy zupełnie, mani­festując temsamem swą karność i zgodę.
Po południu o godzinie 3-ciej odbyło się zebranie Komitetu Obywatelskiego w mieszkaniu dyrektora „Westy“, Dra Słowackiego. Przed samem rozpoczęciem obrad wkroczyli na zebranie delegaci Rady Robotników i Żołnierzy, oświadczając, że zebranie rozwiązują. Dopiero po oświadczeniu, że Komitet Obywatelski nie ma bynajmniej zamiaru przeciwdziałać Radzie Żołnierzy, ale dąży również do podtrzymania ła­du i porządku w mieście, wysłannicy wojskowi zgodzili się na odbycie zebrania, oświadczając, że na delegatów do Komitetu Obywatelskiego za­mianowała Rada Żołnierzy Karola Rzepeckiego, Kazimierza Krajnę, Dra Stanisława Krzyżankiewicza i Franciszka Budzyńskiego. Wymienieni delegaci należeli do Komitetu Obywatelskiego i byli na zebraniu obecni. Jednak ostatni zastrzegł sobie w całej pełni prawo swobodnego wyboru osób, prosząc o przyznanie Komitetowi siedmiu delegatów na pierwsze zebranie Rady Żołnierskiej, które ta wyznaczyła na godzinę 7-mą wie­czorem w Komendzie Placu. Delegaci zgodzili się na to, poczem nie­mieccy wysłannicy opuścili zebranie, a pozostali tylko na niem, za wzajemną zgodą, polscy delegaci Rady Żołnierzy.

(Ciąg dalszy nastąpi)

2015-03-25 / 12:51:03

11)

426Następnie uchwalono wydać do Polaków odezwę następujcej treści:

Polacy!

W mieście naszem zaszły nagle poważne, nieobliczalne w następstwa wypadki! Wiadomo, że utworzyła się „Rada Żołnierzy”, która ujmuje wojskową władzę w swe ręce, a z którą nasz Komitet Obywatelski natychmiast wszedł w porozumienie.

W poczuciu obowiązku czuwania nad bezpieczeństwem naszych współobywateli a w porozumieniu z naszymi posłami i Komitetem Wyborczym miejskim jako przedstawicielami polskiego ogółu mieszkańców Poznania, zawiązaliśmy poniżej podpisany Komitet Obywatelski, który natychmiast rozpoczął działanie.

Obywatele !

  • Nie bierzcie udziału w możliwych zamieszkach ulicznych,
  • Zachowajcie zimną krew, rozwagę i spokój. Nie słuchajcie prowokatorów.
  • Unikajcie niepotrzebnego przebywania na ulicach! Czuwajcie zwłaszcza nad małemi dziećmi i młodzieżą.
  • Zwracajcie się do nas z zaufaniem we wszystkich sprawach nagłych i wąt­pliwych.

Będziemy wydawali w miarę różnych wypadków wskazówki, bądź to przez pis­ma publiczne — bądź to przez nadzwyczajne dodatki.

Polacy! Okażcie się godnymi wielkiej chwili dziejowej! Bądźmy solidarni ! Niech każdy spełni swój obowiązek ku wspólnemu dobru naszej Ojczyzny!

Komitet Obywatelski

Ks. Stanisław Adamski, Franciszek Adamczak, Stefan Andrzejewski, Stanisław Brze­ziński. Franciszek Budzyński. Wacław Cegiełka, Antoni Chłapowski, Bonifacy Chmie­lewski, Stanisław Chmielewski, Bernard Chrzanowski, Jarogniew Drwęski, Kb. Wa­lenty Dymek, Paweł Gantkowski, Marjan Głowacki, Witold Hedinger, Ks. Ludwik Jarosz, Bolesław Kliszczyńskl, Ks. Józef Kłos, Mieczysław Korzeniewski, Stanisław Kossowski, Kazimierz Krajna, Franciszek Krajna, Teodor Krause, Bolesław Krysiewicz. Stanisław Krzyżankiewicz, Roman Leitgeber, Zenon Lewandowski, Ks. Kazimierz Maliński, Bolesław Marchlewski, Czesław Meissner, Stanisław Michalak, Władysław Mroczkowski, Ludwik Mizerski, Felicjan Niegolewski, Mieczysław Noskowicz, Stani­sław Nowicki, Stanisław Officerski, Telesfor Otmianowski, Tadeusz Powidzki, Kazi­mierz Pendowski, Seweryn Pendowski, Karol Poradzewski, Ks. J. Prądzyński, Stani­sław Robiński, Celestyn Rydlewski, Karol Rzepecki, Władysław Seyda, Józef Sie­mianowski, Ks. Antoni Sztychel, Jan Szymański, Józef Średziński, Józef Tucholski, Wojciech Trąmpczyński, Antoni Walkiewicz, Antoni Wysocki.

Na zebraniu tem wybrano również delegację na zebranie, zapo­wiedziane w Komendzie Placu. W skład tej delegacji weszli: Włady­sław Seyda, Stanisław Nowicki, Franciszek Budzyński, Kazimierz Kraj­na, Stanisław Krzyżankiewicz, Celestyn Rydlewski i Karol Rzepecki.

Pozatem omawiano na zebraniu sprawy ogólne, tyczące pod­trzymania w mieście ładu, porządku i właściwego biegu spraw. Pod koniec zebrania przybyła delegacja socjaldemokratów pod przewod­nictwem Matuszewskiego. Po krótkiej wymianie zdań ustalono, że między Komitetem a socjaldemokratami niema zasadniczych różnic co do utrzymania ładu i porządku.

Na tem zebranie skończyło się po godzinie 7, o której wyżej wymienieni delegaci udali się do gubernatorstwa. Wieczorem o godzi­nie 9 odbyło się drugie zebranie Komitetu, na którem referowano o przebiegu zebrania w gubernatorstwie, poczem delegaci Komitetu obra­dowali do późnej godziny z przedstawicielami socjaldemokratów, do których przyłączył się delegat David, przybyły, jak się zdaje, z Berlina.

Ukonstytuowała się również Rada Robotników, składająca się z 9 członków, do której Komitet Obywatelski wysłał pięciu. Zamiano­wani zostali Wacław Cegiełka, Kazimierz Krajna, Bolesław Marchlewski, Seweryn Pendowski, Celestyn Rydlewski. Z ramienia N. P. R. i Partji Socjalistycznej weszli do Rady Robotników: Czechowski, Łukaszyk, Przybylski, Matuszewski.

„Dziennik Poznański” przyniósł następujący barwny opis pierw- szego dnia rewolucji niemieckiej w Poznaniu.

„Mieszkańcy miasta Poznania przeżyli wczoraj znowu wielki dzień. Pierwsze drżenie ogromnego przewrotu społecznego wstrząsnę­ło niem. Pierwszy dzień rewolucji był dniem słońca, był dniem rado­ści. Co dalsze przyniosą?”

„Od samego rana na ulicach roją się tłumy ciekawych. Wiado­mość o przewrotach w Berlinie rozeszła się lotem błyskawicy. Jeszcze w sobotę po południu wszyscy mówili o ustąpieniu cesarza. O doko­nanym fakcie zapomniano w niedzielę. Jeden z ważnych wypadków piędziesięciu miesięcy dokonał się, minął i należy do przeszłości”.

„Rano ukazali się na ulicach Poznania pierwsi żołnierze bez kokard i oznak pułkowych”.

„Witano ich z żartami. De facto pewnie mało kto wierzył, iż wieczorem ani jednego innego żołnierza w Poznaniu nie będzie. Nagle około południa rozeszła się wiadomość, że na Winiarach zawiązała się rada żołnierzy i robotników. Już w pół godziny później nie wątpił nikt, iż miasto spokojnie pod jej rządy się podda. Rozpoczęło się zdej­mowanie kokard i odznak. Żołnierze zdejmowali je ze śmiechem i z radością. Niektórzy oficerowie też. Ale widywano i sceny inne. Tam oficer jakiś oparty o mur domu z zaciśniętemi zębami chce się bronić.

(Ciąg dalszy nastąpi)

 12)

434„Trwało to jedną chwilę. Dwóch żołnierzy chwyta go za ręce i od­gina je w tył. Dwóch innych spokojnie bagnetem odcina naramiennik. Oficerowi po twarzy płyną łzy. Tłum widzi to, i zanosi się od śmiechu. Tam dwaj oficerowie chcą się ucieczką ratować. Wskakują na tylną platformę tramwaju. Tramwaj rusza, a za nim setki żołnierzy z krzy­kiem ogłuszającem. Kilku żołnierzy wskakuje na przednią platformę i zmusza motorowego do wstrzymania tramwaju. W tej samej chwili inni wdrapują się na tylną platformę i siłą oficerom zrywają oznaki. Nici niewojenne widocznie nie pękają. Zato płaszcze w sekundzie za­mieniają się w strzępy. Inni oficerowie są przezorniejsi. Trzech z nich w świetnych kawaleryjskich mundurach ku szalonej radości publiczno­ści dobrowolnie kokardy odrzuca. Widzi to jakiś starszy pan, niewąt­pliwie stały czytelnik poznańskiego „Tageblattu”. Widzi to i mówi głośno po niemiecku: „Gdyby to mój syn był, zastrzeliłbym go“. O godzinie 3 po południu żołnierzy „niesocjalistycznych” nie było. Po­licjanci gdzieś przepadli. Ich miejsca zajmują żołnierze z czerwonemi opaskami na rękach. Uderza wszystkich ich wyjątkowa uprzejmość, z którą się zwracają do publiczności. Publiczność poznańska dotych­czas tej cechy nie widywała u tutejszych stróżów porządku”.

„Na Starym Rynku odczytują odezwy „Rady żołnierzy”. Tylko po niemiecku. — Wogóle zdawać by się mogło, że ruch socjalistyczny przygłuszył narodowy. — Żołnierz pewien nawet wygłasza łamaną pol­szczyzną przemowę, która się kończy słowami: „Nie chcemy rządów polskich, chcemy bolszewicki”. Tłum słucha i milczy. Czy milczenie to strach oznacza, czy zgodę ?”

„Na Wilhelmowskim placu ludzi coraz więcej.”

„Pod wieczór nadzwyczajne dodatki przynoszą warunki rozjemcze. Niemcy pewnie czytają je z rozpaczą. Polacy też ze ściśniętem sercem. Belgja, Alzacja mają być zaraz ewakuowane. Królestwo bez oznaczenia terminu. Więcej nic”…

„Nagle ukazuje się odezwa Komitetu obywalelskiego. Publicz­ność ogarnia radosne podniecenie. Odezwę w kilku miejscach odczytują głośno. Brzmią okrzyki „Niech żyje Polska”. Obawy popołudniowe mi­jają zupełnie. Nie, — Poznań, to polskie miasto. Uczucia narodowego nie stłumiły w nim gwałty rządu dawnego, — nie przygłusza go też hasło rad żołnierzy. — Dla nas wciąż jeszcze przedewszystkiem jeden ideał istnieje. Jeśli potem reformy społeczne okażą się konieczne, za­prowadzimy je sami — u nas”.

„Pierwszy dzień rewolucji w Poznaniu przeminął spokojnie, bez krwi rozlewu i bez dysonansów. — Poznań się cieszył, lecz wiedział, że stoi teraz w przededniu wielkich, świętych, szczytnych zadań1)”.

Członkowie Komitetu Narodowego w Poznaniu i na prowincji, będąc w stałym kontakcie z Komitetem Narodowym w Paryżu byli od szeregu miesięcy wtajemniczeni, że rewolucja w Niemczech jest rzeczą nieuniknioną. Jednak zakonspirowana ta organizacja nie zawsze dzia­łała tak, jak należałoby tego oczekiwać. Bo gdy fala rewolucyjna osią­gnęła Wielkopolskę i Pomorze, oraz Śląsk, przewalając się jak rzeka wezbrana i zrywając wszelkie tamy i zapory, Komitet Narodowy nie wystąpił zdecydowanie, zasłaniając się zachowaniem „jasności myśli i równowagą nerwów” oraz tem, że „wie do czego dąży, aby nie stać się rozbitkiem, unoszonym przez prąd wirujący”.2)

Rewolucja niemiecka która promieniowała w błyskawicznem tempie na cały obszar Rzeszy Niemieckiej zrodziła się coprawda w ośrodkach niemieckich, powstawszy na podłożu wojskowo-politycznem, bo złożyły się na nią rewolta żołnierzy, uciskanych przez militaryzm pruski i podziemna agitacja niezależnych socjalistów za przewrotem społecznym.

Nie należy się dziwić, że w chwili takiej jaką była rewolucja niemiecka, kiedy jednym zamachem legły w gruzach potęgi, które gnę­biły dotychczas Polaków, odżyły długo tłumione nadzieje w całej pełni i pragnęły jaknajszybciej przyoblec się w kształty konkretne. Do celu tego wiody różne drogi; jedne, które zaprowadziłyby były do niego szybciej, drugie powolniej. U nas kierowano bieg wypadków na drogę dłuższą, poddając się zbytniemu oportunizmowi.

W dzielnicy naszej socjalistów było bardzo mało, a radykal­nych prawie wcale nie. To też nie było w Poznaniu podłoża do rewo­lucji w duchu rewolucji niemieckiej, a jeśli pomimo to rozprzestrzeniła się ona tak szybko na dzielnice polskie, to jedynie przez wojsko. Załogi stacjonowane w garnizonach polskich przyłączyły się również, jak na innem miejscu czytać będziemy, do ruchu ogólno-rewolucyjnego, utwarzając Ra­dy Żołnierzy, które władzę publiczną zagarnęły w swe ręce. (C. d. n.)

[1]        „Dziennik Poznański* Nr. 260 z d. 12. II. 1918.
[2]       „Kurjer Poznański* Nr. 260 z 12. 11. 1918.

 13)

438Chodziło teraz przedewszystkiem o to, aby żołnierze Polacy nie pozostali na uboczu, bo należała się im jaknajwiększa reprezentacja w Radach Żołnierzy choćby ze względu na to, że stanowili oni element miejscowy, a więc w pierwszym rzędzie powołany do strzeżenia porząd­ku i bezpieczeństwa.

Jednak Komitety Narodowe, zorganizowane już przed rewolucją, popełniły jeszcze dalszy błąd zasadniczy, oświadczając, że polska lud­ność cywilna nie miała z ruchem rewolucyjnym nic wspólnego. Komi­tety te opierały się na orędziu Wilsona, nie licząc się z tem, że Niemcy, chociaż rozgromione i socjalistyczne, będą się przeciwstawiały zrealizo­waniu paragrafu, dotyczącego Polski. Wypadki późniejsze zresztą to potwierdziły. Trzeba było zaufać własnem siłom i władzę wziąć odrazu w ręce, a nie pozostawiać jej w rękach niemieckich aż do przyjazdu Paderewskiego. Trzeba było wedle naszych indywidualnych potrzeb i żądań przekształcić ustrój naszej suwerenności i na podstawie odręb­ności narodowej już podczas rewolucji organizować nasz ustrój państwowo-społeczny. Błędem było, że Komitety Obywatelskie, a później wyłonione z nich Rady Ludowe widziały w rewolucji niemieckiej źródło doświadczeń i wniosków w kierunku demokratyzacji.

Nie chcemy jednak ubiegać toku wypadków, temwiącej, że wów­czas nie można było wiedzieć, jak się ustosunkuje demokratyczny naród niemiecki do nas. W każdym razie te lojalnie przestrzegane zgodne i pokojowe stosunki z Niemcami w nadziei, że nasza przyszłość państwowa rozstrzygnie się na mocy prawa samostanowienia narodów, dowiodły nam ponownie, że Niemcom ufać nie można nigdy.

W poniedziałek, dnia 11 listopada rano ukonstytuował się po­znański „Komitet Obywatelski” jako Rada Ludowa miasta Poznania z tem przekonaniem, że analogiczne Rady Ludowe powstaną na miej­sce Komitetów Obywatelskich w wszystkich powiatach dzielnic polskich, podległych dotychczas panowaniu pruskiemu i że te Rady Ludowe dzia­łać będą w porozumieniu z Radami Żołnierzy i Robotników.

Następnie wyłonił się z nowo ukonstytuowanej Rady Ludowej Wydział Wykonawczy, w skład którego weszło 16 jej członków i to : Franciszek Adamczak, ks. Stanisław Adamski. Stefan Andrzejewski, Franciszek Cejrowski, Jarogniew Drwęski, Ks. Walenty Dymek, Witold Hedinger, Kliszczyński, Roman Leitgeber, Zenon Lewandowski, Czesław Meissner, Stanisław Michalak, Karol Rzepecki, Władysław Seyda, Si­korski, Suchowiak.

W końcu, na skutek obrad Delegatów Rady Ludowej i Rady Żołnierzy i Robotników radzono nad sprawą utworzenia Straży Obywa­telskiej i ogłoszono odezwę, aby wszyscy żołnierze Polacy w dzielni­cach polskich pod panowaniem pruskiem zachowali spokój i pracowali razem z Radami Żołnierzy i Robotników.

Odezwy Rady Żołnierzy i Robotników oraz okoliczne przemowy ich delegatów wpłynęły uspakajająco na ludność, tak że nie doszło do żadnych wykroczeń, ani zakłócenia spokoju. Żołnierze, nie zajęci w służbie bezpieczeństwa, pełnili służbę w koszarach, gdzie wypłacono im przypadające na dzień dzisiejszy pobory. Urlopy, które się w niedzielę udzielało bez ograniczenia, zostały ograniczone i żołnierzy puszcza się do domów tylko w wypadkach konieczności i z ważnych powodów. Każdym jednak pociągiem przybywało mnóstwo żołnierzy pozamiejscowych, którzy oświadczyli, że i w innych garnizonach udziela się tylko wyjątkowo urlopu.

Pomiędzy innemi ukazała się dnia 11 listopada na ulicach pier­wsza polska odezwa Rady Robotników i Żołnierzy, w której zasiada teraz po pięć przedstawicieli robotników i żołnierzy polskich, oraz po pjęć niemieckich. Rada liczy temsamem 20 członków. Wzywa ona lud­ność o poparcie w ciężkiej pracy, przyczem największy nacisk kładzie na wyżywienie ludności oraz na zachowanie ładu i porządku w mieście.

Treść jej była następująca:

Poznań, 11 listopada 1918 r.

Żołnierze ! Obywatele ! Robotnicy !

Na podstawie ostatnich wypadków i dokonanego przewrotu politycznego utwo­rzyła się Rada Robotników i Żołnierzy na miasto Poznań, w której ręce cała władza publiczna z dniem dzisiejszem przechodzi. W Radzie Robotników i żołnierzy zasiadają mężowie zaufania całej ludności cywilnej i wojskowej. Oparci na woli mas szerokich mamy prawo żądać pomocy i posłuchu. Pierwszem obowiązkiem każdego jest w tej chwili decydującej współpracować przy utrzymaniu porządku i bezpieczeństwa pu­blicznego.

Żołnierze ! Obywatele ! Robotnicy !

Prosimy Was wszystkich o poparcie przy ciężkiej tej pracy, która nas czeka. Wiecie jak bardzo wojna zagroziła zaopatrzeniu ludności w żywność, a to jest pierwszym warunkiem życia politycznego. Przewrót polityczny nie może zakłócić wyżywienia ludności.

 (Ciąg dalszy nastąpi)

 14)

442Zadanie to może być tylko spełnione, jeżeli wszyscy żołnierze, obywatele i ro- podadzą dłoń pomocną. Musi pozostać — doniosłym obowiązkiem wszystkich w mieście i na wsi, aby produkcji żywności i jej dowozu do miast nie wstrzymywać lecz prze­ciwnie popierać. Brak żywności oznacza grabież i rabunek. Byłaby to klęska dla wszystkich. Najbiedniejsi cierpieliby najbardziej a robotników dotknęło by to najsrożej. Kto naruszy cudzą własność szczególnie środki żywnościowe, tego czeka największa kara.

Robotnicy nie potrzebują obawiać się o zatrudnienie, ponieważ w warsztatach, urzędach prowiantowych i fabrykach wszyscy pozostaną przy pracy. Niech każdy idzie do swego zajęcia.

Dzieci i młodzież należy usunąć z ulic i placów. Unikajcie wszelkich zbiego­wisk publicznych.

Od dnia dzisiejszego wszelkie osoby działające z poręki rady robotników i żoł­nierzy zaopatrywane będą w specjalne legitymacje. Nadużycia będą surowo karane. Jeżeli w ten sposób opierając się na poczuciu odpowiedzialności ogółu ochroniemy miasto nasze od nieporządków, przygotujemy wszystko do tej chwili, której na podsta­wie samostanowienia narodów zapadnie decyzja o przyszłości państwowej naszych dzielnic.

Rada Robotników i Żołnierzy!

Hirschel, Polack, Cegiełka, Reusch, Lerg, Klubsch, Büllmann, Schnettler, Twachtmann, Rode, Spliesgart, Piotrowski, Budziński, Ciegiełka, David, Krajna Kaz.

Dr. Marchlewski, Matuszewski Tad.

Pendowski Sew., Przybylski, Dr. Rydlewski.

Odezwę powyższą wydano prawdopodobnie z tego powodu, że w nocy poprzedniej ograbiono na dworcu towarowym wagony, zawie­rające środki żywnościowe, mąkę a nawet meble. Aby na przyszłość takim wybrykom zapobiec, ustanowiono na dworcu specjalną nocną służbę bezpieczeństwa, które miały rozkaz strzelania ostremi nabojami do złodziejów. Zarządzenie to wyjaśnia też okoliczność, że ludność Je­życ i Łazarza była w nocy ubiegłej zaniepokojona ostremi strzałami.

Aby zapobiec grabieży chleba kursowały wozy Piekarni Związko­wej pod eskortą wojskową.

Na wieczór na godzinę 6-tą zwołała Rada Robotników i Żołnie­rzy zebranie informacyjne w ratuszu, na które przybyło około 250 za­proszonych osób. Na fotelach magistratu zajęli miejsce po prawej stro­nie przedstawiciele Rady Żołnierzy, po lewej przedstawiciele Rady Ro­botników. Na fotelach prezydjalnych zajęli miejsce przewodniczący Rady Żołnierzy Twachtmann, oraz Matuszewski jako zastępca robotników So­cjalistów i Dr. Rydlewski jako zastępca robotników narodowców.

Twachtmann otworzył obrady krótkiem przemówieniem powitalnem, poczem oddał, z powodu zupełnego wyczerpania, kierownictwo zebrania swemu zastępcy Matuszewskiemu. Wzywał on do rozwagi i prosił obywatelstwo o poparcie aby przewrót uskutecznić w spokoju i porządku.

Następnie przemówił towarzysz David, utrzymując wywody swe w tonie pojednawczym podkreślając, że Rada Żołnierzy i Robot. uczyni wszystko, aby zabezpieczyć życie i mienie obywateli: Prosił dalej, aby nie budzić waśni narodowościowych, bo kwestje te rozstrzygać będzie Kongres pokoju. W końcu przemawiał jeszcze Dr. Rydlewski, zwracając się po polsku do przedstawicieli swego stronnictwa zasiadających w Radzie Robotników i skończył swe przemówienie w języku niemieckim, występując za skoordynowaniem wszystkich sił ku wspólnemu dobru.

Rada Robotników i Źołnierzy opublikowała też 12 listopada odezwę do żołnierzy garnizonu, oznajmiając, że zapasy wojskowe nie pozwalają jeszcze na razie na wydzielanie większych porcji żywności niż dotychczas. Jeżeli ma zostać zapewnione wyżywienie żołnierzy, powracających z frontu, należy się ograniczyć jeszcze w następnych tygodniach do dotychczasowych porcji żywnościowych. Odezwę kończy wzmianka, że samowolne odbieranie żywności z magazynów uważać się będzie jako zdradę stanu a winni odpowiadać będą przed sądem do­raźnym :

An die Truppen der Garnison!  Do żołnierzy garnizonu !
Die Vorräte der Heeresverwaltung    Zapasy administracji wojskowej nie
erlauben es nicht, zurzeit schon höhere  zezwalają w chwili obecnej na wydawa-
Verpflegungssätze, insbesondere Fleisch,       nie większych porcji wyżywienia, szcze-
Brot u. Kartoffeln, als wie bisher, zu ver-       gólnie mięsa, chleba i ziemniaków, niż
abfolgen. Soll die Verpflegung für die       dotychczas Jeśli aprowizacja ma być
nächsten Wochen aufrecht erhalten u.     poprostu zapewnioną na najblisze tygo-
Hungersnot für die von der Front zu-   dnie oraz uniknięta klęska głodu wzglę-
rückkehrenden Kameraden vermieden           dem towarzyszów broni, powracających
werden, so müss Ihr Euch für die näch-     z frontu, powinniście się zadowolić do-
sten Wochen mit den bisherigen Por-       tychczasowemi porcjami żywnościowemi
tionssätzen begnügen u. Euch jeden      i wstrzymać się od wszelkich najść na
Eingriffs in die Magazinanstalten enthal-         zakłady magazynowe. Wykroczenia w
ten.  Zuwiderhandlungen werden als                       tym kierunku będą karane trybem do-
Landesverrat strafrechtlich geahndet.      raźnym, jako zdrada stanu.

Der Arbeiter-u. Soldatenrat:     Rada Robotników i Żołnierzy:

  1. A. (–) Tschonert. (—) Tschonert.

Posen, den 12 November 1918.        Poznań, d. 12 listopada 1918.

(Ciąg dalszy nastąpi)

 15)

446Podczas ogólnego zamętu rewolucyjnego zdarzały się wypadki, źe jeńcy wojenni, zatrudnieni w majątkach na prowincji, opuszczali samowolnie swe miejsca pracy, wnosząc temsamem desorganizację. Rada Żołnierzy i Robotników wydała rozporządzenie, mocą którego po­leca Radzie Żołnierzy Inspekcji Obozów Jeńców, aby uregulowała wszystkie sprawy, dotyczące tych zagadnień. Jeńcy mają zostać na dotychczasowych swych miejscach zatrudnienia, względnie należy ich odstawić do obozów.

Rozporządzenia, tego zdaje się jednak tak bardzo skropulatnie nie przestrzegano, bo „Posener Tageblatt“ (nr. 543 z d. 19. 11. 1918) rozdziera szaty nad zdarzeniem, że około 50 jeńców wojennych Francu­zów, Włochów i Rosjan spacerowało sobie bez konwoju wojskowego po ulicy Głogowskiej w stronę Łazarza, obserwując rzekomo Niemców bezczelnym wzrokiem. Paroksyzm szału wywołały u Niemca kokardki o barwach narodowych danych jeńców, i okoliczność bratania się ich z młodzieżą polską.

Widocznie Niemcy nie orjentowali się jeszcze w wydarzeniach, które się przesunęły z tak błyskawiczną szybkością i nie zdawali sobie sprawy, że to koniec ich potęgi, że to oni są intruzami na ziemiach polskich. Żywioły rozsądniejsze nawoływały do zachowania rozwagi i spo­koju, aby zachować ład i porządek publiczny i całe życie gospodarcze utrzymywać w trybie normalnym. W tym to celu dodano prezydento­wi policji von dem Knesebeck’owi z ramienia Rady Żołnierzy i Robotni­ków jako organ kontrolujący zarządzenia Knesebecka telegrafistę Steuernagla i mecenasa Dr. Stanisława Celichowskiego, którzy objęli urzędo­wanie dnia 12 listopada.

Aufruf.           Odezwa..

Posen, 12 November 1918.          Poznań, dnia 12 listopada 1918.

Kameraden u. Mitbürger !  Towarzysze broni i współobywatele!

Unsere Organisation ist fortgeschrit-      Organizacja nasza się rozwinęła,
ten. Die Geschäfte des Polizeipräsidiums           Czynność prezydjum policji załatwiać się
werden von heute ab wie folgt, geführt:                   będzie od dziś jak następuje: Jako za-
Als Vertreter des Arbeiter- u. Soldaten-       stępcy Rady Robotników i Żołnierzy zo-
Rates sind bestimmt woden; Telegraphist                stali desygowani: telegrafista Steuer-
Steuernagel und Dr. Celichowski, Poli-        nagel i Dr. Celichowski. Prezydent po-
zeipräsident von dem Knesebeck wird       lieji von dem Knesebeck będzie urzędo-
auch weiterhin mitwirken.      wać i nadal.
Haltet weiter Ruhe wie bisher, seid        Zachowajcie spokój, jak dotychczas,
unbesorgt. Die Bildung einer Bürger-                       bądźcie bez obawy. Tworzenie Straży wehr ist im Gange.                 Obywatelskiej jest w toku.

Telegraplist Steuernagel. Dr. Celichowski             Telegrafista Steuernagel. Dr. Celichowski Polizeipräsideut von dem Knesebeck.   Prezydent Policji von dem Knesebeck.

Dowodzi to, że Rada Żołnierzy i Robotników brała pod uwagę interesy narodowości polskiej, o której twierdziła sama, że w Poznaniu zamieszkuje 60 proc. Polaków. To też dzięki wpływom Rady Ludowej, która współdziałała z Radą Żołnierzy i Robotników nie zakłócono ni­gdzie spokoju publicznego i cała maszyna administracyjna funkcjono­wała taksamo sprawnie, jak przed przewrotem. Powoli dokonywano też procesu likwidowania, zmierzający do powolnego rozpuszczania tych luźnych wówczas formacji, które pozostały jako resztki zrewolu­cjonizowanej armji niemieckiej.

Stosunek wzajemny Rady Ludowej do Rady Żołnierzy był opar­ty na lojalnem uwzględnieniu obopólnych interesów, przyczem nie ta­jono się z postulatami narodowo-politycznemi. Jednak tak w Poznaniu, jak i na prowincji istniały pewne żywioły, które nie mogły się żadną miarą zżyć z nowym porządkiem rzeczy i nie mogły przedewszystkiem zrozumieć, że nastały czasy, w których i Polacy dla siebie żądają pra­wa stanowienia o swoim losie. Z tych żywiołów reakcyjnych wycho­dziły w świat wiadomości obliczone na to, aby popsuć dobry stosunek Rady Ludowej w Poznaniu I do Rady Żołnierzy i Robotników. Spodzie­wając się, że w ewentualnym zamęcie służyć będą mogły swym inte­resom reakcyjnem, utajone te moce rozsiewały rozmyślnie fałszywe wiadomości, mające podburzyć opinję niemiecką przeciwko społeczeń­stwu polskiemu, zaniepokoić ją i popchnąć do kroków nierozważnych i niebezpiecznych.

W tym celu „Tägliche Rundschau”, pismo wszechniemieckie wychodzące w Berlinie, ponoszące w części odpowiedzialność za zban­krutowaną politykę, która doprowadziła Niemcy nad brzeg przepaści, kolportowało wiadomości, które od początku do końca były zmyślone.

Pisze ona p. i.

„Są wiarogodne wiadomości, że tak na Górny Śląsk, jak i do Poznańskiego wtargnęli legjoniści polscy i luźne oddzia­ły, które rabując i plądrując, zajmują miejscowości. Rada pełnomocników ludowych zarządziła, wedle „Socjalische Korrespondenz” wspólnie z Radą Żołnierzy i Robotników energi­czne środki, aby niem. rodaków w tych obszarach uchronić”
1).„Kurier Poznański” Nr. 262 d. 14. 11. 1918.

Ciąg dalszy nastąpi

2015-05-03 / 13:11:41

16)

450-16Wiadomość ta, zanim pojawiła się w piśmie berlińskiem, zanie­pokoiła bardzo miasto Poznań; spowodowała nawet Radę Żołnierzy i Robotników od skomunikowania się z posłami polskiemi i do wysłania mieszanej komisji nad granicę do Strzałkowa i Skalmierzyc aby prze­konać się o istotnym stanie rzeczy. Okazało się oczywiście, co z góry, ludzie obeznani z istotnym stanem rzeczy wiedzieli, źe pogłoska była nieuzasadniona i niepotrzebnie zaprzątała uwagę miarodajnych czynników.
Po powrocie Komisji tej ogłosiła Rada Żołnierzy i Robotników następujący Komunitet prasowy.
„Pogłoski, jakoby legjoniści polscy byli w pochodzie na Poznań zaniepokoją ludność. Rada Robotniczo-Źołnierska na­tychmiast utworzyła Komisję, która pod przewodnictwem Dra Marjana Seydy i z udziałem innych posłów do sejmu i par­lamentu udała się nad granicę kraju. Posłowie polscy oświad­czyli, że w żadnym wypadku nie dopuszczą do starcia z żoł­nierzami niemieckiemi”.

„Podtrzymanie spokoju i porządku jest zagwarantowane”.

Rada Robotników i Żołnierzy (—) Twachtmann, (—) Rydlewski, (—) Matuszewski

Pozatem ogłoszono fakt ten w formie odezwy do ludności nie­mieckiej, która brzmiała następująco:

Bekanntmachung :

Das Gerücht. dass polnische Legionä-          Obwieszczenie,

re aur dem Anmarsch auf Posen sein sol-

len, beunruhigt die Bevölkerung. Der           Ludność niepokoi pogłoska, jakoby

Arbeiter- und Soldatenrat hat sofort eine    legjoniści polscy byli w pochodzie na

Kommission, der sich unter Führung des      Poznań. Stąd wysłała Rada Robotników

Abgeordneten Dr. Seyda die Vertreter des  i Żołnierzy natychmiast Komisję pod

polnischen Roichtags und Landtagspartein  przewodnictwem posła Dr. Seydy, do

angeschlossen haben, nach der Landes-       której przyłączyli się zastępcy polskiej

grenze abgesaudt. Die Abgeordneten          trakcji parlamentarnej i sejmowej, do

erklärten, dass sie es auf keinen Fall zu       granicy kraju. Posłowie oświadczyli, że

einem Zusammenstoss auf die deutschen    w żadnym wypadku nie dopuszczą do

Soldaten kommen lassen werden.    starcia z żołnierzami niemieckiemi.

Der Arbeiter- und Soldatenrat erklärt,         Rada Robotników i Żołnierzy oświad-

dass eine Gefahr fiir die Bevölkerung          cza, że wykluczone jest jakiekolwiek nie-

Posens gränzlich ausgeschlossen ist.          bezpieczeństwo do mieszkańców Poznania.
Die Bildung einer Bürgerwehr beste-           Uchwalono utworzenie Straży Obyw.

hend aus allen Kreisen der Bevölkerung                  składającej się z wszystkich kół ludności,
ist beschlossen.                                                       Wzywamy wszystkie klasy ludności,

Wir ersuchen alle Bevölkerungsklas-            ażeby zachowały spokój i porządek,
sen, Ruhe und Ordnung zu bewahren.         Niechaj każdy wykonuje swoje zwy

Jeder gehe seiner gewohnten Arbeit            kłe zajęcia,

nach!                                                             Wykroczenia zostaną surowo uka-
Ausscheitungen werden streng be                           rane.

straft.

Rada Robotników’ i Żołnierzy. Poznań, d. 12. listopada J918.
(—) Twachtmann (—) Dr. Rydlewski (—) Matuszewski

Pozatem wpłynęła Rada Robotników i Żołnierzy na prezydjum policji, aby wydało odezwę, zaprzeczającą tej pogłosce. Powyżej poda­na odezwa została bowiem nie zupełnie wyraźnie sformułowaną gło­sząc, że ani chodzi o natychmiastowe wydanie Poznania w ręce legjonów polskich, co wykorzystały żywioły reakcyjne, aby podburzać żoł­nierzy niemieckich. Druga ta odzywa brzmiała następująco:

Sprostowanie.

Wczoraj powstała pogłoska, że Poznań ma zostać natychmiast oddany w ręce polskie.
Wywołało to wrzenie wśród żołnierstwa.
Aby uniknąć zaburzeń. Rada Żołnierska nakazała Prezydjum Policji zaprzeczyć tej pogłosce. Wydana w tym celu na prędce odezwa jest mylnie sformułowana, nie podkreśla bowiem, że chodzi jedynie o natychmiastowe. Sprawa przynależności Poznania do Polski nie miała być temsamem bynajmniej przesądzona.
Jako osobiście pod odezwą tu podpisany, uważam sobie za obo­wiązek objaśnić jej cel i znaczenie.

Poznań, d. 13 listopada 1918.
( —) Dr. Celichowski.

Zresztą zdawano sobie rówczas sprawę z tego, że nie ma potrzeby urządzać szturmu na Poznań i brać go siłą zbrojną, skoro przyszłość ziem pod zaborem pruskim jest zapewniona na podstawie zasad Wil­sona i ze względu na skład ludności, wśród której żywioł polski po­siada znaczną przewagę, nie mogło ulegać żadnej wątpliwości. Tem więcej zaś pozbawione były sensu same wieści o rzekomych gwałtach, popełnianych przez legjonistów i „bandy polskie” luzem chodzące.
1)Kurjer Poznański Nr. 262, z d. 14.11. 1918.

17)

454-17Dnia 13 listopada wieczorom odbyły się też dwa wiece pow­szechne, zorganizowane przez Radę Ludową na miasto Poznań, jeden w Bazarze, drugi w Ogrodzie Zoologicznym.
Wiec w Bazarze stał się potężną manifestacją tych uczuć, które ożywiały w owych czasach przełomowych wszystkie warstwy polskie. Już przed godziną 7-mą wieczorem była stara sala Bazarowa zapeł­niona po brzegi, a dużo osób, nie dostawszy się na salę, wracać mu­siało do domu.
Wiec ten zagaił Witold Hedinger, tem że zgromadzenie zwołane zo­stało przez Komitet Wyborczy, zanim zaszły wydarzenia dni ostatnich. Obecni tem więcej mamy powodu rozpatrzeć się w sytuacji i zająć wo­bec niej stanowisko. Mówca udzielił następnie głosu posłowi Korfan­temu, który był przybył z Berlina.
W przemówieniu swojem, przerywanem długotrwającemi okla­skami, naszkicował poseł Korfanty sytuację polityczną w Niemczech i mówił następnie o sprawie polskiej, o tworzeniu się wolnej i niepod­ległej Polski ludowej.

„W państwie niemieckiem, które dotąd było wyrazem niewoli, deptaniu godności ludzkiej, na którego czele stali zbrodniarze, krwią zalani, dzisiaj jedno rozbrzmiewa hasło wyzwolenia się z pod brutalnej pięści. Naród polski” — zaznaczył mówca — „żywi pełne sympatje dla Niemców, którzy pragną sprawiedliwość wymierzyć pognębionym. Naród polski życzy im zupełnej wolności i ugruntowania jej. Ale żąda on dla siebie tych samych praw wolności narodowej w najszerszem tego słowa znaczeniu, prawa stanowienia o sobie”.

„Przed naszymi oczyma rodzi się wolna i niepodległa Rzeczpo­spolita Polska, słyszymy szum skrzydeł orła białego. Ale wolności my­śmy nie pragnęli od militaryzmu pruskiego. Uzyskaliśmy wolność tę na skutek wymiaru sprawiedliwości dziejowej. Idee przez nas zrodzo­ne i przez nas szerzone we świecie, szczytne hasła, które wyłonił z siebie genjusz polski dziś święcą swój tryumf. Pokazał je przed całym światem wielki myśliciel i mąż stanu, prezyd. Stanów Zjedn. Ameryki.”

Mówca w dalszym ciągu wspominał o pobratymczym narodzie czeskim i Słowianach południowych, którzy uzyskali upragnioną wol­ność i składał im serdeczne życzenia oraz zapewniał, że serca nasze taksamo się radują z powodu tryumfu ich sprawy, jak naszej własnej.

„Polska odradzająca się chce budować na fundamentach starych tradycyj Jagiellonów, na fundamentach poszanowania sąsiada. Polska wojen zaborczych nie prowadziła. Łączyła się z innemi narodami drogą wolnej i nieprzymuszonej umowy. Polska ta da wolność innem naro­dowościom, które los w granicach jej zatrzyma. Obcego nie chcemy, ale swoje mieć musimy ! Ziemie tutaj polskie są i polskie będą i będą głównym składem Rzeczypospolitej. Nie będzie ta Polska Niepodległa jednak taka, jak ją chcą przedstawić ci, co nas zohydzać pragną w dziejach świata, a nawet u własnych Polski synów. Polska będzie Pol­ską chłopów ! Zdrów na ciele i zdrów na duszy, pracowity, nie oglą­dający się za cudzemi bóżkami, dla których niema zrozumienia, różnych Leninów i Trockich, chłop, robotnik polski, średni rzemieślnik — dopo­może do budowania Polski ludowej. A jako prawdziwy demokrata lud nie odepchnie od współpracy innych braci. My tu nie będziemy się kłócili, która partja ma prowadzić. Stwórzmy gmach wolnej, niepod­ległej Polski, to jest pierwsze zadanie nasze, a jak ją wewnątrz urzą­dzimy, o tem radzić będziemy później.”

Następnie zakomunikował Witold Hedinger o utworzenie się „Rady Ludowej” w Poznaniu.
Później przemawiał Dr. Marjan Głowacki. Mówił on o wielkiej chwili, w której spełniają się nasze najgorętsze marzenia. Wspominał o Polsce szlacheckiej dawnych czasów i porównywał ją z innemi naro­dami, gdzie nie znano tej wolności co u nas, gdzie chłopa gorzej trakto­wano niż w Polsce.

„Polska ta była przytuliskiem dla wygnańców z całego świata. Polska dzisiejsza nie będzie szlachecką, będzie ludową, demokratyczną. Nie wolno nam myśleć o przywilejach Stanów. Lud wyciąga ręce po prawa swoje. My demokrację przyjmujemy tak, że jeden powinien sta­nąć za wszystkich — wszyscy za jednego”.

Mówca w dalszym ciągu rozwodził się nad koniecznością reform społecznych. Dola naszego robotnika musi być polepszoną. Jesteśmy wrogami kapitalizmu, który wysysa krew robotnika. Mówca wskazał na objawy dobrowolnego lepszego uposażenia ludu w Prusach Książę­cych i na Związek Rolny, który się tam utworzył. A i nasze ziemiaństwo Wielkopolskie powzięło już odpowiednie uchwały. Taki jest duch polski: zginęliśmy, bośmy nie potrafili władzy opierać na bagnetach, bośmy opierali ją na sumieniu. Gdy Polska dźwiga się dzisiaj, istnie­nie swoje pragnie oprzeć na sprawiedliwości. W końcu wspominał mó­wca o sympatjach okazanych Polsce przez Amerykę za którą walczyli Pułaski i Kościuszko i zakończył okrzykiem: „Za waszą i za naszą wolność „!

18)

462-18W dyskusji przemawiali Michalak, reprezentant robotników, ks. proboszcz Maliński, wzywając do ofiar pieniężnych dla Polski oraz ks. Ludwiczak.1)

Podobnie podniośle odbył się wiec w ogrodzie Zoologicznym.
Tu zapełniła się sala publicznością Już o godzinie wpół do 7, której wskazywali miejsca obywatele z biało czerwonemi wstęgami na ramieniu, noszącemi napis: „Straż Obywatelska”. Wiec zagaił Karol Rzepecki, zaznaczając, iż zebrano się za pozwoleniem Rady Żołniersko- Robotniczej. Na marszałka poprosił mecenasa Mieczkowskiego, na ła­wników powołano Lachnera, Michała Dziurkiewicza, Bolesława Kliczyńskiego, P. Grzesika i Dr. Gantkowskiego. Na sekretarza Apoliniarego Basińskiego, współredaktora „Kurjera Poznańskiego”.

Marszałek wygłosił płomienną przemowę, w której przedstawił w krótkich zarysach zwrot, jaki zaszedł w dziejach narodu naszego.
Następnie, jako pierwszy z mówców zabrał głos Karol Rzepecki, aby przedstawić wypadki, które w dniach tych zaszły w Poznaniu. Gdy mówca oznajmił, że Dr. Wilms, nadburmistrz Poznania i Göhrke, radca policji zostali usunięci, zebrani przyjęli wiadomość tę z wielkiem zado­woleniem. Sympatycznie natomiast przyjęto oznajmienie, że nadburmistrza zastępuje Dr. Drwęski, a Dr. Witold Celichowski prezydenta policji von dem Knesebeck’a. Mniej pomyślnie poszło z tworzeniem „Straży Obywatelskiej”, którą Polacy sami chcieli powołać. Niemcy, a szczególnie Żydzi, którzy odrazu wystąpili jako „trzecia narodowość” w Poznaniu zażądali swych przedstawicieli w Straży. Komendę nad nią objął naczelnik związkowy „Sokoła”, Juljan Lange. Mówca wzywa do licznego udziału w „Straży Obywatelskiej* lecz względu na wiek, wykształcenie i zawód. Wzywał dalej do ofiarności na cele organiza­cyjne. Pieniądze należy składać w biurze Witolda Hedingera. W koń­cu zwrócił uwagę, że reakcja w Berlinie podnosi głowę i że dwa i pół dnia trwały walki. Reakcja podnosi głowę także i w Poznaniu, dokąd przybyli oficerowie z Berlina, a 800 żołnierzy przysięgło majorowi Cleinew’owi, że tylko jego słuchać będą i że pójdą na Polaków. Nale­ży zachować spokój. Przez Poznań wracać będą tysiące uzbrojonych żołnierzy, a garnizon poznański jest również przeważnie niemiecki. Na­leży jednak mieć zaufanie do Rady Ludowej — jeśli wiece odbędą się spokojnie, niewątpliwie Rada Żołnierzy i Robotników zezwoli na częst­sze zebrania. Niedługo zresztą wybije chwila, w której zupełnie wolni, swobodnie będziemy mogli działać.
Marszałek, podziękowawszy Karolowi Rzepeckiemu, zaznaczył różnicę, która dzieli Radę Żołnierzy od Polaków. Jednak i Rada i Po­lacy stoją na stanowisku, że o naszych ziemiach rozstrzygać będzie się wedle punktu trzynastego programu Wilsona.
Drugi mówca programowy Dr. Korzeniewski, sekretarz Rady Narodowej, mówił o idei demokratycznej.
W krótkiej dyskusji, jaka się potem wywiązała, przemawiali: Derda, Dr. Gantkowski i pani Golińska. W toku przemowy zjawił się u drzwi w sali poseł Korfanty, przybyły z Bazaru. Podniesiono go w górę i na rynkach wniesiono na estradę wśród burzliwych oklasków.
Następnie poseł Korfanty, mimo to, że przemawiał już w Baza­rze. powtórzył i tu swą przemowę przerywaną burzliwemi oklaskami.
Na koniec poseł Korfanty wzniósł okrzyk : „Niech żyje Poznań !” a z pośród zebranych wołano : „ Niech żyje Korfanty !”, „Niech żyje Górny Śląsk !”1)

[1] „Kurjer Poznański* Nr. 262 z d. 14. 11.1918.

(C.D.N.)

 19)

466-19Dnia 12 listopada 1918 r. wydała Rada Robotników i Żołnierzy rozporządzenie, aby każdy żołnierz, należący do jakiejkolwiek formacji garnizonowej w Poznaniu wracał bezzwłocznie do swego oddziału i pod­porządkował się swym przełożonym. Żołnierze, nie należący do for­macji poznańskich, winni się byli zgłaszać w koszarach grenadjerów. Pozatem powinni wszyscy żzłnierze na nowo odznaki założyć.

Der Soldatenrat von Posen bestimmt:

Jeder Soldat, der einem Truppenteil in Posen angehört, hat sich unverzüglićh in seine Kaserne zu begeben und sich seinen Vorgesetzten wiederzu unterstellen.
Diejenigen in Posen befindlichen Soldaten — auch Urlauber — die keinem Posener Truppenteil angehören, haben sich bei der Wache der Grenadier-Kaserne zu melden, wo über sie verfügt werden wird.
Die deulschen Kokarden und die sonstigen Rangabzeichen sind wieder anzulegen.
Der älteste Offizier jeden Truppenieils meldet heute abeod 8 Uhr dem Soldalenrat — Herrn Twachtmann — im Gouvernement wie sein Truppenteil formiert ist.

Weitere Weisungen werden folgen.

Posen, den 12 November 1918
2 Uhr Nachmittags,
Der Arbeiter- u. Soldatenrat (—) Twachtmanu

 Poznańska Rada Żołnierzy rozporządza: Każdy żołnierz, należący do jakiej­kolwiek poznańskiej formacji wojskowej, powinien się udać bezwzględnie do swych koszar i się oddać do dypozycji swych przełożonych.
Ci żołnierze, którzy się znajdują w Poznaniu — także urlopnicy — a którzy nie należą do żadnej poznańskiej for­macji, powinni się zgłosić na odwachu grenadjerów, gdzie otrzymają dalsze dy­spozycje.
Należy na nowo założyć kokardy nie­mieckie, oraz inne odznaki starszeństwa.
Najstarszy oficer każdej formacji woj­skowej zamelduje Radzie Żołnierzy — p. Twachtmann’owi — w gubernatorstwie, w jaki sposób jego formacja wojskowa została uformowaną.

Dalsze rozporządzenia zostaną ogło­szone później-

Poznań, d. 12 listopada 19)8 godz. 2-ga po poł,
Rada Robotników i Żołnierzy

(—) Twachtmanu.

 Rozkazy te zostały wypełnione skrupulatnie. Żołnierze niemieccy, pomimo rewolucji, się kokardach, a oficerowie i podoficerowie w odznakach swych szarż.

Dalsze rozporządzenie, wydane tegoż samego dnia głosiło — jak z -poniżej podanego tekstu tegoż wynika — ażeby wszyscy oficero­wie pełnili nadal swą służbę, ale żąda równocześnie, aby się podpo­rządkowali rozkazom Rady Robotników i Żołnierzy:

Der Soldatenrat von Posen ordnet an, dass entgegen dem Befehl vom 11 November samtliche Offiziere im Dienst verbleiben, bittet aber, dass den weite- ren Befehlen des Soldatenrates Folge ge- leistet wird und um Unterstützung seitens der Offiziere in Bezug auf die Aufrechterhaltung der Ordnung in Posen.

Posen, d. 12 November 1918.
Der Soldatenrat (—) Twachtmann

 Poznańska Rada Żołnierzy rozporządza, ażeby przeciwnie do rozkazu, wyda­nego dnia 11 listopada wszyscy oficero­wie pełnili nadal swą służbę, prosi jednak ażeby dawali posłuch dalszem rozkazom Rady Żołnierzy oraz o poparcie ze strony oficerów pod względem zachowania po­rządku w Poznaniu.

Poznań, d. 12 listopada 1911.
Rada Żołnierzy (—) Twachtmann

 To postępowanie Rady Żołnierzy dowodzi, że pomimo swej pozornej lojalności względem Polaków nosiła się ona z zamiarem ustabilizowania niemieckiej siły zbrojnej. W zamierzeniach tych odgrywała poważną rolę reakcja szowinistyczno-pruska, z którą walczyć musiała również młoda republika niemiecka, z takim trudem powołana do życia przez żywioły rewolucyjne.
Ruch reakcyjny, podnoszący coraz śmielej głowę szedł od wscho­du, od Prus książęcych i znajdował radosne echo wśród tych, którzy znienawidzili ówczesny porządek rzeczy i którzy nie mogli pojąć, że układ stosunków politycznych w Niemczech powinien był być oparty na sprawiedliwości i prawie.
Wówczas już organizowały reakcyjne pozostałości hakatyzmu i wszechniemieckości akcję przeciwko republice niemieckiej, używając dla niej parawanu, zakrywającego właściwe intencje wsteczne.
C.d. n.

 20)

470-20Parawanem tym była sprawa polska. Odwołując się do uczuć patriotycznych, usiłowali wszechniemieccy reakcjoniści przekonać ogół, że Niemcy nie mogą istnieć jako państwo potężne i silne bez dzielnic, zamieszkałych w większości przez Polaków i że należy dzielnice te, wbrew zasadom Wilsona i wszelkiemi środkami zatrzymać przy nowem państwie niemieckiem.
Ci ludzie, którzy przez cały czas trwania najstraszliwszej z wo­jen świata okłamywali własny naród, którzy pod osłoną cenzury praso­wej umieli przez cztery lata z górą zatajać istotny stan rzeczy, ci, któ­rzy prowokacyjnie i aroganckiem zachowywaniem się wzburzyli cały świat przeciwko Niemcom — ci sami zbankrutowani oszuści własnego narodu używali dawnych metod, aby w dalszym ciągu siać ziarno nie­nawiści i narodowych waśni.
Wyżej wskazaliśmy już na prowakacyjną notatkę, zamieszczoną w „Tägliche Rundschau,,,1) organie wielkiego przemysłu niemiec­kiego, który miljony zgarnął w wojnie światowej, o rzekomych napa­dach i rabunkach legjonistów i luźnych „band” polskich nad granicą. Pomimo to jednak, że niezbicie wyjaśniono, iż pogłoski te były wyssa­ne z palca, — bo nawet oficjalne biuro telegraficzne Wolffa rozpowsze­chniło wiadomość o istotnym stanie rzeczy, stwierdzonym przez poz­nańską Radę Robotników i Żołnierzy — nie przestały pisma tej przesz­łości politycznej, co „Berliner Lokalanzeiger” rozsiewać plotki, mają­ce na celu podburzanie do gwałtów przeciwko Polakom.

Oto, co pisało pismo to w swym dziale politycznym :
„Polacy przeszli przez granicę pruską: pierwsze ich oddziały wojskowe wkroczyły na Górny Śląsk i niebędziemy zapewne potrze­bowali długo czekać, aż i z Poznańskiego i z Prus Zachodnich dotrą do nas równobrzmiące alarmy. Żaden znawca Polski nie spodziewał się czego innego — w chwili, w której silne i wypró­bowane ramię państwa niemieckiego osłabło. Co znaczy uwolnie­nie z pod jarzma carskiego, co utworzenie niezależnego państwa polskiego przez Niemcy i Austro-Węgry ! Polacy chcą swego kró­lestwa niezależnego, choćby przytem Austro-Węgry i państwo niemieckie zniszczały. Zmieniającem się rządom niemieckim zwraca­no zawsze i nieustannie uwagę na straszne niebezpieczeństwo na wschodzie. Mimo to kroczono na torach raz obranych, a po­nieważ z rozpadnięciem się starego państwa zdaje się dokonywać zniszczenie naszej armji, Polacy nie wahają się ani na chwilę to co im narzuca ogólne położenie. Biorą sobie obecnie pruskie części obszaru, których dobrowolnie nigdy, przenigdy, nawet na żadnej konferencji pokojowej świata byśmy nie oddali. Gdy istniał jeszcze niemiecki parlament i gdy tam poznański prałat Stychel — minęło odtąd zaledwie kilka tygodni, a rząd ludowy księcia Maksa Badeńskiego był już w urzędzie — zgłosił uroczyście po raz pierwszy polskie pretensje do prowincyj pruskich bez zastrzeżeń, podniosła się burza oburzenia ze wszyst­kich stron izby, przyczem przedstawiciele niemczyzny na Kresach odparli w mocnych słówkach te śmiałe projekty wśród żywych okla­sków całego niemieckiego przedstawicielstwa narodowego. Także poseł Ledebour ze stronnictwa niezależnych socjalistów okazał w namiętnych interjekcjach swą zupełną zgodę z usposobieniem partyj obywatelskich w tej sprawie, a Polacy musieli w tej walce na słowa ulec. Teraz wymienili oni jednak dosyć słów i przystę­pują do czynu. Wczoraj1) naradzały się wspólnie w Poznaniu trzy zjednoczone frakcje polskie byłego Parlamentu, Izby Panów oraz Izby Posłów i niema pewnie żadnej wątpliwości, nad czem radzo­no i co tam uchwalono”.

Pismo berlińskie zapytywało w dalszym ciągu, czy niemieckie ministerstwo wojny w swem obecnem położeniu będzie mogło wydać odpowiednie rozkazy, aby zabezpieczyć militarne granice Niemiec : „Po­lacy liczą się widocznie z tem, że to jest niemożliwe, ale czy bracia nie­mieccy na wschodzie mają się też na to zgodzić ?”

„Istnieją jeszcze” — pisała dalej „Berliner Lokalanzeiger” — „w ojczyźnie niemieckiej dowódcy wojskowi, którzy są zdolni ocenić, co nakazuje chwila i którzy mogliby szybkiem postanowieniem przy­najmniej uczynić próbę zachowania niemieckiego wschodu od rzeczy najgorszych”. W końcu pismo wzywało żołnierzy niemieckich, ażeby nie dopuścili do tego, by „bandy rozbójnicze, głodne ziemi, napadały na ojczyznę niemiecką*. Artykuł kończył się słowami: Niebezpieczeń­stwo grozi! Ratujcie nasz wschód!”    (C. d. n.)

  • dnia 11 listopada 1918.

2015-06-07 / 23:58:33

21)

474-vert Nie mamy teraz już powodu, wchodzić w szczegóły tej enun­cjacji hakatystycznej. Niedwuznaczny był jednak ów apel do „dowód­ców wojskowych, którzy są zdolni ocenić, co nakazuje chwila”. Jeszcze mniej dwuznaczne było zachowanie się niemieckich żywiołów wstecz­nych w byłym zaborze pruskim bezpośrednio po rewolucji. Do Rad Robotników i Żołnierzy wciskali się ludzie z zaszarganą przeszłością polityczną, osobniki, które ponosiły odpowiedzialność za to, co się sta­ło w roku 1918 z Niemcami, a które raczej miały wszelkie powody po temu, aby trzymać się w cieniu i milczeć.
Te same czynniki reakcyjne usiłowały natomiast niedopuszczać do Rad Robotników i Żołnierzy przedstawicieli narodowości polskiej, pragnąc na obszarach polskich wznieść od nowa twierdze hakatyzmu dla walki narodowościowej.
W Poznaniu należał do najruchliwszych zwolenników byłego stanu rzeczy kapitan artylerji Georg Cleinov, osobistość aż nadto do­brze znana na skutek działalności antypolskiej jeszcze przed wojną i postępowania wrogiego wobec wszystkiego, co polskie podczas piasto­wania urzędu szefa cenzury w Warszawie.
Ten to kapitan Cleinov rozpoczął agitować na prowincji, wśród kolonistów niemieckich, każąc im się zbroić przeciwko Radom Robotników i Żołnierzy, składającem się rzekomo z „samych Żydów i Pola­ków”. Cleinov rozpowszechniał również idee monarchistyczne na pro­wincji i zabiegał wśród wojska w Poznaniu o pozyskanie zwolennikow dla swych celów reakcyjnych, pomimo to, że w Poznaniu panował spo­kój i nigdzie nie zakłócono porządku publicznego. Rada Ludowa na miasto Poznań, reprezentantka ludności polskiej, współpracowała zgod­nie i lojalnie z Radą Robotników i Żołnierzy, aby uniknąć zaburzeń i nadal. Wpływ jej był zresztą tak ugruntowany, że ręczyć można by­ło za zupełny spokój w mieście dopóty współpraca obu czynników, obywatelskiego i żołnierskiego nie zostałaby zakłócona. Jednak gwa­rancji takiej nie możnaby było przyjąć na dalszą metę, gdyby nieodpowiedzialnem jednostkom, nie doceniającam powagi chwili, lub całem grupom zbankrutowanego systemu udało się zasiać niezgodę wśród organizacyj, utrzymujących ład w mieście.
Rząd w Berlinie był wówczas przeciwny wszelkiem wichrzeniom w dzielnicach polskich i uznawał potrzebę współpracy przedstawicieli społeczeństwa polskiego z Radami Robotników i Żołnierzy. Widocznie był on przeświadczony, że niebezpieczeństwo, wynikające z agitacji mo­narchistów i wszechniemieckich wsteczników zagrażało nietylko spoko­jowi dzielnic naszych, ale zagrażało zarazem młodemu ruchowi republi­kańskiemu w Niemczech1).
Enuncjacje „Kurjera Poznańskiego” odniosły ten skutek, że Ra­da Robotników i Żołnierzy za pośrednictwem Mieczysława Palucha za­jęła się zbadaniem sprawy Cleinova. Stwierdzono jego działalność przeciwrewolucyjną i spowodowano go, aby złożył swój mandat jako mąż zaufania Rady Żołnierzy. W sprawie tej ukazało się w prasie polskiej następujące oświadczenie :2)
„Ze względu na dotychczasową działalność polityczną na­szego kamrata Cleinova wezwaliśmy go w interesie pokoju po­między Polakami a Niemcami w mieście Poznaniu, aby mandat swój jako mąż zaufania Rady Żołnierzy Pułku Artylerji Polowej Nr 20 złożył”.

Poznań, dnia 13 listopada 1918.
Delegacja 20 Pułku Artylerji Polowej:
(—) Göthling. (—) Ostend.

Tymczasem wzrastało w Poznaniu wzburzenie umysłów nie­mieckich, podsycane coraz to więcej przez gazety berlińskie o rzeko­mym marszu legjonów polskich na Poznań. Poznańskie czasopisma niemieckie dementowały coprawda te wiadomości urzędowo, przyno­siły jednak streszczenie z pism berlińskich, co w żadnym wypadku nie wpływało na uspokojenia, ale potęgowało coraz to silniej niechęć Niem­ców ku Polakom, która uzyskała takie napięcie, że Rada Robotników i Żołnierzy czuła się zniewoloną uspakajać ludność niemiecką przy po­mocy odezwy w której oświadcza ponownie, że wszelkie pogłoski o marszu legjonów na Poznań są bezpodstawne i polegają na niepraw­dzie. W całej prowincji panował spokój, co stwierdzono przez lotni­ków i raporty Rad Żołnierzy.

1) „Kurjer Poznański” Nr. 263 z d. 15. 11. 1918.
2) „Kurjer Poznański” Nr. 262 z d. 14. 11. 1918.

(Ciąg dalszy nastąpi)

22)

482-vertTreść odezwy o której wyżej mowa, była następująca :
Mieszkańcy Poznania!
Wszelkie pogłoski, jakie obiegają po Poznaniu, polegają na nieprawdzie. Ra­da Żołnierzy podaje do wiadomości, że dokłada wszelkich starań, aby zachować bezpieczeństwo i spokój Taksamo pa­nuje na prowincji, jak to stwierdzono przez lotników i raporty, które wpłynęły, spokój i porządek. Przestrzega się, aby nie popełniano wykroczeń, które ścigać się będzie ciężkiemi karami.
Poznań, dnia 13 listopada 1918.
Rada Żołnierzy :
[—] Twaehtmann.

W tych dniach zdarzył się też wypadek, że uzbrojeni w kara­biny żołnierze weszli do pewnego mieszkania przy ulicy Nollendorfa1) i zrabowali 1000 marek. Taksamo zostały obrabowane przez żołnierzy magazyny wojskowe, przyczem wpadły im w ręce płaszcze, mundury i buty. Komunikaty te przynosił „Posener Tageblatt” nawołując Radę Robotników i Żołnierzy, aby zastosowała energiczne środki zapobiegaw­cze przeciw tego rodzaju rabunkom, dodając, że osobników takich, którzy w ten sposób zakłócają porządek publiczny, należałoby karać śmiercią2)
Celem zapewnienia wyżywienia prowincji, utworzył się dnia 12 listopada Prowincjonalny Urząd Żywnościowy, który postawił sobie za zadanie zabezpieczenie wyżywienia dla całej prowincji poznańskiej. Istniejące jeszcze z czasów przedrewolucyjnych oddziały powiatowe, powinny były spełniać swe czynności jak dotychczas, podlegając cen­trali w Poznaniu.
Spowodowani przez poznańską Radę Robotników i Żołnierzy założyliśmy my niżej podpisani zastępcy urzędów, organizacyj gospodarczych oraz ludności Prowincjonaluy Urząd Żywnościowy. Przej­mujemy temsamem zabezpieczenie wyży­wienia na prowincji. Dotychczasowe pla­cówki, mające za zadanie starać się o wyżywienie ludności istnieć będą i na­dal, będąc naszemi organami.
Współobywatele prowincji !
W interesie uporządkowania spraw wyżywienia ludności oraz zapewnienia dobrobytu krajowego spodziewamy się Waszego zaufania. Za Waszą pomocą zdołamy sprostać naszemu zadaniu. Sto­sujcie się do rozporządzeń i wskazówek dotychczasowych placówek aprowizacyjnych.

Poznań, d. 12 listopada 1918.
Dr. Drwęski,
Prezydent miasta Poznania
Oskar Marchlewski. Dr. Rydlewski, Stepczyński.

1)Dzisiejszej ulicy Patrona Jackowskiego.
2)„Posener Tageblatt” Nr. 535 z d. 14. 11. 1918

 23

 486-vertAby temu zapobiec, ogłosiła Rada Żołnierzy Inspekcji Obozów dla Jeńców Wojennych w Okręgu V. Korpusu Armji następujący komunikat :
„Rada Żołnierzy Inspekcji Obozów dla Jeńców otrzymała od Rady Robotników i Żołnierzy w Poznaniu zlecenie, aby uregu­lować sprawy, dotyczące jeńców wojennych. Celem podtrzymania spokoju i bezpieczeństwa wzywamy odnośne władze, ażeby za­trzymywały każdego jeńca wojennego, który się wałęsa bez celu i nie jest w posiadaniu legitymacyj, wzgl. jest bez eskorty. Wy­miana jeńców nastąpi bezzwłocznie, skoro tylko na to pozwolą środki przewozowe. Taksamo wymaga własny interes jeńców wojennych, aby pozostali na swych dotychczasowych miejscach pracy, ponieważ tam tylko mają zapewnione wyżywienie, podczas gdy inaczej narazić się mogą na głodowanie, względnie na nie­bezpieczeństwo zastrzelenia przez organy bezpieczeństwa, gdy zo­staną schwytani na gorącym uczynku plondrowania.
Wszystkich pracodawców wzywa się usilnie, aby na jeń­ców wojennych wpłynęli w myśl powyżej podanych wywodów i aby ich nadal zatrudniali aż do czasu, gdy nastąpi odwołanie jeńców, przez Rady Żołnierzy Obozów do których dani jeńcy należą”.1)
Tacy błąkający się bez celu jeńcy byli też nieraz powodem alarmujących wieści o pochodzie legjonistów polskich na Poznań i na inne miasta Wielkopolski. Taksamo bowiem jak w Poznaniu obiegały podobne wieści i w Bydgoszczy, na który to temat zamieściła „Ostdeutsche Presse“ następującą notatkę:
„Pogłoskę, kolportowaną po mieście Bydgoszczy, jakoby polskie i rosyjskie wojsko znajdowało się w pochodzie na Gnie­zno, wzgl. je zajęło, dementuje tutejsza Rada Robotników i Żołnie­rzy jako nieuzasadnioną. Pochodzi ona prawdopodobnie stąd, że z Obozu Jeńców w Strzałkowie uciekło wielu tamże internowanych rosyjskich jeńców z zamiarem udania się do swych stron rodzin­nych. Ponieważ jednak całe grupy jeńców tych, pozbawionych wszelkiej geograficznej orjentacji, wędrowały bezplanowo, pow­stały w sąsiednich miejscowościach pogłoski o polsko-rosyjskiej inwazji”1)
Było rzeczą zrozumiałą, że w chwili takiej jak rewolucja nie­miecka, kiedy w oczach naszych legły w gruzach potęgi, które nas do­tąd gnębiły, musiały odżyć w całej pełni długo tłumione nadzieje, pra­gnąc jaknajszybciej przyoblec formy konkretne. Dyskusja na ten temat była wogóle bezsensową, aczkolwiek istniały różne drogi, prowadzące do urzeczywistnienia naszych dążeń. Rozchodziły się one jednak, tak że nieraz zdawało się, iż doprowadzą do rozdwojenia społeczeństwa. Stąd było dążenie osobistości, stojących na czele naszego ruchu nie­podległościowego, aby skierować wszystkie siły, tkwiące w narodzie w jedno łożysko, aby w razie potrzeby stanęły zgodnie do apelu.
Prawdą jest, że w chwilach takich przełomowych wolność nie może polegać na tem, aby każdy robił to, co w danej chwili wydaje mu się właściwem. Kardynalnym warunkiem wszelakiej wolności jest karne podporządkowanie się pod nakazy własnych władz, wybranych przez ogół i — posiadających jego zaufanie.
Rada Ludowa nawoływała ludność polską do cierpliwości, ale żołnierzom, o gorącem sercu polskiem i — gorącej głowie nie podoba­ła się ta polityka kunktatorska, kierująca się zbytnim oportunizmem, gdy na ogół można było dojść do celu łatwiej i prędzej.
Żołnierze Polacy z b. armji pruskiej parli wszystkiemi siłami do rozprawy orężnej z Niemcami, jednak stała im tu na przeszkodzie Rada Ludowa. Pomimo wszystko dawali oni posłuch swej władzy, przyczy­niając się temsamem do stworzenia karnych kadr, przeciwstawiających się zwarcie, a nie ulegle antypolskiemu animuszowi Niemców.
Jednak żołnierze nasi, którzy walczyli na frontach francuskich i rosyjskich przechodząc trudy wojenne, znali siłę zbrojową pruską le­piej niż członkowie Rady Ludowej, która żyła w niewolniczym lęku przed potęgą pruską i jej armją, chociaż zrewolucjonizowaną.

 1) „Posener Neueste Nachr.* Mr. 5930 z d. 13. 11. 19 8.
1) „Ostdeutsehe Presse“ Nr. 260 z d. 12. 11. 1918.

(Ciąg dalszy nastąpi)

 24

 490-vertZ pomiędzy tych ludzi o gorącem sercu i gorącej głowie, którzy odtrąceni przez ówczesne koła polityczne, rozumujące, że „stopień pod­porucznika nie był pozycją społeczną; z której można realizować wiel­kie zamiary”1) wysunęli się na czoło Mieczysław Paluch i Bohdan Hu­lewicz.
Oni to przeprowadzili swe zamiary, pomimo oporu Rady Ludo­wej, siłą, orjentując się w sytuacji i ujmując przewodnictwo wojskowe w swe ręce.
Dnia 13 listopada 1918 r. w godzinach południowych zwołał Wydział Rady Robotniczo-Żołnierskiej zebranie w ratuszu poznańskim. Na zebranie to urządził zamach Mieczysław Paluch, Bohdan Hulewicz, Wincenty Wierzejewski wraz z oddziałem P. O. W., aby przeforsować siebie i Bohdana Hulewicza oraz H. Śniegockiego i Zygmunta Wizego jako członków Wydziału Rady Robotników i Żołnierzy.
Gdy Paluch i Hulewicz weszli na czele polskiej delegacji żoł­nierzy na salę obrad, członkowie Niemcy Wydziału Rady Rob. i Żołn., tamże zebrani, nie chcieli początkowo słuchać o propozycji przyjęciu nowych członków, a temwięcej Polaków. Przeciwstawił się temu szcze­gólnie August Twachtmann, przewodniczący Wydziału. Dopiero gdy przed ratuszem, na umówiony znak, urządził na rynku zgromadzony oddział Wierzejewskiego tak hałaśliwą, grożącą scenę, że strzały zaczęły padać do sali, w której odbywało się posiedzenie, ogarnęło Niemców przerażenie. Pod argumentacją karabinów przyznali oni żądaniom polskiem słuszność i przyjęli proponowanych czterech żołnierzy Polaków do Wydziału.
Zamach ten był punktem zwrotnem w polskich poczynaniach organizacyjno-wojskowych jak i w działaniach polskich kierowniczych instytucyj politycznych.
Wynikiem tych zabiegów było, oprócz uzyskania czterech miejsc polskich w Wydziale Wykonawczym Rady Robotników i Żołnierzy uznanie przez tąż Radę Rady Ludowej jako prawnego przedstawiciela ludności polskiej w Poznaniu i na prowincji. Dzięki wpływom polskim w Radzie Rob. i Żołn. zarządziła ta aby wszystkie jej postanowienia zapadały po uprzedniem porozumieniu się z Radą Ludową, co wynika z poniżej podanego obwieszczenia, wydanego w języku polskim i nie­mieckim :
Do Obywateli miasta Poznania!
Rada Robotników i Żołnierzy postanowiła dzisiaj uznać Polską Radę Ludową jako uprawnioną reprezentantkę Ludu polskiego do stwierdza, że wszelkie uchwały zapadać mają w porozumieniu z Polską Radą Ludową.
Także ludność niemiecka ma być w Radzie Robotników i Żołnierzy reprezentowaną .
Na życzenie żołnierzy polskich przyjęta Rada Żołnierzy do swego łona czterech dalszych przedstawicieli Polaków.
Obywatele! Zachowajcie spokój i zimną Krew !
Porządek i bezpieczeństwo publiczne są dla wszystkich narodowości i wyznań zaręczone.

Poznań, d. 13 listopada 1918.
Rada Robotników i Żołnierzy:
Hulewicz. Klupsch. Paluch. Pollack. Piotrowski. Reden. Schuettler. Sniegocki, Spliessgart. Twachtmann. Wiza. Cegiełka. Czechowski, David, Krajna. Łukaszyk. Marchlewski. Matuszewski Pendowski. Przybylski. Rydlewski.

Ponieważ zachodziły ponownie rabunki umundurowania woj­skowego w Urzędzie Umundurowania i na Stacji Lotniczej w Ławicy, przyczem rabusie łup swój później sprzedawali za bezcen ludności cy­wilnej, opublikowała Rada Robotników i Żołnierzy ostrzeżenie, w którem grozi nabywcom przedmiotów należących do wojska surowem uka­raniem.
(Ciąg dalszy nastąpi)

[1] Z. Wieliczka. Wielkopolska a Prusy »tr. 16.

 25

494-vertOstrzeżenie to rozplakatowane po mieście brzmiało:
Ostrzeżenie.
Robotników i Żołnierzy dowiedziała się iż osoby cywilne skupowały rzeczy wojskowe.
Przedmioty te zostały skradzione ze składnic wojskowych.
Każdy, który skupuje przedmioty, należące do wojska podlegać będzie surowej karze.

Poznań dnia 13 listopada 1918 r.
Rada Robotników i Żołnierzy:            Prezydjum Policji:
—) Dr. Celichowski.

Pomimo wszystko rabunki te się powtarzały tak, że władza wy- musiała do Urzędu Umundurowania silniejszą ochronę wojskową. Pod­czas wydawania umundurowań ludziom, którzy zostali zwolnieni z woj­ska, przechodzili inni przy pomocy kobiet przez płoty i opanowawszy z tyłu magazyny rozpoczęli rabunek. Zrabowane rzeczy unosiły kobiety do domów. Ustawione posterunki wojskowe były wobec rabusiów bez­silne, wobec czego Rada Robotników i Żołnierzy wysłała na pomoc tamtym patrole konne. Po przybyciu tychże rzuciła się banda rabusiów do ucieczki, przyczem oddano za uciekającemi szereg ostrych strzałów, przyczem zabito cztery osoby, a kilka osób odniosło rany postrzałowe. Wielu innym odebrano zrabowane rzeczy. W końcu wydała Rada Ro­botników i Żołnierzy rozporządzenie tej treści, że żadnemu żołnierzowi nie wolno wyjechać z Poznania bez uprzedniej rewizji na dworcu kolejowym.
Taksamo urządzono, w pobliżu Górczyna napad zbrojny na po­ciąg towarowy wiozący środki żywnościowe. W napadzie tym brali udział mężczyźni, kobiety i dzieci, przyczem zrabowano również wielką ilość towarów. Napad ten udał się z tego powodu, że stacjonowane tamże posterunki wojskowe wycofane zostały już dnia 10 listopada 1918.
Komunikaty o zajściach zaopatruje „Posener Neuseste Nachrichten” uwagami, że kilkakrotnie wzywano już publicznie, aby za­chować bezwzględną karność i porządek, bo to jest pierwszym nakazem chwili. Pomimo wszystko nie zastosowano się do tych wezwań tak jak one na to zasługują. Stąd musiała nowa władza wystąpić ener­gicznie, nie cofając się nawet przed użyciem ostatecznych środków siły. Pismo cytowane wyraża nadzieję, że egzekucje przeprowadzone po­działają odstraszająco i wpłyną na żywioły, nie znające żadnych skru­pułów, aby zaprzestali rabunków, gdy zobaczą, że się robi z nimi krót­ki proces.
Bardzo ucierpiał również plac ćwiczeń wojskowych Biedrusko, gdzie pozostawiono na lasce losu wszystkie znajdujące się tamże za­pasy. Okoliczność tę wykorzystały również rabusie i złodzieje, kra­dnąc, co im w ręce wpadło.
W pierwszych dniach rewolucji niemieckiej zdarzały się w Po­znaniu też wypadki tragikomiczne. Tak przybyło dnia 13 listopada 1918 r. w godzinach przedpołudniowych do zakładu Louisy1) kilku nie­mieckich urzędników sądowych donosząc, że najpóźniej za pół godziny zostanie Poznań zajęty przez wojska polskie i zabierając swe dzieci z sobą. Stąd należało natychmiast przerwać lekcje, a uczennice za­miejscowe winne natychmiast udać się do domów. Kierownictwo za­kładu nie próbowało wcale zasięgnąć informacji, wzgl. potwierdzenia tego „rozkazu” u władzy kompetentnej, ale zarządziło natychmiastowe opróżnienie zakładu, radząc swem zamiejscowem wychowannicom, aże­by bezwłocznie opuściły Poznań i udały się do swych stron rodzinnych. Cała ta sprawa była rzecz jasna, zmyślona, od początku do końca i miało tylko ten skutek, że niepotrzebnie burzyło umysły Niemców2).
Dla zapewnienia bezpieczeństwa, a w rzeczy samej, aby prze­ciwstawić wagę polskiej Straży Ludowej założyli Niemcy w Szkole Wydziałowej przy dawniejszej ulicy Naumanna3) niemiecką Straż Oby­watelską (Bttrgerwehr) którą dowodził Niemiec, lekarz okulista, Dr. Mutschler4).

1) na rogu dzisiejszej ul. Klasztornej i Gołębiej
2)„Posener Neueste Nachrichten” Nr. 5934 z d. 17. 11. 1918.
3)dzisiejszej ulicy Działyńskich
4) „Posener Tageblatt“ Nr. 257 z d. 15. 11. 1918.

(Ciąg dalszy nastąpi)

 26

 502-vertJednak pomimo wszelkich nawoływań Rady Robotników i Żoł­nierzy do oficerów, ci ostatni na nie mało reagowali, że potrzeba było wezwania, które wydał komenderujący generał V korpusu von Bock i Pollach wspólnie z Radą Robotników i Żołnierzy. Rozkaz ten zreda­gowany w krótkich słowach bez frazesów, wzywał wszystkich oficerów, linjowych i sanitarnych jak też wszystkich urzędników wojskowych, którzy przestali byli pełnić służbę, aby natychmiast powrócili na swe stanowiska. Celem jego było przywrócenie rozluźnionej dyscypliny wojskowej a szczególnie okoliczność, że oficerowie wzbraniali się stać pod kontrolą, a nieraz i rozkazami prostych żołnierzy. Wreszcie cho­dziło też o to, aby nie rozluźniać jeszcze więcej jaźni karności i po­rządku w zdemoralizowanem wojsku pruskiem i aby mieć w wypadku potrzeby do dyspozycji posłuszne oddziały.
Rozkaz, o którym wyżej mowa brzmiał następująco :

Rozkaz.
Wszyscy oficerowie, oficerowie Sani­tarni oraz urzędnicy okręgu korpusu, którzy zaprzestali spełniać swą służbę, powinni natychmiast powrócić na swe stanowiska.
Poznań, dnia 13 listopada 1918.
Zastępca komenderującego generała
von Bock
Rada   Żołnieny
u.r.
Rosentreter

Pomimo codziennych oświadczeń prasy polskiej i niemieckiej o bezpodstawności pogłosek, jakoby legjoniści polscy maszerowali na Poznań wzrastało u Niemców zdenerwowanie z dnia na dzień. Celem uspokojenia umysłów oświadczył członek Rady Robotników i Żołnierzy, i członek komisji, która zbadała na granicy istotny stan rzeczy Steuernagel w niemieckiej prasie codziennej, że pogłoski te są wyssane z pal­ca i że legjonistów na granicy Wielkopolski nie ma wogóle. Pewien oficer legjonowy, który bawił w Poznaniu oświadczył, że wówczas nie posiadali legjoniści nawet tyle wojska, aby mogli zapewnić bezwzględ­ny spokój w Kongresówce i że nikt tam wogóle nie myślał o tem, aby granice Wielkopolski obsadzić wojskiem a tem mniej o tem, ażeby je przekroczyć. W polskiej generalnej komendzie wojskowej w Warsza­wie nie rozważano wogóle kwestji wysłania wojska do Poznania.
Wszystkie dążenia były jaknajszczerzej pokojowe i jakakolwiek interwencja zbrojna była zupełnie wykluczona. Władze warszawskie miały rzekomo nawet — podług oświadczenia Steuernagela — prosić wojska niemieckie, aby pełniły na granicy i nadal służbę bezpie­czeństwa 1).
Wszystkie te pogłoski w rzeczywistości niczem nieuzasadnione prowadziły siłą rzeczy do tarć również i w łonie poznańskiej Rady Ro­botników i Żołnierzy, temwięcej że należały do niej żywioły szowini­styczne. Nieporozumienia te rozrosły do takich rozmiarów, że żądano ustąpienia całego Wydziału Wykonawczego Rady Robotników i Żołnie­rzy, który zwołał na czwartek dnia 14 listopada 1918 ogólne zebranie delegowanych wszystkich znajdujących się w Poznaniu formacyj wojsko­wych w którem brała udział Rada Robotników oraz Rada Ludowa. Ze­branie to odbyło się w Domu Ewangielickim, a zwołano je celem wy­rażenia votum zaufania Wydziałowi Wykonawczemu.
Przewodniczył żołnierz Twachtmann, przewodniczący Wydziału wykonawczego Rady Robotników i Żołnierzy, do pióra powołano sekre­tarza tego samego Wydziału, Adama Piotrowskiego.
Referat główny o ogólnem położeniu wygłosił Dr. Rydlewski. Przemówienie to przyjęli zgromadzeni gorącemi oklaskami. W dyskusji miejscami nader burzliwej, omawiano różne sprawy dotyczące wojska, a szczególnie „zamach” z dnia uprzedniego. Różne niedomagania kry­tykowano dobitnemi słowy, a naprawę tych stosunków oddano z całem zaufaniem w ręce Wydziału Wykonawczego.
Po dłuższej dyskusji, nieraz bardzo ożywionej, zatwierdziło ze­branie Wydział Wykonawczy Rady Żołnierzy w następującym składzie:
Twachtmann, Hulewicz, Roder, Paluch, Piotrowski, Schnettler, Klupsch, Śniegocki, Wiza, Jacob, Jardinier.

  • Posener Neueste Nachrichten Nr. 5932 z dn. 15. 11. 1918

 27

 514-vertOficerzy, którzy zgodzą się na współpracę z nowym rządem, powinni się oddać do dyspozycji Generalnej Komendy. Każdy ofi­cer może wstąpić do służby czynnej tylko wtenczas, gdy wybiorą go żołnierze. Wydział Wykonawczy Rady R. i Ż. zastrzega sobie prawo przesiedlenia oficerów z ich dawniejszych stanowisk służ­bowych, względnie zupełnego zrezygnowania z ich współpracy.
Zakazuje się noszenia jakichkolwiek kokardek a noszenie odznaczeń starszeństwa zostanie uregulowane specjalnem rozpo­rządzeniem.
Zażalenia należy kierować na ręce mężów zaufania po­szczególnych formacyj. Jeśli jednak zażalenie skierowane jest przeciwko mężowi zaufania, można je przedkładać bezpośrednio Wydziałowi Wykonawczemu Rady Robotników i Żołnierzy.
Mężowie zaufania poszczególnych oddziałów wojskowych zostaną zaopatrzeni w nowe legitymacje, które podpisują równo­cześnie I. i II. przewodniczący Rady Żołnierzy wzgl. ich zastępcy. Pierwszym przewodniczącym Rady Żołnierzy jest Twachtmann, drugim Hulewicz. Ich zastępcy są dla I-go Roden, dla II-giego Paluch.
Ewentualne życzenia dotyczące nowych wyborów, dotyczą­cych mężów zaufania zostaną uwzględnione.
Żołnierze! Musicie dawać bezwzględny posłuch rozporzą­dzeniom mężów zaufania, których sami wybraliście !
Wszyscy wojskowi, którzy zajmować się będą propagandą dla reakcji, lub którzy wydawać będą w charakterze organów wy­konawczych rozporządzenia przekraczające ich kompetencje, wzglę­dnie którzy rozsiewać będą niezgodę przez wysuwanie przeciwieństw narodowościowych, uważać się będzie za wrogów nowego po­rządku rzeczy i rewolucji i stosownie do tego traktować.
Fortecę Poznań niepokoją stale bezpodstawne pogłoski! Żołnierze ! Oddalajcie od siebie tak rozsiewane wieści, ponieważ służą one tylko reakcji. Dotychczasowy doskonały stosunek pomiędzy narodowościami nie powinien doznać żadnej przeszkody przez nie­cne dążenia.
Żołnierze ! Celem ochrony wolności powinniście sami sta­rać się o spokój i porządek oraz o bezpieczeństwo dla własności prywatnej. Wolny naród powinien dowieść karnością osobistą, że umie ocenić i obronić zdobycze rewolucji.
Żołnierze ! Oparci na zaufaniu jakie nam wyraziło dnia 14 t. m. zebranie mężów zaufania całego garnizonu, w każdej chwili liczymy z pewnością na Wasze poparcie.

Poznań, dnia 14 listopada 1918.
Wydział Wykonawczy Rady Robotników i Żołnierzy :
Twachtmann. Hulewicz. Kodeń. Paluch. Piotrowski. Schnettler. Klupsch. Śniegocki. Jardinier. Jacob. Wiza. Dr. Rydlewski. Matuszewski. Dr. Marchlewski. Krajna. Przybylski. Pendowski. Cegiełka. Krause. Budzyński. Czechowski. Łukaszyk.i]

Tegoż samego dnia o godzinie 8-mej wieczorem odbyło się na sali Seidla, na ulicy Augusty Wiktorji2) zebranie socjalistów, które za­gaił po polsku i po niemiecku Matuszewski, członek Rady Robotników. Większość zebranych stanowili Polacy. Potem przemawiał towarzysz David z Berlina, aby dać krótki zarys postulatów socjalistycznych. Wy­wodził on m. i.:
„Nowy czas nie spadł na nas niespodziewanie jak grom z jasnego nieba, bo każdy politycznie myślący widział zbierające się na widnokręgu chmury już od dłuższego czasu. A czem dłu­żej powstrzymywano wyładowanie nagromadzonego napięcia, tem silniej musiała burza taka szaleć“ !

2) Dzisiejsza ulica Grunwaldzka. l] Oryginał niemiecki p. załącznik 1.(Ciąg dalszy nastąpi)

 28

 518-vertNawiązując do stosunków poznańskich podkreślał Dawid, że: „Każdy, stojący na stanowisku prawa musiał uważać stosunki, jakie panowały aż do wybuchu rewolucji jako godne wolnego na­rodu. Dawne czasy minęły jednak, a czas nowy, znajdujący się jeszcze w powijakach wymagać będzie cierpliwości od masy naro­du, zanim ją zupełnie zadowoli. W Poznaniu przeszkadzały roz­przestrzenieniu się idei socjalistycznej, antagonizmy narodowościo­we, bo Polacy odczuwali zupełnie słusznie, że znajdują się w po­łożeniu szczególnego pogłębienia. Prawne stanowisko Polaków było stanowczo znacznie gorsze, aniżeli współobywateli narodo­wości niemieckiej, o czem szczególnie żołnierze Polacy się na sa­mych sobie dostatecznie przekonać mogli. Wszystkie te współ­czynniki działały przy załamaniu się starego systemu, i je przy­spieszyły. Jednak jak przy każdym wielkim pożarze pozostają zgliszcza i popioły, tak wykorzystały podczas tego wielkiego po­wstania ludowego niepożądane żywioły, nastrój ogółu, aby móc kraść i rabować. Socjaliści potępiają te wykroczenia jako zbrod­nię, popełnioną na całym narodzie”.
„Socjaliści wezwali bez chwili namysłu narodowo-polskie żywioły do współpracy, a te nie wzdrygali się ani chwili, aby dzia­łać z nimi ręka w rękę. Ogromna większość socjalnej demokracji jest zdania, że postulaty całości narodu polskiego, wymagające połączenia się w samodzielne narodowo polskie państwo są naj­zupełniej uzasadnione. Jednak celem uniknięcia rozlewu krwi należałoby odczekać decyzji kongresu pokojowego, a obywatele niemieccy powinni również dążyć do tego, aby żyć z Polakami w zgodzie i jedności. Jeśli Niemcy nie będą przeciwstawiali niczem nie uzasadnionego oporu, będą mogli być zupełnie spokojni o swe bezpieczeństwo. Celem ukrócenia wybryków żywiołów złych, utworzyli Polacy Straż Ludową oraz oddali swych synów jako żołnierzy do dyspozycji Rady Robotników i Żołnierzy”.
Mówca wywodził dalej, że system bolszewików nie ma nic wspólnego z prawdziwą socjalną demokracją. Socjalni demokraci wy­magają równego i tajnego prawa wyborczego dla mężczyzn i kobiet podług sytemu wyborów proporcjonalnych oraz ujednoliconą szkołę powszechną, z której jednostki zdolniejsze przechodzić powinny auto­matycznie na studja wyższe.
Następnie przemawiał Matuszewski spokojnie i rzeczowo, tło- macząc wywody Davida na język polski. Po nim wstąpił na trybunę adwokat Feliks Koszutski z Berlina przemawiając również w języku polskim i niemieckim:
„Nie tak trudno — mówił Koszutski — osięgnąc zwycię­stwo nad zmurszałą sprawą, trudniej jednak zachować zdobycze. Zmiótłszy stary system w przeciągu trzech godzin, poszukiwaliśmy napróżno tych, którzy umieli ciemiężyć innych. Są to tchórze, którzy nie wykazali odwagi obronienia systemu przez nich stwo­rzonego, tak szczególnie Wilhelm, morderca mas, który uciekł przed zemstą własnego narodu do Holandji. Należy się mieć na baczno­ści przed wilkami w owczych skórach, którzy próbują urobić na­strój dla starego systemu. Szaweł nie może się w przeciągu je­dnej nocy przemienić Pawła więc — precz z nimi!
„Zawód oficera wybrało sobie wielu darmozjadów dla tego, . że niema nic piękniejszego jak nic nie robić i uwodzić córki oby­watelskie. Panowie ci będą się wszelkiemi siłami starali, aby za­prowadzić na nowo system dawniejszy. Pewna część floty nie­mieckiej pozostała podobno wierna cesarzowi, a kilka okrętów wo­jennych ma się podobno znajdować w Szwecji. Komendanci tychże są rzekomo przekonani, że rząd republikański się prędzej czy później załamie. Polacy chcą żyć w zgodzie z Niemcami rzetelnemi, ale — precz z aneksjonistami !”

(Ciąg dalszy nastąpi)

 29

 522-vertPozatem przemawiał jeszcze Melerowicz, protestując przeciwko rozporządzeniu Rady Źołnierzy, które zezwala oficerom na żałożenie kokard i odznak starszeństwa.
„Wczorajsi oficerowie — wywodził mówca — są załącz­nikami monarchji. W armji mamy dosyć podoficerów i żołnierzy, którzy umieją dowodzić szwadronem lub żałosnemi niedobitkami kompanji”.
Towarzysz Hubner skarżył się na podszczuwanie jednej narodowości przeciwko drugiej, w którem biorą szczególny udział ko­biety.
„Biednego narodu niemieckiego — wywodził Hübner — nie można czynić odpowiedzialnym za zbrodnie kilku wysoko po­stawionych „zagwożdżonych łbów”. Stąd należy wywierać wpływ na swych najbliższych, aby wszystkie swary narodowościowe usta­ły, bo niemieckim socjalistom jest zupełnie obojętne, pod jakie panowanie się dostaną”.
W końcu przemawiał jeszcze towarzysz Friedel z Wiednia, przy­wożąc na zebranie życzenia austrjackiej partji socjalistycznej, sympa­tyzując wywodami pełnemi temperamentu z wszystkimi mówcami, który poprzednio zabierali słowo. Wołał on, że „krew zamordowanych braci stworzyła to dobre, że wypędzono całą bandę do djabła, która przyczyniła się do wybuchu wojny”1)
Dnia 13 listopada 1918 utworzyła się w Poznaniu żydowska Rada Ludowa (Jüdischer Volksrat), aby wywalczyć sobie osobiste i na­rodowe prawa żydowskie. Żydowska Rada Ludowa wydała odezwę tylko w języku niemieckim którą przytaczamy poniżej a odnosi się ona również i do żołnierzy żydów, którym zapowiada pomoc i służy pora­dą w swem biurze przy ulicy Berlińskiej 51). Temsamem dowiodła poznańska ludność żydowska, że nie uznawała kultury polskiej, ale dą­żyła do stworzenia odrębności narodowej2).
Oto dosłowne brzmienie odezwy żydowskiej:

Obwieszczenie.
Celem zachowania narodowych i osobistych praw Żydów w mieście Poznaniu i prowincji poznańskiej utworzyta się żydowska rada ludowa.
Współobywatele żydzi!
Zwracajcie się do nas we wszystkich kwestiach dotyczącvch obrony Waszych praw, wolności i ochrony. Powiedźcie nam wszystkie Wasze troski, a zapewniamy Wam rozumną poradę i gotowość pomocy. W tworzeniu powszechnej Straży obywatelskiej bierzemy również udział.
Biuro nasze znajduje się przy ul. Berlińskiej 5 II. (Tel. 1576) i jest przez cały dzień otwarte

Poznań dnia 14 listopada 1918.
Żydowska Rada Ludowa, Poznań :
Dr. Kollenscher. Krause. Dr. Manasne.. Dr. Schmul. A. Werner. Wollheim.

Taksamo utworzyli Niemcy, dążąc do wewnętrznej konsolidacji na zebraniu, które się odbyło w czwartek 14 listopada 1918 wieczorem, niemiecką radę ludową. (Deutscher Volksrat). W wydanej odezwie głoszą oni, że „nie tykając słusznych praw innych narodowości”, przyczynić się chcą do utrzymania ruchu gospodarczego i porządku. Prze­wodniczącym obrano byłego kanclerza miejskiego a wówczas dyrektora banku Dra Houtermanna, starszego sekretarza kolejowego Gerbarta i urzędnika pocztowego Kühna.
(C. d. n.)

1) Dziennik Poznański nr. 2t>5 z dnia 17. 11. 1918 i Posener Neueste Nach- ricliten Nr. 5933 z dniu 16. 11. 1918.
1)          Dzisiejszej ul. 27 grudnia.
2)          Kurier Poznański Nr. 263 z dnia 15. 11. 1918.

2015-07-05 / 23:53:43

30

 530-vertDr. Hautermann posiadał jako człowiek i urzędnik także sym­patię polskich radnych miejskich. Jednakże uderza, że jako przewod­niczących ludowej rady niemieckiej wybrano aż trzech urzędników. Zresztą inaczej być nie mogło, bo ludność w naszych dzielnicach jest przeważnie urzędnicza, rzemieślnik i robotnik niemiecki przyszedł do­piero za nimi, był od nich zależny i był ewentualnie razem z nimi go­tów wrócić do ojczyzny. Jako dowódców obrano 8 dalszych członków zarządu, których liczbę można powiększyć przez wybór. Sprawy nie­mieckiej Rady Ludowej prowadził sekretarz związkowy Krollmann1).
Dla zapoznania się z treścią wyżej wspomnianej odezwy nie­mieckiej Rady Ludowej podajemy je w całej rozciągłości2).

Niemieccy Współobywatele!

W Poznaniu utworzona została niemiecka Rada Ludowa.
Zastępuje ona wszystkie warstwy ludności oraz wszystkie zwiazki niemieckie naszego miasta.
Na podstawie nowego porządku państwowego chce ona zastępować prawa ludności miasta Poznania, oraz współdziałać nad zachowaniem życia gospodarczego, spokoju i porządku, nie uwłaszczając uprawnionem interesom drugiej narodowości.
W tym celu oddała sie ona do dyspozycji Radzie Robotników i Żołnierzy.
Przystapienie do niemieckiej Rady Ludowej jest obowiązkiem każdego współobywatela Niemiec.

Dr. Hauterman. Gerhard. Kühn.

Biuro znajduje się przy ul. Wilhelmowskiej 1) nr. 24 w podwórzu na prawo. Tel. 2573. Deklaracji przystąpienia należy kierować tamże.

 Równocześnie z niemiecką radą ludową ukonstytuowała się także niemiecka rada kobiet prowincji poznańskiej (Deutsche Frauenrat für die Provinz Posen) tworząc poniekąd ekspozyturę niemieckiej rady ludowej jako i żydowskiej rady ludowej, bo biura organizacji tej połą­czone były z biurami tej ostatniej i zastępowała ona „wszystkie war­stwy i wyznania”.

Odnośne ogłoszenie brzmiało następująco2).

         Niemiecka rada kobiet dla prowincji poznańskiej [w połączeniu z niemiecką radą ludową]

         Współobywatelki!

         Twórzcie od wewnątrz lokalne rady kobiet. Miejsce zbiórki ul. Berlińska 5 II.2)
Zastępujemy wszystkie warstwy i wyznania.
Augustę Pinno. Marie Reuss. Alvine Muschner. Elfriede Setzepfand. Gertrud Hołd.

 W pierwszych dniach przewrotu listopadowego zdarzało się często, że żołnierze nie posiadający znaczków na zakup chleba zamie­rzali go kupować u piekarzy i używali przemocy, gdy ostatni odmawiali im wydania chleba. Takie postępowanie stanowiło niebezpieczeństwo dla całego systemu zaprowiantowania miasta, zbudowanego na najdo­kładniejszej racjonalizacji. Podczas takiego postępowania żołnierzy miały być, podług codziennych pism poznańskich4), nieporządki w pie­karni garnizonowej, gdzie wielu piekarzy wojskowych opuściło pracę, wyrażając jednocześnie nadzieję, że władza wojskowa przystąpi do na­prawy stosunków, angażując potrzebne siły robocze i płacąc im odpo­wiednie wynagrodzenie.

1) Dziennik Poznański Nr. 264 z d. 16. 11. 1918 i Posener Tegeblatt Nr. 539 z d. 16. 11. 1918.
2) Posener Tageblatt Nr. 539 z d. 16 11. 1918.

 1)       Dzisiejsze Aleje Marcinkowskiego.
2)       Posener Tageblatt Nr. 539 z d. 16. 11. 1918,
3)       Dzisiejsza ul. 27 grudnia,
4)       Posener Neneste Nachrichten Nr. 5933 z d. 16. 11. 1918.

(Ciąg dalszy nastąpi)

31

To co dotyczyło zakupu chleba, odnosiło
się również do innych534-vert środków spożywczych, wydawanych na kartki. Do stosunków tych odnosi się poniżej podane obwieszcenie Rady Robotników i Żołnierzy w związku z prowincjonalnym Urzędem Żywnościowym:

Obwieszczenie.
Środki żywnościowe wolno sprzeda­wać, jak dotychczas tylko na znaczki wy­dane przez Magistrat. Pod żadnym wzglę­dem uie wolno wydawać na poświadcze­nia Rady Żołnierzy, wzgl. instancyj ja­kiekolwiek środki aprowizacyjne.
Przekroczenia tego podlegają surowej karze.

Poznań, dnia 14 listopada 1918. Rada Robotników i Żołnierzy : Tschonert.
Prowincjonalny Urząd Żywnościowy ;
Oskar Marchlewski. Dr. Rydlewski

Przeciwko niedozwolonemu umundurowaniu się żołnierzy wracających z frontów zwracało się poniżej podane obwieszczenie Rady Żołnierzy.

Obwieszczenie.
Żołnierze urlopowani z frontów oraz inwalidzi, urlopowani do zwolnienia, za- opatrzeni w książeczkę wojskową i wy­kaz (poświadczenie urlopu] otrzymują z miejsca przemundurowania w zamku poświadczenie upoważniające ich do prze­mundurowania. Wszyscy towarzysze bro­ni tutejszych formacyj nie otrzymują po­jedynczo żadnego umundurowania; ich muszą umundurować, o ile istnieje po­trzeba ich formacje. Zapotrzebowanie wydaje formacjom intendentura.
Zapotrzebowania muszą być zaopa­trzone w pieczątkę danej formacji woj­skowej oraz w podpisy Rady Żołnierzy danej formacji jako też jej dowódcy, głównego lekarza wzgl. płatniczego.
Intendentura zbada zapotrzebowanie i je ewentualnie przydzieli.
Urlopowani wojsk krajowych mogą się zgłosić w jakiejkolwiek z tutejszych formacyj wojskowych do służby roboczej, gdzie zostaną zaopatrzeni, o ile zajdzie potrzeba w umundurowanie, które zosta­nie im zapisane do książeczki wojskowej.

Poznań. dnia 15 listopada 1918.
Rada Żołnierzy : Schnettler.

Ruch rewolucyjny w Wielkopolsce, Pomorzu, Górnym Śląsku i innych okolicach zamieszkałych przez Polaków.

Taksamo jak w Poznaniu rozprzestrzeniła się rewolucja nie­miecka na całą Rzeszę, powodując w przeciągu 48 godzin przewrót do­tychczasowych stosunków wojskowych, cywilnych. Nie możemy jednak w szczupłych ramach niniejszej pracy opisywać szczegółowo tego prze­wrotu, ale podajemy wiadomości, zaczerpnięte z pism codziennych w porządku alfabetycznym.

Bnin. Z ramienia kórnickiej Rady Robotników i Żołnierzy utwo­rzyła się dnia 11 listopada 1918 takaż Rada Bnińska i objęła wszystkie urzędy w mieście. Równocześnie utworzyła się Straż Obywatelska1).

Borek p. Koźmin.

1) Kurjer Poznański Nr. 265 z d. 17. 11. 1918.

(Ciąg dalszy nastąpi)

 32

 538-vertBudzyń. W Budzyniu odbył się zaraz po wybuchu rewolucji, w niedzielę dnia 10 listopada 1918 wiec polski dla miasta i okolicy, na którym wybrano dla obrony spraw polskich Komitet, składający się z 14 osób. Później przyjął komitet ten nazwę Rady Ludowej. Przedstawiła ona życzenia ludności polskiej tak Radzie Żołnierzy jako i urzędom. W toku rokowań zgodzono się na życzenia Polaków i zgodzono się, że w Radzie Robotników i Żołnierzy zasiadywać będzie połowa Niemców. W celu przeprowadzenia wyboru odbyło się dnia 17 listopada zebranie, na którem weszło do Rady Żołnierzy dwóch żołnierzy Polaków : Ka­siński i Kalkowski, a z Rady Ludowej trzech członków tejże i to: Ks. prob. Stachowiak, Hemling i Kapałczyński.
Ks. prob. Stachowiak przemówił nasamprzód po niemiecku stwierdzając, że znienawidzony system pruski runął i że Polacy sym­patyzują z prawdziwą demokracją w Niemczech, atoli żądają równoupra­wnienia wszędzie już dziś. Następnie przedstawił postulaty Polaków, do których należą: opublikowanie obwieszczeń urzędowych również i w języku polskim, kontroli nad pozostałymi na stanowiskach urzęd­nikami itd. Po polsku zaś zwrócił się ks. prob. Stachowiak do Pola­ków, by wszędzie otwarcie występowali w obronie praw swoich, gdyż biurokratyzm i militaryzm pruski skruszony a zaświtała dla nas jutrzen­ka swobody prawdziwej, która nam ukazuje zjednoczoną Polskę Ludo­wą. Pan Kapałczyński stwierdził zaś w swem przemówieniu, że Polacy pragną żyć w zgodzie z Niemcami, skoro zostaną naprawione krzywdy i nastąpi prawdziwa, równość1).

Buk. Z inicjatywy Towarzystwa Kupców w Buku założono dnia 12 listopada na zebraniu zarządów wszystkich towarzystw Radę Ludową na miasto Buk i okolicę2).
(Patrz też pod Grodzisk).

1)Kurjer Poznański Nr. 267 z dnu 20.11. 1918.
2)Kurjer Poznański Nr. 268 z dnia 22. 11. 1818.

Bydgoszcz. Rada Robotników i Żołnierzy utworzona została w Bydgoszczy dnia 11 listopada 1918 w godzinach wieczornych na ze­braniu, które się odbyło w kasynie Robotniczym. Utworzono Wydział Czynny, którym kierują socjaliści Stoessel, Wende i Schulc1). Komen­dantem miasta został przez Radę Żołnierzy zamianowany kapitan Pretzell2). W Bydgoszczy doszło do krwawych starć ulicznych, przy których było kilku zabitych i rannych. „Dziennik Bydgoski” donosi, że stało się to na skutek nieporozumienia, bo Polacy, jako gospodarze ziemi polskiej, powinni mieć odpowiednie wpływy w tych „przejścio­wych” Radach Żołniersko-robotniczych, a uniknie się nieporozumień. Ludność niemiecką niepokoiły już w pierwszy dzień rewolucji wieści, jakoby od Gniezna szło wojsko polskie na Bydgoszcz3).
Aby na przyszłość zapobiec rozruchom wydała bydgoska Rada Robotników i Żołnierzy rozkaz dzienny, w którem m. i. zaznacza, że kogo przychwyci się na złodziejstwie, rabunku lub popełnieniu mor­derstwa, tego na mocy stanu wyjątkowego ukarze się śmiercią przez rozstrzelanie bez oddawania go pod sąd wojenny. Pozatem zostaje ukonstytuowany nadzwyczajny sąd wojenny, który sądzić będzie pra­womocnie każde przestępstwo podług istniejącego kodeksu karnego i wojskowego. Dworzec obsadzony jest przez wojsko, które przepusz­czać będzie tylko podróżnych posiadających ustawowe legitymacje. Zaś wszystkie państwowe urządzenia jak kolej, poczta, policja itd. pozosta­ją jak dotychczas, w ruchu2).
W pierwszym dniu rewolucji zniknęli z Bydgoszczy bez śladu komendant miasta generał Krause oraz komisarz policyjny Becker. Obaj zapisali się w pamięci żołnierzy i obywateli bydgoskich bardzo nieko­rzystnie i obawiali się zemsty tych, którym dali się we znaki. Krążyły także pogłoski, których nie można było stwierdzić o zniknięciu rozmai­tych innych osobistości3).

1) Kurjer Poznański Nr. 262 z dnia 14. 11. 19 8.
2) Posener Neueste Nachrichten Nr, 5632 z dnia 15. 11. 1918 i Posener Ta- geblat Nr. 535 z dnia 14. 11. 1918.
3)       Kurjer Poznański Nr. 541 z dnia 17. 11. 1918.

 33

 550-vertRada Robotników i Żołnierzy z Bydgoszczy wymagała od dele­gatów poszczególnych formacyj wojskowych, aby w podległych im ko­szarach starali się pod wszelkiemi warunkami o to. aby przeprowadzać rozkazy, o ile tego wymagają służba i porządek, z wszelką surowością. Należy trzymać żołnierzy w karności wojskowej, ponieważ bliskie jest niebezpieczeństwo, i będzie się trzeba urządzić na obronę. Nietylko reakcja dąży do tego, ażeby zniszczyć nowy rząd, ale inne siły — Niemcy mieli tu na myśli siły polskie — dążą również do tego. Od środy rozpocząć się powinna we wszystkich koszarzach regularna służba wojskowa. Odnośnie noszenia kokard uchwalono, aby pozostawić każ­demu żołnierzowi pod tym względem swobodę i nie wywierać żadnego przymusu noszenia kokard w barwach krajowych1).
Z powyższego wynika, że bydgoska Rada Robotników i Żołnie­rzy zgóry przygotowywała się do wrogiego stanowiska przeciwko wszyst­kiemu co polskie, bo socjalista Stoessel, członek bydgoskiej Rady Robo­tników wystąpił nawet przeciwko ogłoszeniu tego w polskim języku w czem popierał go komendant 15 pułku artylerji, pozostawiony przez Radę Żołnierzy na stanowisku. Uchylono jednak zakaz ten na wniosek redaktora „Dziennika Bydgoskiego” Teski, który przedstawił na zebra­niu Rady żądania Polaków, które poparł jeden z oficerów oraz kilku żołnierzy. Odezwy uchwalono wydawać w języku polskim i niemieckim2).
Znamiennną. odniośnie do codopiero dokonanej rewolucji odezwę wydała Rada Żołnierzy 14 pułku piechoty, którą dla jej „aktualności” przytaczamy w brzmieniu oryginalnem3).

1)Posener Tagoblatt Nr. 541 z dnia 17. 11. 1918.
2)Kurjer Poznański Nr. 262 z dnia 7. 11. 1918.
3) Posener Tageblatt Nr. 537 dnia 15. 11. 1918.

 Rozkaz.

Na rozporządzenie podpisanej Rady Żołnierzy rozkazuje się co następuje:
1.Wszystkie kawiarnie, kina i inne lokale rozrywkowe miasta i przedmieść, za wyjątkiem teatru powinny zostać zam­knięte o godz 8-mej wieczorem.
2.Aż do odwołania pozostawia się kokardy na czapkach. Taksamo zatrzy­mują oficerowie swe szable i naramien­niki, a szarżowani odznaki ich stopnia służbowego.
3.Wszystkim przełożonym, należy i w przyszłości oddawać honory wojskowe.
4.Towarzysze broni 14 zapasowego pułku piechoty! Wracajcie natychmiast do Waszych koszar i bądźcie wr pogoto­wiu na ewentualny zew. Mieszkańców wzywam usilnie, aby bez powodu nie przebywali na ulicach.

Bydgoszcz, dnia 11 listopada 1918.
Na zlecenie Rady Żołnierzy 14. Z. P. P.

Neuinann, podpor. rez.

 Zarządzenia te nie bardzo się musiały widocznie spodobać żoł­nierzom, bo rozwiązali oni już 13 listopada 1918 dotychczasową Radę Żołnierzy i Robotników, bo i o dotychczasowych zastępcach robotników nie chcieli żołnierze nic wiedzieć. Jednak nowo wybrani delegaci ro­botników weszli w porozumienie z nowo utworzoną Radą Żołnierzy, przyczem zapanowało zupełne wzajemne zaufanie.
Takim sposobem przeszła wszelka władza wojskowa na Radę Robotników i Żołnierzy jeszcze dnia 11 listopada w nocy, która temsamem przejęła równocześnie panowanie nad miastem. Spokój i porzą­dek nie zoslał nigdzie zakłócony, a dzień następny upłynął spokojnie1).
1)Posener Tageblatt Nr. 539  z dnia 16. 11. 1918.

 34

558-vert Bytom (Górny Śląsk). W Bytomiu utworzyła się już wszę­dzie Rady Robotników i Żołnierzy dnia 11 listopada 1918, jednak była ona niemiecka. Wobec niepokojących wiadomości co do stosunku Rady Żołnieży wobec sprawy i ludności polskiej odbyła się w Bytomiu dnia 12 listopada narada, w której z obywatelstwa polskiego brali udział: mecenas Czapla, lekarz Dr. Hanke oraz budowniczy Petzel z Bytomia. Z Rady Żołnierzy obecnych było czterech członków oraz dwóch kapita­nów z Rady Doradczej.
Wynik tych narad był następujący :
„Rada Żołnierzy stwierdza, że powołaniem jej jest jedynie i wyłącznie: obrona osób i mienia jako i dbanie o porządek. Jakichkolwiek dążeń politycznych niechce mieć, a taksamo nie czuje się powołaną do jakichkolwiek kroków zaczepnych, natury wojen­nej. Powołanie jej upada, a ona sama podlega natychmiastowemu rozwiązaniu, skoro nastąpi zmiana władzy terytorjalnej.”
„Rada Żołnierzy wyraża gorącą prośbę, ażeby społeczeństwo polskie w jaknajszerszych rozmiarach pomagało jej w utrzy­maniu ładu — jako i w obronie osób i mienia, mianowicie także przez oświecanie ludu za pomocą wieców, zebrań, odezw i pracy. Wszelką pomoc ze swej strony stawia do usług”.
„Rada Żołnierzy wyraża nadzieję, że społeczeństwo polskie wszelkich kroków, któreby się przyczynić mogły do zaostrzenia przciwieństw, natomiast przyrzeka także ze swej strony tamować agitację przeciwpolską, mianowicie z kół pracować”.
„Rada Żołnierzy pośredniczy w uregulowaniu odpływu jeń­ców i internowanych Polaków i wdzięczną będzie za nawiązanie stosunków w tym celu z władzami Polski kongresowej przez zau­fanych polskich obywateli bytomskich”.
Wobec tego polecono, aby Polacy przystępowali jaknajliczniej do Rad Robotników i Żołnierzy i w ten sposób przyczynili się do utrzy­mania ładu 1).

Chełmno, Prusy Król. Rada Żołnierzy utworzyła się w gar­nizonie chełmińskim dnia 11 listopada, zaś dnia 16 listopada odbył się polsko-niemiecki wiec ludowy celem wyboru Rady Robotników. Pu­bliczność obu narodowości stawiła się w liczbie przeszło 800 osób. Na wiecu zauważano także całą inteligencję niemiecką i prawie wszyst­kich urzędników od najwyższych do najniższych. Zebraniu przewodni­czyli niemiec Peters i Polak W. Wesołowski z Chełmna. Mecenas Dr. Ossowski z Chełmna przedstawił przedmiot obrad w niemieckiej i pol­skiej przemowie w sposób, który uzyskał odrazu obustronne uznanie. W tym samym duchu przemawiali Peters, Dr. Krefft i W. Wesołowski. Do Rady Robotników wybranych zostało 5 Polaków i 4 Niemców i to: Nowicki, Jabłoński, Zieliński, Dr. Krefft i adwokat dr. Ossowski oraz Fritz Kuntz, Guster Heinrich, Hormann George i R. Peters. Przebieg zebrania był zgodny i spokojny. Wszyscy rozeszli się w przeczuciu, że spokój i bezpieczeństwo w Chełmie i powiecie są zapewnione. Obec­ną była także chełmińska Rada Żołnierzy z którą Rada Robotników się natychmiast połączyła do wspólnej pracy 2).

Chełmża. W Chełmży utworzyła się Rada Robotników i Żołnierzy dnia 11 listopada 1918 r. Rada Żołnierzy wydała odezwę wzywającą do spokoju. Wszelkie rabunki mają zostać karane śmiercią. Po 7-mej go­dzinie wieczorem nie wolno wychodzić osobom cywilnem na ulicę. W mieście panuje bezwzględny spokój3).

Czarnków n. Not. Komitet obywatelski powiatu czarnkowskiego zorganizował dnia 13 listopada 1918 r. wiec wspólnie z powołanemi mężami zaufania i powołał do życia Radę Ludową, która się składa z 37 członków.

1]        Kurjer Poznański Nr. 264 i dnia 6. 1 . 1918.
2]        Kurjer Poznański Nr. 268 z dnia 22. 11. 1918.
3]        Posener Tageblatt Nr. 532 z dnia 12. 11. 1918.

35

 562-vertZarząd Rady Ludowej tworzyli Bolesław Faliszewski z Gębie jako prezes, ks. prob. Świniarski z Czarnkowa jako wiceprezes, Alojzy Hanke z Czarnkowa jako sekretarz i zarazem kierownik biura Rady Ludowej, Roman Ziętkowski z Czarnkowa jako skarbnik i Leon Waśko oraz Stanisław Patz z Czarnkowa jako ławnicy. Do Wydziału Wyko­nawczego czarnkowskiej Rady Ludowej należał cały jej zarząd oraz Stanisław Ciupiński i Edmund Dobek z Czarnkowa. Komisję finanso­wą Rady Ludowej tworzyli Roman Ziętkowski, Zygmunt Łaszewski i Władysław Pilawski z Czarnkowa. We wszystkich miejscowościach powiatu zamianowano mężów zaufania, organizatorki i kolektorów. Da­lej weszła Rada Ludowa w porozumienie z Radą Robotników i Żołnie­rzy do której wybrano połowę Polaków i połowę Niemców, włącznie jednego Żyda. Z Polaków należeli do Rady Robotników Stanisław Gro- piński, Antoni Lesiński i Ignacy Klessa, do Rady Żołnierzy Edmund Dobek, Adam Tarnowski i Wiktor Błaszczyński wszyscy z Czarnkowa1).

Dobrzyca p. Koźmin.

Gębice. Rada Robotników i Żołnierzy została utworzona w Gę- bicach dnia 12 listopada 1918. Ale już w dwa dni po dokonanych wyborach przybyło do Gębie 8 żołnierzy i to 4 z Gniezna, a 4 ze Strzel­na celem stłumienia rzekomych rozruchów. Kwatery otrzymali ci żoł­nierze u obywateli niemieckich i u żydów. Miejscowa Rada Żołnierzy wytłumaczyła im jednak, że w mieście panuje spokój i kazała im wró­cić do swoich komend. Nieskończyło się jednak na tem, bo na nie­dzielę, dnia 17 listopada przybyło z powodu wieca ludowego pospiesz­nym pociągiem z Bydgoszczy aż 36 żołnierzy, uzbrojonych w 2 kara­biny maszynowe. I ten oddział odjechał, przekonawszy się, że w mie­ście panuje spokój, Nie wiadomo kto rozsiewał takie fałszywe wieści, że wysłano nawet osobny pociąg i to w czasach. kiedv tabor koleiowy tak nadzwyczajnie był obciążony1).

Gliwice. W Gliwicach opanowali Rady Robotnicze reakcjoniści, którzy tam zawsze mieli swe środowisko. Zasiadali tam w Radzie Robotniczej dyrektor poczty, dwóch dyrektorów wielkich kopalń, bur­mistrz itp. „robotnicy”. A najgorsze to, że owi „robotnicy” z tej dziwnej Rady Robotniczej byli sami znani hakatyści. Okradli oni znów biedny lud śląski z praw, jakie wszędzie przyniosła wolność. Podburzali oni gorzej niż za rządów pruskich przeciwko zasiedziałej ludności polskiej. I z Rad tych aneksjonistów puszczono niewątpliwie w świat owe potworne, zbrodnicze wiadomości o rzekomych bandach polskich, które wkroczyły na teren Prus. W Gliwicach zabrano za namową tych hakatystów Stempniewiczowi Bibljotekę Czytelni Ludowej (!?) i obsa­dzili wojskiem Bank Ludowy, nie podając żadnych powodów2).

Gniewkowo (p. też Inowrocław). Przewrót w Gniewkowie uskutecznił się bez poważniejszych wstrząsów, co było zasługą burmistrza w Gniewkowie, który natychmiast po wybuchu rewolucji podpo­rządkował się Radzie Robotników i Żołnierzy w Inowrocławia. Ze względów parytetycznych wybrano do urzędów tę samą ilość Polaków co Niemców. Wniosek polski, aby wybrać drugiego burmistrza Polaka upadł. Celem naszego zaopatrzenia obywateli w opał i środki żywno­ściowe, które miasto otrzymywało w niedostatecznych ilościach wybra­no dwie komisje, które się sprawą tą zajęły3).

Gniezno. Rada Żołnierzy utworzyła się w Gnieźnie dnia 10 li­stopada 1918 jako władza uznana przez nowe rządy. Przewodniczącym Rady Żołnierzy jest Smakowski, a stara się ona, w porozumieniu z po­licją miejską o porządek i ład publiczny, nie zamierzając tworzyć Stra­ży Obywatelskiej4). Rada Żołnierzy zakazała surowo — w interesie ogólnego porządku — wszelkich narodowych dążności, nie podlegała ona bowiem, taksamo jak Bydgoszcz, Inowrocław i Witkowo 5. Korpuso­wi Armji w Poznaniu, ale 2-mu Korpusowi w Szczecinie5).

1) Kurier Poznański Nr. 277 z dnia 3.12.1918.
1) Kurier Poznański Nr. 250 z dnia 24.11.1918
2) Kurier Poznański Nr. 237. z dnia 12.11.1918.
3) Posener Tageblatt Nr. 558 z dnia 28.11.1918
4) Posener Tageblatt Nr. 532 z dnia 12.11.1918
5) Dziennik Poznański Nr. 261 z dnia 13.11.1918

(Ciąg dalszy nastąpi)

 35 [ 36 ]

 566-vertWe wtorek, dnia 12 listopada wybrano w Gnieźnie Radę Ro­botników, składającą się z 21 osób, w tem 4 Niemców i 17 Polaków. Przewodniczącym Rady Robotników obrany został Bolesław Kasprowicz, zastępcą jego kołodziej Wierzbiński, a sekretarzami Dr. Karpiński jr. i Stefan Żak. Na pierwszem zebraniu Rady Robotników obecnych było dwóch przedstawicieli niemieckiej Rady Żołnierskiej oraz pierwszy burmistrz miasta Gniezna, który stawił swe usługi do dyspozycji Rady1).
W tymże samym dniu rozeszła się po mieście pogłoska, jakoby wojska polskie i rosyjskie były w pochodzie na Gniezno. Była ona jednak pozbawiona wszelkiej podstawy i wytłumaczyła się tem, że z obozu jeńców w Strzałkowie wyłamała się znaczniejsza liczba jeńców’ rosyjskich i wyruszyła do swych stron ojczystych. Część tego oddziału wałęsała się po okolicy, dając początek wersji o polsko-rosyjskiej in­wazji2).
W Gnieźnie zaczęli żołnierze, taksamo zresztą jak w innych miastach garnizonowych sprzedawać części ekwipunku wojskowego. Aby temu zapobiec, wydala gnieźnieńska Rada Robotników i Żołnierzy surowy zakaz, skierowany do ludności cywilnej, aby rzeczy takich nie kupowała. Wyszło również rozporządzenie, aby wszelkie lokale restau­racyjne i rozrywkowe zamykać o godzinie 9-tej wieczorem3).
Dnia 14 listopada 1918 przed południem wywieszono na budyn­ku magistrackim w Gnieźnie czerwony sztandar, który przeniesiono przy dźwiękach kapeli wojskowej gnieźnieńskiego bataljonu zapasowego z koszar do Magistratu, przyczem na czele pochodu kroczyła gnieźnień­ska Rada Robotników i Żołnierzy. Czerwony sztandar przymocowano z odznakami największej radości i po trzykrotnem okrzyku „hurra“, poczem mistrz tokarski Wierzbiński przemówił w krótkich słowach do zgromadzonej ludności, nawołując, aby i nadal zachować spokój i po­rządek, kończąc przemówienie trzykrotnem okrzykiem na cześć wolnej niemieckiej republiki (!?)4).

1)Kurjer Poznański Nr. 262 z dnia 14. 11. 1918.
2)Kurjer Poznański Nr. 262 z dnia 14. 11. 1918.
3)Posener Tageblatt Nr. 537 z dnia 15. 11. 1918.
4)Posener Tageblatt Nr. 546 z dnia 16. 11. 1918.

Gostyń. Gostyńska Rada Robotników i Żołnierzy utworzyła się dnia 11 listopada 1918 w godzinach wieczornych, obejmując dnia 12 tm. administrację powiatu i miasta, urząd pocztowy, kolej i sąd. Na Sądzie Powiatowym wywieszono czerwony sztandar1).
Wspomniane wyżej urzędy podporządkowały się Radzie Robot­ników i Żołnierzy bez oporu. Do Gostynia przyłączyły się też miasta Piaski, Krobia i Poniec, a po wsiach w powiecie gostyńskim utworzyły się analogiczne Rady, stojące w ścisłym związku z Radą Gostyńską.
Celem utrzymania spokoju w mieście utwarzyła się milicja obywatelska składając się z 40 członków. Oprócz tego czuwała nad miastem Straż żołnierska, licząca 17 członków, która pełniła straż przeważnie w nocy. Jednem z najgłówniejszych zadań milicji i straży żołnierskiej było za­pobieżenie handlowi pokątnemu. Kontrola na dworcu była ostra i bez­względna i skonfiskowano poważne ilości wiktuałów.
Do Rady Żołnierzy należeli żołnierze : Mieczysław Hejnowicz, Bąk, Walewicz, Stefaniak i Ulrich, do Rady Robotników zaś Wincenty Dąbiński, Józef Woziwódzki, Mrozek, Meyer, Urbaniak. Kontrolę po­szczególnych urzędów powierzono jak następuje : Dąbiński — landratura i szkolnictwo, Woziwodski magistrat, Gładysz — sąd, Respon­dek — cło, Hamerski — poczta, Staśkiewicz — dworzec, Murawski i Wł. Hejnowicz — komisarjaty, Polaszyk — kasa klasztoru i dóbr pofilipińskich.
Ruch rewolucyjny w Gostyniu znajdował się w rękach czysto demokratycznych i polskich i znajdował uznanie i poparcie we wszy­stkich warstwach tamtejszego społeczeństwa2).

Graboszczewo pod Wrześnią. Dnia 16 listopada 1918 odbył się wiec w spichlerzu dominjalnym. Przemawiali Jerzy Hulewicz i ks. dziek. Kubicki. Utworzono Radę Ludową, do której wybrano 4 robotników, 4 włościan i 4 inteligentów3).

Grodzisk. Dnia 11 listopada 1918 r. utworzona w Grodzisku Rada Żołnierzy wydała odezwę, w której opublikowała, że podlegają jej lantratura, policja i poczta. Odezwa wzywała obywatelstwo do za­chowania spokoju i zapraszała je na zebranie ludowe, jakie się odbyć miało we wtorek, dnia 12 listopada 19184)

1)Posener Tageblatt Nr. 538 z dnia 15. 11. 1918.
2)Kurjer Poznański Nr. 268 z dnia 22. 11. 1918.
3)Kurjer Poznański Nr. 270 z dnia 24. 11. 1918.
4] Posener Tageblatt Nr. 535 z dnia 14. 11. 1918.

(Ciąg dalszy nastąpi)

36 [37 ]

 570-vertDnia 13 listopada odbyło się w Grodzisku, a 14 listopada w Opa­lenicy zebranie z inicjatywy Towarzystwa Kupców, w którem brały udział Zarządy wszystkich polskich towarzystw, na których przystąpio­no jednomyślnie do założenia Rad Ludowych. Rady Ludowe z Buku, Grodzisku i Opalenicy zjechały się na dzień 17 listopada do Opalenicy, gdzie w myśl rozporządzenia Naczelnej Rady Ludowej w Poznaniu połączono się w jedną Radę Ludową powiatu grodziskiego, zatrzymu­jąc jednak organizacje lokalne. Główne biuro objął kupiec Kazimierz Zenkteler z Buku. Każda z poszczególnych Rad Ludowych składała się z trzech wydziałów i to wykonawczego, Straży Obywatelskiej i wy­wiadowczego. Wydziały rozpoczęły natychmiast po założeniu prace organizacyjne w powiecie.1)

Grudziądz. W Grudziądzu została utworzona Rada Robotników i Żołnierzy dnia 10 listopada na zebraniu żołnierzy oraz robotników zorganizowanych i niezorganizowanych. Na zebraniu tem byli obecni również i delegaci magistratu. Jako najwyższe zadanie postawiła sobie grudziądzka Rada Robotników i Żołnierzy zachowanie spokoju, i po­rządku. Taksamo wezwało żołnierzy i robotników gubernatorstwo, aby strzegli ładu i spokoju w mieście. Do zaburzeń żadnych i demonstracyj nie doszło; ludność oddawała się spokojnie swem zwykłem zajęciom, a wszystkie zakłady przemysłowe były czynne. Teatry, kina i lokale rozrywkowe pozostały otwarte do późnej nocy2).

Inowroaław. Do utworzonej dnia 11 listopada inowrocławskiej Rady Robotników i Żołnierzy wybrano p. i. — rzekomo w interesie względnie celem zaprowadzenia na nowo uporządkowanych stosunków — trzech oficerów stacjonowanego tamże bataljonu piechoty. Do Rady weszli temsamem major Rosenthal, kapitan Haffner i podporucznik Reuter3). Z pomiędzy Polaków brali udział przy tworzeniu Rady Żoł­nierzy Tad. Smodlibowski i Mańczak 4).
Dnia 12 listopada 1918 ujawnił się w Inowrocławiu Komitet Obywatelski na miasto i powiat inowrocławski i wydał odezwę do lud ności, wzywającą do spokoju. – W mieście panował ład i porządek. Na­stępnie wszedł Komitet Obywatelski w kontakt z Radą Robotników, Obywateli i Żołnierzy, w której polacy uzyskali na 10 osób cywilnych, zasiadających w Radzie 6 miejsc. Do Rady należeli Dr. Krzymiński, redaktor Poszwiński, ks. Wilkans, prezes organizacji robotniczej Bakazar, Górny, robotnik Władysław Rogatka i malarz Er. Głowacki.
Rada Robotników, Obywateli i Żołnierzy wydała rozkaz, aby najpóźniej do dnia 18 listopada 1918 przyjęto do Magistratu 9 człon­ków, których lista została przedłożona przez Komitet Obywatelski. Równocześnie wydano drugi rozkaz, aby do dnia 13. 11. 1918 weszło do Rady Miejskiej 30 osób, wymienionych przez Komitet Obywatelski, ponieważ wybory do Rady Miejskiej w chwili ówczesnej odbyć się nie mogły, a Rada była zupełnie niemiecka. W Magistracie i Radzie za­siada także jeden przedstawiciel Rady Żołnierzy. Usunięto radców miejskich Salomonsohna i Schwersenza, żydów, na których miejsca we­szło dwóch przedstawicieli ludności niemieckiej, mniej zamożnej1). Pozatem spowodowano, aby ustąpił pierwszy burmistrz miasta Inowrocła­wia Eschenbach. Na jego miejsce wszedł Dr. Arter, a jako jego za­stępca mecenas Radwański2).
Pozatem uchwaliła Rada Robotników, Obywateli i Żołnierzy na posiedzeniu z dnia 12 listopada, aby ukonstytuować sąd doraźny, który jeszcze w tę samą noc ferował wyroki. Skazani pozostali żołnierze: Stanisław Nowacki z Inowrocławia na cztery tygodnie więzienia za paserstwo, Franciszek Minkowski z Szymborza na trzy miesiące wię­zienia za kradzież, Bruno Stipp z Jaksic na pięć miesięcy więzienia za kradzież i paserstwo oraz za nieposłuszeństwo względem kaprala, peł­niącego służbę na 8 dni aresztu. Ludność cywilna, która również po­pełniła kradzieże i paserstwa będzie taksamo sądzona przez sąd do­raźny3).
Na jednym z zebrań Rady Robotników, Obywateli i Żołnierzy, które odbyło się 13 listopada 1818 omawiano też kwestję „Grenzschutzu“. Stwierdzono, że pogłoski o napadach band bolszewickich z Polski Kon­gresowej są najzupełniej bezpodstawne a Rada Żołnierzy zarządziła wszelkie środki bezpieczeństwa dla ochrony pogranicza4).

 1]Kurjer Poznański Nr. 268 z dnia 22. 11. 1918
2]Posener Tageblatt Nr. 531 z dnia 12. 11. 1918.
3] Posener Tageblatt Nr. 532 z dnia 12. 11. 1918.
4]Kurier Poznański Nr. 262 [???]

1] Kurjer Poznański Nr. 260 z dnia 12. 11. 1918.
2]Dziennik Poznański Nr. 262 z dnia 14. 11. 1918.
3]Posener Tageblatt Nr. 537 z dnia 15. 11. 1918.
4]Posener Tageblatt Nr. 541 z dnia 19. 11. 1918.

(Ciąg dalszy nastąpi)

 38

1933-578-1-38Pozatem ustanowiła inowrocławska Rada Żołnierzy dwie ko­mendy w Strzelnie i Kruszwicy1)- a Gniewkowo i Mogilno zgodziło się na współpracę z Radą Inowrocławską2).
W Inowrocławiu grasowali również rabusie w uniformach woj­skowych podszywając się, że działając na zlecenie Rady Robotników i Żołnierzy. Popełnili oni kilka napadów w biały dzień. Rada Żołnie­rzy zwracała ludności uwagę, ażeby nie pozwalała się teroryzować, bo wszyscy delegaci Rady Robotników i Żołnierzy są zaopatrzeni w piśmienne legitymacje. Osobnikom bez takiej legitymacji nie potrzebuje nikt pozwolić na przeprowadzenie rewizji domowej3).
Jarocin. Jako najpierwszy z garnizonów w Wielkopolsce przy­łączył się do ogólnego ruchu rewolucyjnego garnizon jarociński, bo utworzyła się tam Rada Żołnierzy w nocy z 8 na 9 listopada 1918. Rada Żołnierzy składała się z 10 członków, do których należało czterech Polaków Adam Adamczewski i Błażejewski, Bronisław Kirchner i Be­non Zwierzchowski. Dnia 9 listopada rano obsadzono pocztę i dworzec kolejowy, a dajazd ubezpieczono karabinami maszynowemi.
Tego bowiem dnia wysłały władze wojskowe z Biedruska dwie kompanje aspirantów oficerskich przeciwko garnizonowi w Jarocinie. Dowiedziała się o tem tajna organizacja polska, o której mowa poniżej i postanowiła niedopnścić ekspedycji do Jarocina. Adamczewski za­trzymał pociąg z Biedruska w Chociczy i oświadczył, że garnizon jaro­ciński, utworzywszy Radę Żołnierzy nie wpuści do Jarocina, żadnych obcych żołnierzy, ale odeprze ich siłą.
W Chociczy zbuntowało się kilku oficerów niemieckich oświad­czając, że dalej nie pojadą i na towarzyszów broni strzelać nie będą. Dowódca wyprawy jakiś kapitan ze swoim adjutantem przybyli następ­nie jako parlamentarjusze do Jarocina i uznali Radę Żołnierzy jako słusznie istniejącą władzę wojskową. W mieście do żadnych zaburzeń nie doszło i nie było potrzeby użyć broni ani przeciwko wojskowym, ani cywilnem osobom. W niedzielę w południe, dnia 10 listopada wy­wieszono na dworcu czerwony sztandar1).
Dnia 11 listopada 1918 utworzono w Jarocinie również Radę Robotników, do której starał się wcisnąć członek zarządu towarzystwa wszechniemieckiego, adwokat Schulz. Jednak nie wybrano go, ale za niego listonosza Wegenera. Z Polaków należeli do Rady Robotników p. i. członek Towarzystwa Robotników Wawrzyniak, Euzebiusz Basiński i i.2) Landrat w Jarocinie poprosił Polaków, ażeby objęli administrację powiatu. Na urząd ten wydelegowany został Dr. Wł. Klinkowski. Po­zatem utworzyła się Powiatowa Rada Ludowa, składająca się z 10 członków, w tem 2 narodowości niemieckiej. Administrację miejską objął obok burmistrza, jedyny polski członek magistratu, kupiec F. Basiński3).
Decyzja stworzenia w Jarocinie Rady Żołnierzy wyszła od istniejącej tamże tajnej organizacji polskiej do której należeli: ks. prob. Nowak z Chociczy, Euzebjusz Basiński, Adam Adamczewski, Bolesław Kirchner, Benon Zwierzchowski, Błażejewski i Szymański. Pierwsze zebranie tej to organizacji odbyło się w Hotelu Basińskiego, gdzie jej członkowie składali przysięgę, „że nie opuszczą Jarocina i bronić będą go aż nie nastąpi przewrót i Polska nie zostanie oswobodzoną”. Później uzyskano do tej tajnej organizacji jako członka czynnego ks. Ostroróg- Górzyńskiego z Tarzyc, który został zaprzysiężony w Tareczku.
Działalność należących do powiedzianej organizacji polegała na narodowem uświadamianiu żołnierzy narodowości polskiej, na tajnych pogadankach o beznadziejnem położeniu armji niemieckiej na frontach walki i na dodawaniu sobie otuchy do wytrwania.
Zamach zaś na koszary jarocińskie, który odbył się bezkrwa­wo, zawdzięczyć należy okoliczności, że w skrzydle północnem tychże byli zakwaterowani żołnierze przeważnie polskiej narodowości, zaś w skrzydle południowem żołnierze narodowości niemieckiej i to rekruci, a żołnierze Polacy, którym przewodzili członkowie tajnej organizacji zabrali rekrutom karabiny, umieszczone w stojakach, znajdujących się na korytarzach4).

1)Kurjer Poznański Nr. 263 z dnia 15. 11. 1918.
2)Posener Tageblatt Nr. 539 z dnia 16. 11. 1918
3)Posener Tageblatt Nr. 539 z dnia 16. U. 1918.

1)Kurjer Poznański Nr. 260 z dnia 12. 11. 1918 i relacja ustna kapitana Bronisława Kirchnera.
2)Kurjer Poznański Nr, 263 z dnia 15. 11. 1918.
3)Kurjer Poznański Nr, 262 z dnia 14. 11. 1918.
4)Relacja ustna kap. Bronisława Kirchnera.

(Ciąg dalszy nastąpi)

 39

1934-002-1-39Dniu 13 listopada 1918 opublikowała jarocińska Rada Żołnierzy odezwę, w której zawiadomiła obywatelstwo Jarocina o utworzeniu się Rady. Robotników, która wspólnie z pierwszą przedsięwzięła kroki po­trzebne do podtrzymania w powiecie spokoju i porządku. Odezwa ta głosi również, że w koszarach jarocińskich istnieje oddział pol­ski, które współpracują razem w iście braterskiem porozumieniu. To też niema żadnej obawy, ażeby nastąpić mogły jakiekolwiek niepokoje a obywatelstwo powinno wszelkim niepokojącem pogłoskom przeciw­stawiać się z całą energią1)
Niemiecka „Jarotschiner Anzeiger“ zmuszono do wstawienia w nagłówek podtytułu „Jarociński Orędownik Powiatowy. Urzędowa ga­zeta na powiat jarociński”. Rozporządzenia urzędowe ukazywały się odtąd w języku polskim i niemieckim. Dnia 16 listopada 1918 wyde­legowano 12 polskich członków do Rady Włościańskiej, w której Niem­cy mieli 3 reprezentantów. W niedzielę dnia 17 listopada 1918 odbyło się o godzinie 9-tej rano pierwsze nabożeństwo dla polskiej kompanji wchodzącej w skład miejscowego garnizonu. Polscy członkowie Rady Żołnierzy siedzieli w presbyterjum na krzesłach, obitych czerwonym adamaszkiem. Po sumie odbył się na Rynku wiec w obecności tysięcy kobiet i mężczyzn. Na Rynek zatoczono powóz i z tej to zaimprowi­zowanej mównicy wygłosili przemówienia kolejno Jachowski, Euzeb­iusz Basiński, redaktor „Kuriera Poznańskiego” Ap. Basiński oraz ks. proboszcz Niedźwiedziński. Wszyscy mówcy podkreślali potrzebę za­chowania spokoju i porządku, przyczem wznoszono okrzyki na cześć Wolnej Zjednoczonej Polski Ludowej, prezydenta Wilsona i Stanów amerykańskich2)
Istnienie polskiej kompanji w Jarocinie zdementowano urzędo­wo w niżej cytowanem piśmie, które donosiło, że dowodził nią rzeko­mo oficer legionowy Modrzejewski3), co się jednak — jak się tego po­niżej dowiemy — nie zgadzało z prawdą. Korespondent „Posener Tageblatru” dziwiło takie sprostowanie i więcej jeszcze okoliczność, że w Jarocinie nie było rzekomo instancji urzędowej, która nic nie wiedziała o istnieniu tej to polskiej kompanji, gdy można się było o tem dowiedzieć od każdego żołnierza, należącego do Bataljonu zapasowego 46 pułku piechoty. Siła kompanji była korespondentowi znaną, ale wynosiła najmniej 200 chłopa1). Dowódcą oddziału nie był kapitan le­gionista, ale pewien sierżant polak z armji niemieckiej 2), a nawet i pol­ski podoficer sanitariusz. Korespondent był w stanie rzeczy tak doskonale poinformować ponieważ sam był świadkiem powstania tej Kompanji polskiej.
Żołnierze należący do tej kompanji nosili na piersiach biało czerwone kokardy lub też biało-czerwone odznaki narodowościowe wzgl. takież rozetki na czapkach. Oddział ten umundurował wielką ilość polskich osób cywilnych 3) – pierwsze z nich około 12 listopada – które odbywali ćwiczenia w hali musztry wojskowej. Korespondent sam był naocznym świadkiem takich ćwiczeń, które wykonywano podług komendy polskiej4), przyczem śpiewano na dziedzińcu koszarowym polskie   pieśni. Obok tej kompanji polskiej istniał, rzecz jasna i nadal bataljon zapasowy 46 pułku piechoty – był on jednak bardzo słaby5)
Jarocińska Rada Robotników i Żołnierzy złożyła niebawem po wybuchu rewolucji komisarza obwodowego, który to urząd piastował Niemiec, hr. Baudissin, ustanawiając na jego miejsce tamtejszego pro­boszcza katolickiego6)- Wszystkim innym urzędnik i niemieckim od lantrata począwszy aż do najniższych urzędników włącznie- dodano polskich kontrolerów.
Pierwszy nauczyciel Schlabs — o którym „Posener Tageblatt” pisze, że podczas jego długoletniej czynności w charakterze sekretarza niemieckiego towarzystwa dobroczynności („Vaterländischer Frauenver­ein”) wspierał również i Polaków, szczególnie biedniejszych — został również złożony ze swego urzędu. Pozatem rozporządziła Rada Robo­tników i Żołnierzy, aby dzieciom polskiem udzielano w szkołach naukę języka polskiego7).

1)Posener Tageblatt Nr. 546 z dnia 16. 11. 1918.
2)Kurjer Poznański Nr. 2G7 z dnia 20. 11. 1917.
3)Posouer Tagoblatt Nr. 653 z dniu 26. 11. 1918.

1) podług relacji ustne] Kirchnera liczył oddział ten 300 chłopa.
2)Dowódca był sierżant z arinji uiemieckiej Bronisław Kirchner, później dowódcą baonu jarocińskiego, który zorganizowany jako „Heimattschutzbtallion” Jarocin pobierał od V. K. B. w Poznaniu należące się żołnierzom pobory.
3) zwolniono niemców a w ich miejsce przyjmowano członków »Sokoła ja­rocińskiego.
4) podług komendy „Sokoła”, gdyż wówczas jako naczelnik „Sokoła”jarocińskiego Poznań komendę tę znał doskonale, a właściwej polskiej wówczas jeszcze nie było,
5) Posenei* Tageblatt Nr. 561 z dnia 20. 11. 1918.
6) Posener Tageblatt Nr. 551 z dnia 26. 11, 1911. zaopatruje tę notatkę ko­mentarzem: takiego wypadku nigdy jeszcze nie było!
7) Posener Tageblatt Nr, 554 z dnia 36. 11. 1918.    IC. d. n ]

[C. d. n ]

 40

1934-006-1-40Komunikat powyższy zaopatruje „Posener Tageblatt” uwagą, że podług rozporządzeń nowego rządu Rzeszy Niemieckiej nie wolno lokanem Radom Robotników i Żołnierzy usuwać urzędników, a tem- mniej nauczycieli, a wcale już nie jest po myśli Rządu, aby Rady lo­kalne mieszały się do spraw szkolnych. Odnośne instancje winny wnieść zażalenie do prowincjonalnego Związku Rad Żołnierzy i Robot­ników w Poznaniu, a gdy to nie poskutkuje, do Rządu Rzeszy Nie­mieckiej1).

Jutrosin. W Jutrosinie utworzyła się Rada Żołnierska i Ludo­wa dnia 11 listopada 1918. Do pierwszej należeli jako przewodniczący Jan Ciesielski, jako jego zastępca Jan Jeszke, jako sekretarz Marjan Kasprzak, jako członkowie Alfred Röhl, Jan Chudy, Paul Geissler, Jan Przybylski, Bestrzyński i Szydłowski. Do Rady Ludowej weszli W. Frąckowski M. Nowacki jako przewodniczący, St. Sobański młod­szy, W. Kopeć i E. Kubiński jako ich zastępcy oraz St. Cieśliński. A. Marczyński, P. Kycler, Fr. Mikołajczak, Fr. Paca, Fr. Schmeiss i Fr. Damke jako ławnicy2).
W Jutrosinie doszło do wybryków, skierowanych przeciwko urzędom niemieckim i żydom, które spowodowane zostały wyzywającem zachowaniem się Niemców. Rozgoryczony tłum pod przewodnictwem żołnierzy zerwał orły pruskie z ratusza i urzędu obwodowego (Komisarjatu) oraz z poczty3).

Kępno. Kępińską Radę Robotników i Żołnierzy utworzono dnia 12 listopada 1918 po południu, wybierając z jej łona Komitet Wyko­nawczy. Żołnierze Polacy z powiatu zapisywali się w biurze Rady Żoł­nierzy w ratuszu. Celem podtrzymania porządku utworzyli żołnierze urlopnicy również i w pobliskim Baranowie Radę Żołnierzy4).

Kłecko. W Kłecku odbył się wiec celem utworzenia Rady Ro­botniczej na miasto i obwód Komisarjatu w niedzielę dnia 17 listopada na rynku. Wiecowi temu przewodniczył Szymczak, członek Rady Robotników z Gniezna, a przybyło na niego również dwóch członków Rady Żołnierzy z Gniezna. Po obszernej dyskusji została wybrana Ra­da Robotników na Kłecko i obwód Kłecki, składająca się z 21 człon­ków i to 14 Polaków a 7 Niemców.
Bezpośrednio po wiecu odbyło się konstytucyjne zebranie nowo obranej Rady, na które zostali wybrani Rychlewski jako przewodni­czący Rady, P. Heller, Niemiec, jego zastępca, ks. Wierzbicki sekreta­rzem. Porządku nigdzie nie zakłócono, pomimo to, że zebranych było przeszło 2000 osób, w tem poważna liczba kobiet1).

Kobylin, p. Koźmin.

Kórnik. Żołnierze urlopnicy z miasta i okolicy, utworzywszy Radę Żołnierską dnia 11 listopada 1918, zajęli o godzinie 11,30 w nocy pocztę. We wtorek rano ustanowiła Rada Żołnierzy cenzurę nad tele­fonami i telegramami. Również dnia 12 listopada 1918 rano utworzyła się Rada Robotników, która ustanowiła nadzór nad burmistrzem i nad komisariatem. Nadzór nad burmistrzem sprawowali Gawrych, Łopka i Grześkowiak, a nad komisarzem Dr. Stanisław Celichowski i Laube, nad pocztą zaś Sobkiewicz, Szkudlarski i Maćkowiak. Rada Robotni­cza dała sołtysom instrukcje, których wezwał komisarz jeszcze przed przewrotem na dzień 12 listopada. Straż Bezpieczeństwa w mieście i powiecie objęło wojsko, a żandarmom i „Kriegervereinowi“ odebrano broń i amunicję2).
Dnia 14 listopada 1918 odbył się wiec okolicznych włościan, na którym założono związek włościan jako przedstawicielstwo interesów włościańskich. Związek wybrał Radę Chłopską, składającą się z 12 członków, ta zaś wybrała Wydział Wykonawczy, składający się z 5 członków.
Tego samego dnia o godzinie 9-tej wieczorem odbył się wiec obywatelski, na którym wybrano Radę Ludową, składającą się z 12 członków3).

Kościan. Kościańska Rada Żołnierzy ukonstytuowała się dnia 11   listopada 1918 r. i wydała odezwę, w której obwieszczają, że wszy­scy urzędnicy, którzy się jej podporządkują pozostają i nadal w zajmo­wanych przez nich stanowiskach i wykonywać będą swe czynności i nadal. Oficerowie i podoficerowie, jako też i szeregowcy powinni pozdejmować kokardy i odznaki starszeństwa aż do odwołania.

1) Posener Tageblatt Nr. 554 z dnia 26. 11. 1918.
2)Kurjer Poznański Nr. 269 z dnia 23. 11. 1918.
3)Posener Tageblatt Nr. 635 z dnia 14. 11. 191S i Posener Neuste Nachirich- ten Nr. 5932 z dnia 15. 11. 1918.
4) Kurjer Poznański Nr. 263 a dnia 15. li. 1918.

1| Kurjer Poznański Nr. 262 z dnia 14. 11. 1918.
2)Kurjer Poznański Nr. 265 z dnia 17. 11. 1918.
3)Kurjer Poznański Nr. 269 z dnia 23. 11. 1918.

(Ciąg dalszy nastąpi)

 41

 1934-014-1-41Nakaz ten wydany został dlatego, aby ujednolicić wszystkich żołnierzy i aby zapobiec jakimkolwiek niepokojom, któreby mogły powstać przy gwałtownem usuwaniu odznak wojskowych. Usunięcie odznak nie stanowi nic niehonorowego, ale służyło jedynie jako zewnętrzny symbol, że autokratyczna siła militaryzmu pruskiego została skruszona. Pozatem uwidaczniał temsamem każdy towarzysz broni na zewnątrz, że solidaryzuje się z nowym ruchem i podporządkowuje się rozporządzeniom Rady Żołnierzy1).
Kościańska Rada Żołnierzy kooptowała do swego grona pięciu żołnierzy Polaków i wstąpili do niej : Hipolit Brzeziński, Władysław Serdecki, Feliks Makowski, Edward Maj i Michał Kamiński2).
Dnia 12 listopada 1918 r. utworzono w Kościanie w porozumieniu z komitetem wyborczym tymczasową Radę Ludową na miasto i powiat. Do tymczasowej reprezentacji ogólnej zostali powołani Polacy : Sciesiński, Mizgalski, redaktor Wolski, Wróblewski, Nowak i Korbik oraz Niemcy i Żydzi: Citron, Russak i Vogel3).

Kostrzyn. Do Kostrzyna doszła wieść o niemieckim ruchu rewolucyjnym przez zdezertowanych wzgl. zurlopowanych z wojska pruskiego żołnierzy. Ruch ten objawił się przedewszystkiem w postaci nachodzenia sklepów kupców kostrzyńskich przez te zdezorganizowane i z pod rygoru wojskowego wypuszczone jednostki, co doprowadziło do poważnych wykroczeń.
Aby zapobiec ekscesom dalszem zwołał Antoni Markiewicz i Józef Mąkowski z Kostrzyna oraz Józef Wadyński z Andrzejewa ogólne zebranie na Rynku, gdzie utworzono Straż Obywatelską, składającą się z 80 ludzi, którzy mieli bronić mienia obywateli i pełnić straż bezpieczeństwa.
Na dzień 12 listopada zwołano zebranie konstytucyjne celem utworzenia Rady Żołniersko-Obywatelsko-Robotniczej, w skład której weszli : Wacław Biskupski, Józef Nowak, Marcin Majonka, Piotr Staśkiewicz, Józef Nowicki, Józef Mąkowski, Ludwik Miklaszewski, Antoni Markiewicz, wszyscy z Kostrzyna i Józef Wadyński z Andrzejewa. Do Zarządu Rady zostali wybrani: Józef Mąkowski jako przewodniczący, Antoni Markiewicz jako jego zastępca, Józef Wadyński jako sekretarz, Wacław Biskupski jako jego zastępca.
Burmistrz Marx był również obecny na tem zebraniu i oświadczył, że podporządkowuje się władzę utworzonej Rady.
Komendę nad Strażą Obywatelską objął Walenty Rubiś. Do meldowania żołnierzy postanowiono zawezwać Narcyza Dynkowskiego i Menzego.
Na zebraniu, jakie się odbyło dnia 16 listopada 1918 postanowiono ukompletować Radę, którą nazwano odtąd Robotniczo-Żołnierską i dobrano do niej jako zastępców robotników, Ks. Białego i Ludwika Cellobra, zaś do Rady Żołnierskiej weszli Ludwik Świerkowski, Stanisław Luberski, Narcyz Dynkowski i Friedrich Osterraeyer. Jako zastępcę przewodniczącego obrano Józefa Wadyńskiego, a na jego miejsce jako sekretarza Narcyza Dynkowskiego.
Rada Robotników i Żołnierzy zajęła się przedewszystkiem zapewnieniem ładu i porządku w mieście oraz sprawą doztarczenia węgla dla elektrowni i dla ludności miejskiej. Taksamo wyłoniono komisję, która zajęła się sprawami mleczarni Niemca Wolffa, który traktował biedniejszą ludność polską wprost nieludzko.
Z polecenia Ludwika Miklaszewskiego urządzono przy biurze Rady Robotników i Żołnierzy Wydział dla wskazywania pracy dla żołnierzy, będących bez zatrudnienia.
Rada Robotników i Żołnierzy wyznaczyła na zebraniu, które się odbyło 30 listopada 1918 Antoniego Markiewicza jako kontrolera przy Magistracie na miejsce Józefa Mąkowskiego, który urząd ten złożył.
Pozatem postanowiono dla ułatwienia przewodniczącemu załatwienia wszystkich innych spraw utworzyć wydziały, które podzielono następująco:
Wydział komunikacyjny (kolej i poczta) Antoni Markiewicz, Ludwik Cellober. Wacław Biskupski i Ludwik Świerkowski.
Wydział żywnościowy : Józef Wadyński i Walenty Rubiś (jako doradca Woszak).
Wydział administracyjny (biuro burmistrza) Antoni Markiewicz, w zastępstwie Ludwik Cellober.
Wydział pracy : Ludwik Miklaszewski i Ludwik Cellober.
Wydział wojskowy : Wacław Biskupski, Narcyz Dynkwski, Józef Wadyński, Ludwik Świerkowski.
Wydział policyjny : Wacław Biskupski, Narcyz Dynkowski i Walenty Rubiś.
Wydział szkolny ks. prob. Fischbach i ks. Biały1).

1] Posener Tageblatt Nr. 535, z dnia 14. 11. 1918.
2] Kurjer Poznański Nr 264 z dnia 16. 11. 1918.
3] Kurjer Poznański Nr. 263 z dnia 15. 11. 1918.

1] Dr. Rządkowski, Historja Powstania Wlkp. w powiecie średzkim. Rękopis str. 86 i następne.

 42

 1934-018-1-42Koźmin. Koźmińska Rada Robotników i Żołnierzy ukonstytuowała się dnia 12 listopada 1918 łącząc się jednocześnie z Komitetem Obywatelskim. Rada Robotników składała się z 13 Polaków i 1 Niemca, zaś Rada Żołnierzy z 4 Polaków i 1 Niemca. Wszystkie urzędy zostały zajęte przez Radę, która wydała odnośne odezwy. Wojsko broniące ludność, przejęło miasto na swój etat. Z ramienia Rady Robotników i Żołnierzy zorganizowano również miasteczka Borek i Pogorzelę, a w powiecie krotoszyńskim Dobrzycę i Kobylin. Równocześnie została zorganizowana milicja miejska, a w szkołach rozpoczęto naukę w języku polskim1).
Landrat koźmiński, poddając się pod władzę Rady Robotników i Żołnierzy oświadczył, że ubolewa nad krzywdami, wyrządzonemi dotychczas ludności polskiej.
Prezesem Rady Robotników i Żołnierzy, który pełni, zarazem funkcje prezesa miasta, obrany został Witold Wieczerski. Kompetencje Rady sięgały bardzo daleko2).
Opisując utworzenie się Rady Robotników i Żołnierzy w Koźminie, zaopatrzyła „Koschminer Zeitung“ uwagi te w smętne refleksje. Czytamy tam p. i. „Jak wszędzie w Rzeszy utworzyła się i w naszem miasteczku Rada Robotników i Żołnierzy, jednak w jaki sposób się to stało, o tem Bogowie raczą wiedzieć. Garnizonu nie mamy, a nasza siła zbrojna składa się właściwie tylko z żołnierzy, którzy wrócili do swych rodzin. Wystarcza jednak, że Rada istnieje i spodziewajmy się od niej najlepszego3).

Krobia p. Gostyń.

Krotoszyn. W Krotoszynie utworzyła się Rada Robotników i Żołnierzy, do której należało 10 Niemców i 5 Polaków dnia 11 listopada 1918. Ogłosiła ona w „Orędowniku Powiatowym” odezwę w polskim i niemieckim języku, wzywającą do spokoju i porządku, oraz do pogrzebania dawnych kłótni i niesnasek narodowościowych. Odezwa głosiła dalej, że pytanie, czy Krotoszyn i ziemia krotoszyńska będą należeć do Polski, czy do Niemiec, rozstrzygać będzie jedynie i wyłącznie kongres pokojowy4).
Ważki w następstwa przewrót nastąpił w Krotoszynie bez żadnych wykroczeń, dzięki przezornem rozporządzeniom Rady Żołnierzy. Dnia 11 listopada demonstrowali żołnierze spokojnie w mniejszych i większych grupach po ulicach Krotoszyna, do których przyłączyło się wielu ciekawych, przeważnie niedorostków i dzieci. Do zakłócenia spokoju nie doszło jednak nigdzie. A gdy o godzinie 6-tej wieczorem rozplakatowano po mieście odezwę Rady Żołnierzy obok odezwy nowego kanclerza Rzeszy, która zwracając się do wszystkich urzędów, wzywa je do prawidłowego załatwiania ich spraw oraz o zachowanie spokoju, i gdy się ukazały na ulicach patrole Rady Żołnierzy zaopatrzone w opaski na ramieniu, rozeszli się wszyscy spokojnie do domów1).

Kruszwica p. Inowrocław.

Leszno. W Lesznie nastąpił przewrót rewolucyjny spokojnie i bez jakichkolwiek niepożądanych wstrząsów. Dnia 10 listopada 1918 w południe udała się delegacja żołnierzy do zastępcy komendanta oddziału zapasowego, kapitana Hochstätter’a aby go zawiadomić o utworzeniu się Rady Żołnierzy. Otrzymała ona od niego wiadomość, że nie ma nic przeciwko temu, prosił on ją tylko, aby się starała zachować ład i spokój. Na dziedzińcu koszarowym odbyły się zebrania, na których wybrano mężów zaufania. Tegoż samego dnia o godzinie 4-tej po południu odbyło się tamże ogólne zebranie żołnierzy, na którem wygłoszono przemowy i obrano Radę Żołnierzy, składającą się z 20 osób, z której wyłonił się Wydział Wykonawczy, do którego weszło 5 członków wspomnianej Rady. W Wydziale zasiadało również 2 Polaków i to restaurator Górecki i robotnik Matuszewski2).
Powzięto na zebraniu tem rezolucję rozdzielono w formie ulotek pomiędzy obecnych. Do Rady Żołnierzy przybyli landrat von Kardoff, radny miejski radca sprawiedliwości Roll oraz budowniczy rejencyjny Kriesel — ostatni z Urzędu Drogowego Kolei Żelaznej — z wnioskiem, aby w obecnych stosunkach nie tworzyć Rady Robotników, do czego Rada Żołnierzy się przychyliła. Wszystkie urzędy pracowały samodzielnie jak przedtem, a obwieszczenia urzędowe postanowiono publikować w języku polskim i niemieckim3).
W dniach następnych utworzono jednak leszczyńską Radę Robotników, która dnia 18 listopada wspólnie z Radą Żołnierzy rozpatrywała sprawę, czy należy się podporządkować Radzie Robotników w Poznaniu. Uchwalono aby odczekać, aż do czasu, gdy się wykaże, czy Rada poznańska podporządkowała się Centralnej Radzie Robotników i Żołnierzy w Berlinie4).

1)        Kurjer Poznański Nr. 270 * dnia 24. 11. 1918.
2)        Kurjer Poznański Nr. 265 z dnia 12. 11. 1918.
3)       Posener Tageblatt Nr. 146 z dnia 31. II. 1918.
4)       Kurjer Poznuńiki Nr. 270 z dnia 24. 11. 1918.

1)       Posener Tageblatt Nr. 537 z dnia 15. 11. 1911.
2)       Kurjer Poznański Nr. 263 z dnia 15. U. 1918.
3)       Posener Tageblatt Nr. 532 z dnia 12. 11. 1918.
4)       Posener Tageblatt Nr. 545 z dnia 20. 11. 1918.

43-1

 1934-026-1-43-1Lubawa. Socjalno polityczny przewrót w Lubawie rozpoczął się plondrowaniem szeregu sklepów. Pod kierownictwem pewnego marynarza i pewnego kaprala utworzył się pochód, do którego przyłączyło się około 200 osób, przeważnie wyrostków. Obrabowano kilka sklepów konfekcyjnych, kolonjalnych i tytoniowych, wyrządzając poważne szkody. Po południu tegoż samego dnia, 12 listopada, przybyły z Iławy dwa samochody ciężarowe, na których znajdowało się około 50 żołnierzy oraz jeden karabin maszynowy, którzy zaprowadzili w krótkim czasie porządek, nie dopuszczając do rozlewu krwi. Zaaresztowano pięciu prowodyrów, pomiędzy nimi 3 osoby cywilne. Marynarz zdołał jednak umknąć. Tegoż samego dnia utworzyła się jednak również i w Lubawie Rada Żołnierzy1) oraz Straż Obywatelska. Do ostatniej należeli Dr. Rzepnikowski, ks. dziekan Kasyna, poseł Kurzętkowski, burmistrz Kude, Jan Czajkowski, Markus i Zeep. Zadaniem straży było chronić mienie obywateli od rabunku i wszyscy obywatele mieli się do niej zapisywać2).

Międzyrzec. [Międzyrzecz] W Międzyrzecu ukonstytuowała się Rada Żołnierzy dnia 10 listopada 1918 r. wydając następującą odezwę3):

Soklaten und Bürger von Meseritz !
Der Soldatenrat ist heute in Meseritz  konstituiert worden. Er hat sich zur Aufgabe gesetzt, in Verbindung mit den Zivilbehörden die Ruhe und Ordnung in   Stadt aufrecht zu erhalten. Sämtliche  öffentlicheu Gebäude sind militärisch besetzt. Die Mitglieder des Soldatenrates  sind kenntlich gemacht durch weisse Armbinde. lhren Anordnungen sowie den   Anordnungen der durch sie ausgestellten  Posten und Patronillen ist Folgę zu leisten.
Der Soldatenrat der Stadt Meseritz.
Als Bevollmächtigter ;    Oberleutn. der R. Holzmann.
Yorstehenden Aufruf schlisse ich mich an.
Schlütor Bürgermeister.

Żołnierze i Obywatele Międzyrzeczu !
W Międzyrzeczu ukonstytuowała się dziś Rada Żołnierzy. Postawiła ona sobie jako zadanie zachować w łączności z władzami cywilnemi spokój i porządek w mieście. Wszystkie budynki społeczne obsadzone są wojskiem. Członkowie Rady Żołnierzy noszą białe opaski na ramieniu. Rozporządzeniom ich, jako tęż rozporządzeniom posterunków i patroli należy się bezwzględny posłuch.
Rada Żołnierzy miasta Międzyrzecza.
Jako pełnomocnik : Poruczn. rez. Holzraann.
Przyłączam się do powyższej odezwy: Schlüter Burmistrz.

Z powyższej odezwy wynika, że Rada Żołnierzy nie wyłoniła się jak w innych miejscowościach, z szeregowych, ale że pełnomocnikiem jej był porucznik, jej charakter cechowały zaś białe opaski na ramieniu,   a nie rewolucyjne, czerwone.
Pozatem uchwaliła Rada Żołnierzy rozbrojenie wszystkich osób wojskowych oraz kontrolę administracji miejskiej, Kasy Oszczędności, poczty, towarzystw zakupa „Rolnika”, młynów, gazowni i mleczarni. Uchwalono dalej, aby wspólnie z policją i żandarmerją dotychczas istniejącą, wykonywać i nadal ochronę mienia i bezpieczeństwu publicznego obywateli, zastrzegając sobie w wypadku rozruchów utworzenia Straży Obywatelskiej1).
Pomimo wszystko dojść musiało w Międzyrzecu do karygodnych wybryków żołnierzy, bo 15 listopada ogłosiła Rada Żołnierzy, że zbrodnie przeciwko własności osobistej i bezpieczeństwa publicznemu karać będzie natychmiastowem rozstrzelaniem, wydając odezwę następującej treści2) :

Des Soldatenrat wendet sieli nochmals an die Besonnenheit der Bevölkerung und gibt folgenden Beschluss bekannt: Plündern, Rauben, Einbruch,  grobe Eingriffe auf die persönliche Sieherheit eines jeden Bürgers werden mit sofortiger Erschiessung bestraft.

Rada Żołnierzy zwraca się ponownie do rozwagi ludności i ogłasza następującą uchwałę: plondrowanie, rabunek, włamania i ordynarne zamachy na bezpieczeństwo osobiste poszczególnych obywateli zostanie ukarane natychmiastowem rozstrzelaniem.

Rada Robotników w Międzyrzeczu została utworzona przy licznym udziale publiczności dopiero 17 listopada po południu. Należeli do niej z grupy 1-szej: elektrotechnik Becher i inspektor ruchu Meiner, z grupy 2-giej czyściciele wagonów Nowak i Schwitz, z grupy 3-ciej mistrz stolarski Wegner i poler mularski Gregor, z grupy 4-tej dozorca cmentarza Paasch i woźnica przewozowy Br. Schulz, z grupy 5-tej kupiec kierownik Goetzsch i robotnik pomocniczy Rodewald, z grupy 7-mej rektor Heuschel i inżynier ruchu Scharre. Przewodniczącym Rady Robotników był burmistrz Schlüter3).

Miejska Górka. Tu założona została Rada Robotników i Żołnierzy dnia 12 listopada 1918 na który to dzień zapowiedział przewodniczący Rady miasta Rawicza, sierżant Niederling (z zawodu drukarz) swe przybycie, celem objęcia rządów Miejskiej Górki pod władzę Rad. Władza miejska zwołała zebranie na godzinę 4 tą, ale już o godzinie 2-giej wymieniony wyżej delegat z kilkunastu żołnierzami i dwoma karabinami maszynowemi, wstępując do cukrowni, gdzie spowodował zatrzymanie robót, ażeby wszyscy robotnicy mogli wziąść udział w zebraniu.

1) Posener Tageblatt Nr. 642 z dnia 18. 11. 191 8.
2) Kurjer Poznański Nr. 263 z dna 15. 11. 1918.
3) Posener Tageblatt Nr. 533 z dnia 13. 11- 1918.

1) Pesener Tageblatt Nr. 543 z dnia 22. 11. 1918.
2) Posener Tageblatt Nr. 54[?] z dnia 17. 11. 1918.
3) Posener Tageblatt Nr. 548 z dnia 22. 11. 1918.

 43-2

 1934-054-1-43-2Na czas oznaczony zatłoczyła się sala, która od ostatniej wieczornicy była jeszcze przybrana w chorągiewki o polskich barwach narodowych — oraz przyległe ubikacje publicznością. Niederling wyłuszczał w półtoragodzinnej mowie cel zebrania, zyskując poklask słuchaczy, jednakowoż ile razy zapuszczał się w dziedzinę socjalizmu, zainteresowanie ustawało i nie budziło już tej samej sympatji.
Drugim mówcą był ks. administrator K. Dedaczyński, nawołując do spokoju i rozwagi. Rezultatem zebrania był wybór 13 osób do Rady Robotników i Żołnierzy, składającej się z osób wojskowych będących na urlopie oraz   z obywatelstwa1). Z Polaków weszli w skład tej Rady p. i. : ks. Dadaczyński, Szymańska, rendantka Banku Ludowego oraz kilku działaczy społecznych, razem 11 Polaków i 2 Niemców. Ostatni zasiadali w Radzie Żołnierzy. Zebranie, w którem uczestniczyła więcej niż połowa kobiet, odbyło się wzorowo i zakończyło się odśpiewaniem jednej zwrotki „Boże coś Polskę“…
Dnia 13 listopada obradowała Rada Robotników i Żołnierzy, — której przewodniczącym został obrany W. Brzoskwiniewicz — nad najpilniejszemi sprawami. Utworzono cztery komisje dla kontroli czterech urzędów miejscowych. Ogłoszono dalej równouprawnienie języka polskiego w urzędach i szkole, rozpoczynając w szkole katolickiej natychmiast naukę polskiego pisania, czytania itd. Powzięto także kilka innych uchwał p.i. w sprawie dalszego wypłacania rent i zapomóg wojskowych, które uskuteczniać się miało ewentualnie z funduszy miejskich oraz w sprawie podwyższenia płac dla kobiet zarobkujących w zakładach przemysłowych.
W końcu usunięto dotychczasowe pruskie i niemieckie godła państwowe, poczem ogłosił policjant — pierwszy raz znowu po 20 latach w języku polsk. — urzędowo skład Rady Robotników, wzgl. Ludowej i Żołnierzy. Na Ratuszu i kościele wywieszono czerwone sztandary.1)

Mogilno. W Mogilnie utworzyła się dnia 12 listopada 1918 Narodowa Rada Ludowa, która ogłosiła w Orędowniku powiatowym w języku polskim zwołanie wieca na dzień 17 listopada.2)
(Szczegóły dotyczące Rady Robotników i Żołnierzy wyszczególnione p. Inowrocław).

Mysłowice. Jako ilustracja, w jaki sposób tworzyły się pogłoski o rzekomych napadach legjonistów na terytorium niemieckie, posłużyć może korespondencja, jaka zamieściła „Schlesische Zeitung” z dnia 12 listopada 1918. Czytamy tamże, że dnia 11 listopada 1918 wieczorem wzmocniono wojskową ochronę granicy tzw. Grenzschutz“, ponieważ obawiano się inwazji polskiego wojska. W kongresowej bowiem miejscowości granicznej Modrzejów pod Mysłowicami został tamże stacjonowany odwach niemiecki w sile 8 ludzi zastąpiony oddziałem legjonistów przybyłych w sile 18 ludzi z Sosnówca, którzy go zmusił do odwrotu przez most graniczny na stronę niemiecką. Niemieccy żołnierze zamierzali zabrać z sobą broń, amunicję i przedmioty użytkowe1), czemu zapobiegli ze skutkiem legjoniści i odcięli Niemcom odwrót.
Dopiero gdy ostatni skierowali na legjonistów karabin maszynowy, pozwolono im opuścić teren polski. Ruch na moście z Polski do Niemiec pod Modrzejowem został we wtorek dnia 12 listopada 1918 wstrzymany.
W Mysłowicach zachowała się ludność spokojnie, a niepokojące wieści, tamże rozpowszechniane nie odpowiadały faktem, pisze „Posener Tageblatt*2).

Nakło. I tu została założona Rada Robotników i Żołnierzy zaraz w pierwszych dniach rewolucji niemieckiej, bo na zebraniu Rady, jakie się odbyło dnia 15 listopada 1918 przemawiali „towarzysze” Schmidt z Nakła oraz Arndt z Piły jako też landrat, którzy przestrzegali ludzi o „gorących głowach” przed wszelkiemi czynami, przeciwko nowemu rządowi. Proboszcz, ks. Mleczyński wzywał w języku polskim zebranych do zachowania spokoju i porządku, a burmistrz, Dr. Dittrich oznajmił zebranym, że założoną została Straż Obywatelska. Nie wolno się było zbierać na ulicach, a po godzinie 8-mej wieczorem zakazano osobom młodocianem wogóle pobytu na nich. Pozatem zakazano wszelkiego handlu pokątnego3).

Nowytomyśl. W Nowymtomyślu ukonstytuowała aię Rada Żołnierzy dnia 11 listopada 1918 r., która opublikowała następującą odezwę:4)
„Zur Aurechterkaltung der Rube und Ordnung unter den Soldatem und Bür- gern, bat sich in Neutomischel ein Sol- datenrat im Sinne der neuen Regierung gebildet. Den Anordnungen der Organe des Soldatenrates ist bedigungslos Folges zu leisten. Sie haben Befehl rücksichts- los von der Waffe Gebrauch zu machen.
Jeder gehe ruhig seiner Beschäftigung nach!”

 „Celem utrzymania spokoju i porząd­ku pomiędzy żołnierzami i obywatelstwem została w Nowymtomyślu utworzona Ra­da Robotników i Żołnierzy podług wy­tycznych nowego rządu. Organom -Rady Żołnierzy należy się bezwzględne podpo­rządkować, bo mają oni rozkaz użycia broni. Niechaj każdy obywatel wykonu­je spokojnie swoje dotychczasowe zajęcia!”

1) Kurjer Poznański Nr 265 z dola 17. 11. 1918.
2) Kurjer Poznański Nr. 264 z dola II. 11, 1913.

 1)       Jakie przedmioty to były, mi mówi notatka, ale napewno rzeczy zagrabione z Polski.
2)       Posener Tageblatt Nr. 537 z dnia 15. 11. 1918.
3)       Posener Tageblait Nr. 541 z dnia 19. 11. 1918.
4)       Pesener Tageblatt Nr. 539 z dnia 16. 11.1918.

 44

 1934-058-1-44Odolanów. W Odolanowie odbył się dnia 12 listopada 1918 r. wiec, na który przybyli z Ostrowa Dr. Dubiski i Świtała jako przedstawiciele ostrowskiej Rady Żołnierzy. Obydwaj przemówili w gorących słowach do licznie zebranej na sali niemieckiego ,Vereinshaus’u“ ludności, poczem utworzyła się Rada Żołnierzy oraz Powiatowa Rada Ludowa. Zadaniem pierwszej było utrzymanie ładu i porządku, a druga objęła władze cywilne i wojskowe1).

Olsztyn. Dnia 10 listopada 1918 r. utworzyła się w Olsztynie Rada Robotników i Żołnierzy, której podlegało również Dowództwo Korpusu. Rzeźnia Miejska oraz wszystkie składnice żywności obsadzone zostały wojskiem. Polacy otrzymali na razie w Radzie dwóch przedstawicieli a byli nimi redaktor „Gazety Olsztyńskiej” Stanisław Nowakowski oraz młynarz Bogusławski2). Rada zapewniła obywatelom ich własność prywatną i zagroziła, że rabunki będzie karała sądem doraźnym3).
W Olsztynie istniały jednak jeszcze wielkie wpływy starego rządu, o czem świadczy oświadczenie, zamieszczone w „Gaz. Olsztyńskiej”4).

„Przekonawszy się dostatecznie, iż miejscowa Rada Robotnicza celów swych w zupełności nie jest świadoma i że zasiadają w niej ludzie bez mandatu, dalej, że większość zajmuje wobec nas Polaków stanowisko nieprzyjazne, wczoraj nad wieczorem z Rady Robotniczej wystąpiłem”.
Olsztyn, dnia 11 listopada 1913 r.
(—) Stanisław Nowakowski.

Opalenica. Dnia 13 listopada przed południem przybyła z Grodziska deputacja Rady Żołnierzy samochodem i kilku powózkami wraz z czerwoną chorągwią i karabinem maszynowym. Nasamprzód zajęto dworzec i pocztę a następnie ratusz. Wszędzie poodbierano broń i ustawiono na straży tymczasową komisję. Urzędnicy magistratu sprawowali nadal swe obowiązki, a żandarmi chodzili w służbie w cywilnem ubraniu. Polacy opaleniccy połączyli się chętnie z Radą Robotników i Żołnierzy, a polscy wojacy strącili z wojennego pomnika przed ratuszem orła pruskiego.
Zastępcą landrata grodziskiego został zamianowany St. Niegolewski z Niegolewa5).

1)         Kurjer Poznański Nr. 206 z dnia 19. 11. 1918.
2)       Dziennik Poznański Nr. 263 z dnia 12. U. 1918.
3)Posener Tageblatł 535 z dnia 14. 11. 1918.
4)Kurjer Poznański Nr. 261 z dnia 13. 11. 1913.
5)       Kurjer Poznański Nr. 468 z dnia 15. 11. 1918.

Dalsze szczegóły p. Grodzisk.

Ostroróg. W pierwszych dniach po przewrocie rewolucyjnym utworzono w Ostrorogu Radę Ludową, której przewodniczył ks. dziek. Dr. Sypniewski. Dotychczasowy burmistrz został usunięty, a na miejsce jego wybrany Maćkowiak. Pozatem utworzono też Straż Obywatelską. Dnia 17 listopada 1918 odbył się w Ostrorogu wiec, na którym przemawiali Powidzki z Poznania i Cybulski z Lipnicy. W mieście panował zupełny spokój1).

Ostrów. W Ostrowie przyłączyła się cała załoga do ruchu rewolucyjnego dnia 10 listopada 1918 o godzinie 8-mej wieczorem i utworzyła Radę Ludową. Przewrót miał przebieg zupełnie bezkrwawy i spokojny3). Równocześnie odbył się w ten sam dzień — w niedzielę — wiec polskich żołnierzy i obywateli miasta Ostrowa, na którym wybrano tymczasowy komitet, jaki przedłożył niemieckiej Radzie Robotników i Żołnierzy żądania polskie, przyczem wszystko odbyło się w największym spokoju9).
Na skutek tych zabiegów oddano polskiej Radzie Robotników i Żołnierzy dnia 11 listopada po południu stare koszary imienia Moltke’go. (Podług innej wersji nastąpiło to dopiero we wtorek, dnia 12 listopada 1918 r. po południu, przyczem dnia 13 listopada zostały porozstawiane posterunki polskie przy wszystkich urzędach4) W koszarach zgromadziły się mniejwięcej trzy kompanje ochotników polskich, którzy podjęli pełnienie służby bezpieczeństwa na ulicach, co obywatele uznali z zadowoleniem, ponieważ zachodziły wypadki rabunków5). Później w dniach następnych, przyjęło wojsko to nazwę 1-go pułku piechoty Wojsk Polskich, a liczba ochotników osiągnęła około 1000 ludzi.
Komendantem wojska tego był porucznik legjonista Modrzejewski, a jego adjutantem Wł. Lewandowski. Niemcy widząc w tym samorzutnym objawie konsolidacji sił polskich grożące im niebezpieczeństwo, zamierzali oddział ten rozbroić, do czego jednak nie doszło6).
W środę, dnia 13 listopada 1918 zebrał się tymczasowy Komitet i wyłonił z siebie Powiatową Radę Ludową, składającą się z 40 członków. Po okolicznych wsiach tworzyły się Rady Włościańskie. Z polecenia Rady Ludowej wykonywał kontrolę w magistracie Stefan Rowiński, a w landraturze Wojciech Lipski z Lewkowa7).

 1) Kurjer Poznański Nr. 270 z dnia 24. 11. 1918.
2)       Dziennik Peznański Nr. 279 z dnia 11. 11. 1918 i Posener Tageblatt Nr. 531 z dnia 12. 11. 1918.
3)       Kurjer Poznański Nr. 262 z dnia 14. 11 1918.
4) Kurjer Poznański Nr. 26 z dnia 13. 11. 1918.
5)Dziennik Poznański pg. „Posener Ztg.“ Nr. 2b5 z dnia 17. 11. 1918.
6) Kurjer Poznański Nr. 265 z dnia 17. 11. 1918 i Posener Tageblatt Nr. 558 z dnia 26. 11. 1918.
7)Kurjer Poznański Nr. 261 z dnia 13. 11. 1918.

(Ciąg dalszy nastąpi)

 45

 1934-062-1-45Niemcy, zaskoczeni organizacją polską — bo prócz Rady Żołnierzy wówczas innej organizacji nie posiadali — zwołali również zebranie na ten sam dzień, aby utworzyć wydział Robotniczo-obywatelski.
Zebranie to zorganizował dla wszystkich warstw obywateli niemieckich miasta Ostrowa burmistrz Bessert na godzinę 6-tą wieczorem. Odbyło się ono na sali posiedzeń Rady Miejskiej w Ratuszu, a uchwalono na niem po ożywionej dyskusji utworzenie Wydziału, w którego skład wchodziło 10 obywateli i urzędników oraz 15 robotników i urzędników niższych — naturalnie Niemców. Przewodniczącym wydziału tego został sekretarz związkowy Koster, a jego zastępcą budowniczy rejencyjny Falken. Zadaniem wydziału było opracowanie wszystkich ważniejszych spraw wspólnie z polską Radą Ludową oraz Radą Miejską i Żołnierzy, oraz staranie się o ład i bezpieczeństwo1). Niemcy w Ostrowie byli w każdym razie zaskoczenie takim rozwojem rzeczy, bo twierdzili że:
„Polacy byli już od dłuższego czasu na przewrót przygotowani2).”
Po utworzeniu się w Ostrowie polskiej Rady Żołnierzy, udzielała tu wszystkim żołnierzom Niemcom urlopów, aby wyjeżdżali z miasta. Za to wyłonił się natychmiast polski Komitet, który zakładał w mieście biura werbunkowe tak, że w ciągu jednego dnia zapisało się do wojska polskiego przeszło 1000 ludzi, który otrzymywali wikt w katolickim domu związkowym. Polscy właściciele majątków dostarczali na ten cel bydło i nierogaciznę, wstrzymując dostawy obowiązkowe dla rządu niemieckiego. Odwachy na dworcach zostały obsadzone przez Polaków, a po mieście patrolowały również posterunki polskie z nasadzonym na karabin bagnetem, udekorowane polskiemi barwami. Dalej twierdził korespondent wspomnianego pisma, że „niemieccy żołnierze, udający się do swych stron rodzinnych zostali w poczekalniach ograbieni z butów i płaszczy. Polacy cieszyli się z niekrwawego zwycięstwa” — czytamy dalej z korespondencji — ale wtenczas przebudziła się niemiecka energja i zdziałała cuda. Niemiecka Rada Żołnierzy, która się w międzyczasie utworzyła — aczkolwiek nielegalnie — zawiadomiła polski Komitet, że otworzy ogień z karabinów maszynowych na koszary Moltkego w których zakwaterowały się oddziały polskie, gdyby Polacy nie chcieli się poczuwać jako obywatele niemieccy. Niemcy złożyli nawet kontrolera Polaka, przydanego landralowi, : z urzędu.
Kierownik ruchu kolejowego wezwał podległych mu urzędników i zapewnił się o ich lojalności oświadczając że wstrzyma cały ruch kolejowy, gdyby „nadużycia* Polaków nie ustały. Burmistrz zaś oświadczył na zebraniu Rady Miejskiej, że nie zgodzi się na przydzielenie mu kontrolera.
To energiczne wystąpienie Niemców odniosło rzekomo sukces, bo Polacy zastosowali się—jak kłamliwie twierdzi korespondencja — do postulatów niemieckich i podporządkowali się Niemcom1).
Podane przez niemieckiego korespondenta „Schlesische Zeitung” stan rzeczy był jednak grubo przesadzony. Prawdą jest, że w Ostrowie powstały nieporozumienia pomiędzy polską a niemiecką Radą Żołnierzy, co zresztą miało i miejsce w innych garnizonach prowincjonalnych, jak we Wrześni, Inowrocławiu itd, Jak jednak poniżej się dowiemy, pod żadnym względem nie ustąpili Polacy Niemcom, aby przedstawili całą sprawę na prowincjonalnym Zjeździe Delegatów Rad Żołnierzy w Poznaniu, który rozstrzygnął sprawę na korzyść Polaków.

Ostrzeszów. W Ostrzeszowie przeważał tak w Radzie Żołnierzy jak i Robotników żywioł polski. W pierwszej zasiadali 7 Polaków a 2 Niemców a w drugiej 13 Polaków i 2 Niemców2). Dnia 16 listopada ogłosiła ostrzeszowska Rada Żołnierzy odezwę, w której zapewniła, że zebrani na niej żołnierze uchwalili i przyrzekli „dbać o całość własności i życia wszystkich obywateli i postępować jednomyślnie celem utrzymania spokoju i bezpieczeństwa obywateli, tak w mieście jak i w całym powiecie, bez różnicy narodowości i wyznania”3).

Piaski, p. Gostyń.

Piła. Przewrót rewolucyjny w Pile nastąpił dnia 9 listopada 1918. O godzinie 6-tej wieczorem udało się kilku żołnierzy i robotników przed ratusz, gdzie przemawiał nowo obrany radny miejski Stein, nawołując do zachowania spokoju i porządku. Około godziny 10-tej wieczorem odbyły się wybory do Rady Robotników i Żołnierzy, do której należało 6 wojaków oraz 6 robotników. Następnie pomaszerowali żołnierze przy dźwiękach muzyki na Nowy Rynek, poczem obsadzono budynki społeczne wojskiem. Spokoju nigdzie nie zakłócono4).
Dnia 11 listopada zwołała Rada zebranie demonstracyjne, na którem zeszło się wiele publiczności. Nie brakowało też obywateli, którzy przybyli z ciekawości, aby się dowiedzieć o zamierzeniach nowego rządu5).

1)Posener Tageblatt Nr. f>36 z dnia 16. 11. 1918.
2) Posener Tugeblatt Nr. 545 z duła 20. 11. 1918 podług „Schlesische Zeitung”.

1)       PoBener Tageblatt Nr. 545 z dnia 20. 11. 1918.
2)       Kurjer Poznański Nr. 270 z dnia 24. 11. 1918.
3)       Posener Tageblatt Nr. 544 z dria 19. 11. 1918.
4)       Posener Tageblatt Nr. 533 z dnia 13. 11. 1918.
5)       Posener Tageblatt Nr. 537 z dnia 12. 11. 1918.

46

 1934-066-1-46Spokoju nie zakłócono nigdzie, a Rada Robotników i Żołnierzy uległa pewnej reorganizacji. W obozie jeńców w Pile utworzyli jeńcy wojenni również Radę Robotników i Żołnierzy, która współdziałała nad utrzymaniem ładu i spokoju w obozie.1)

Pleszew. Załoga garnizonu pleszewskiego, składająca się z około 800 ludzi, przeważnie Niemców, wybrała dnia 11 listopada 1918 o godz. 4-tej po poł. Radę Żołnierzy składającą się z 15 żołnierzy narodowości niemieckiej, a 4 narodowości polskiej.2) Na ratuszu wywieszono czerwoną chorągiew.3)
Tegoż samego dnia wybrała ludność polska Radę Robotników, składającą się z 20 członków. Nazajutrz zaproponowali Niemcy powiększenie Rady Robotników do liczby 30, w tem mieli ostatni mieć 3 przedstawicieli, a Polacy 22. Polacy zgodzili się na tę propozycję, jednak pod tym warunkiem, że na liście kandydatów nie będą figurowali hakatyści oraz ludzie niesympatyczni ludności polskiej. Wybory uzupełniające zostały dokonane następnego dnia, podczas wielkiego zebrania ludowego.
Tymczasem zebrali się w wielkiej liczbie żołnierze urlopnicy, których przy wyborach do Rady Żołnierzy pominięto i wybrali osobną — polską — Radę Żołnierzy w liczbie 15, samych Polaków. Nieporozumienia, jakie stąd wynikły, zostały rychło usunięte i obie Rady połączyły się w jedną, w której Polacy mieli przewagę. Uchwalono wkrótce potem, aby zasadnicze uchwały zapadały jedynie na wspólnych posiedzeniach Rady Robotników i Żołnierzy.
Celem utrzymania ładu i porządku uchwalono niebawem zorganizowanie milicji z robotników. Komendę nad milicją przejął porucznik artylerji L. Bociański. Pozatem ukonstytuowała się w Pleszewie Rada Ludowa, do której, prócz robotników, należeli przedstawiciele wszystkich stanów.
Na piątek, dnia 15 listopada, zwołano wielki wiec na salę Hotelu ,Wiktorja“. Przebieg wiecu był poważny i podniosły. Prócz tego zorganizowała Rada Robotników szereg wieców dla ludności wiejskiej w powiecie. Komisje, wybrane przez Radę Robotników i Żołnierzy kontrolowały działalność różnych urzędów w landraturze i w magistracie, wyświetlając i wymiatając bezwzględnie różne nadużycia dawniejszych rządów.
Postawa ludności polskiej była spoko
jna i pochwały godna, mimo różnych prowokacji ze strony niemieckiej, do czego zaliczać należało p. i. masowe rozdawanie broni pomiędzy kolonistów, szerzenie pogłosek o grożących rzekomo pogromach, o zbliżaniu się legjonów polskich itp.1)

 Pniewy. W Pniewach zorganizowała się Rada Robotników i Żołnierzy w pierwszych dniach przewrotu. W skład Rady weszło 15 Polaków i 3 Niemców, a wszystkie władze miejscowe poddały się pod jej władzę. Władzy miejskiej i komisarzowi dodano mężów zaufania i zajęto się utworzeniem Straży Obywatelskiej. Celem uspokojenia ludności wydano odezwy, nawołujące do rozwagi i spokoju. Dnia 16 listopada 1918 odbył się wiec ludowy, a następnego dnia wybory Rady Ludowej. Na miasto Pniewy wybrano 2 Polaków i 1 Niemca, a na obwód komisarski 6 Polaków i 2 Niemców.
W mieście podczas przewrotu nigdzie spokoju nie zakłócono.2)

 Pobiedziska. W celu utrzymania spokoju, porządku i bezpieczeństwa publicznego utworzono w Pobiedziskach w środę, dnia 13 listopada, na zebraniu mieszkańców miejscowych Radę Robotniczo-Żołnierską, z współudziałem obywateli. Do Rady tej wybrani zostali radca sprawiedliwości, Szafrański jako przewodniczący, dalej ks. prob. Walich, Waczyński, Wojciech Gąsiorowski, Dutkiewicz, Galas i Ziętek, a ze strony niemieckiej radca Kaphngst, Brühl, Kiwi, Kerlen, Wagner i Lieb. Zaś dnia 15 listopada założoną została Straż Obywatelska, aby zapobiec wybrykom zwolnionych na razie ze służby wojskowej młodych, niedoświadczonych ludzi, którzy od kupców pobiedziskich wymagali wydania im odzieży za bezcen, która winna zostać zachowana dla obywateli miejscowych, znajdujących się na froncie od początku wojny.3)

Pogorzela p. Koźmin.

Poniec. W Poniecu utworzyła się Rada Robotników i Żołnierzy dnia 13 listopada około godz. 10-tej przed południem obejmując władzę nad wszystkiemi urzędami i budynkami urzędowemi, które poddały się nowej władzy bez oporu. Wieczorem tegoż samego dnia odbyło się publiczne zebranie pod przewodnictwem ks. dr. Skrzydlewskiego, na którem obrano Radę Obywatelską.
W zebraniu tem wzięła udział ludność wszystkich narodowości4).
Dalsze szczegóły p. Gostyń.

Rawicz. W Rawiczu urządziła załoga wojskowa w niedzielę, dnia 10 listopada po południu manifestacyjny pochód z orkiestrą i czerwoną
chorągwią na czele w stronę Rynku, gdzie wygłoszono kilka mów i ogłoszono ujęcie rządów miasta w ręce Rady Robotników i Żołnierzy.

1)Posener Tageblatt No. 533 z du. 15. II. 1918.
2)
Kurjer Pozuański No. 268 z da 22. II. 1918.
3)Posener Tageblatt Ne. 537 z dn. 15. II. 1918.

1) Kurjer poznasńki Nr. 268 z d. 32. 11. 1918.
2) Kurjer Poznański Nr. 280 z d. 21. 11. 1918,
3) Kurjer Poznański Nr. 234 z dnia 16. 11. 1018.
4) Kurjer Poznaiskl Nr. 264 z dnia 16. 11. 1918.

 47

 1934-070-1-47Cały przebieg tego przewrotu odbył się spokojnie i bez zaburzeń, a cały powiat oczekiwał w skupieniu chwili decydującej1).
Dwa dni później ogłosili landrat von Gneuther i Dittmar, jako pełnomocnik Rady Robotników i Żołnierzy obwieszczenie, w którem oświadczają, że Rada R. i Ż. pracuje jednomyślnie dla dobra miasta Rawicza i powiatu rawickiego i że wszystkie urzędy powiatowe pozostają nadal w swych czynnościach2).
I w Rawiczu rozpoczęły zaraz w pierwszych dniach po prze­wrocie ciemne’ żywioły swą niecną działalność. Tym przeciwstawiła się jednak bardzo energicznie tamtejsza Rada Żołnierzy i Robotników obwieszczając co następuje :
W jednej z ubiegłych nocy skradziono w tartaku Hei- na i Schneidera cenny pas zapędowy. Przy tropieniu takich przestępstw i zbrodni popierać będzie Rada Żołnierzy organa policyjne w jaknajwydatniejszej mierze. Patrole nocne otrzymały zlecenie, aby zwracały szczególną uwagę na przedsiębiorstwa przemysłowe, magazyny towarowe, banki i budowle, służące ruchowi publicznemu, ażeby ukrócić swawolę żywiołów, stroniących od światła dziennego. Każdy, któremu zostanie dowiedziona kradzież, zostanie ciężko ukarany, a kogo się na kradzieży przychwyci, zostanie zastrzelony.
Taksamo tropić i zwalczać się będzie najenergiczniej pokątny handel. Dowiedzieliśmy się, że szczególnie z naszego powiatu wywozi się mięso, masło, mąkę i inne środki żywnościowe w wielkich ilościach drogą pokątnego handlu. Przeciwko tym osobnikom, którzy wskazani nam zostaną jako zawodowi handlarze pokątni, względnie przeciwko takim, którzy po cenach lichwiarskich sprzedają środki żywnościowe oraz przedmioty codziennego użytku, będziemy postępowali bezwzględnie. Środki żywnościowe wolno sprzedawać, taksamo jak dotychczas, tylko na odnośne znaczki żywnościowe.
Doniesiono nam też, że niektórzy właściciele młynów nie stosują się do istniejących przepisów i przemielają zboże bez kart na przemiał. Zwracamy na to szczególną uwagę, że wszystkie rozporządzenia dotyczące przemiału zboża obowiązują i nadal i że będziemy wspólnie z żandarmerją czuwali nad ich wypełnieniem Pozatem będziemy wymierzali zupełnie inne kary, aniżeli przewidziane za te przestępstwa dotychczasowe bardzo minimalne kary pieniężne.
Taksamo przestrzegamy niedorostków i niedoświadczone dziewczęta, którzy się wałęsają, szczególnie wieczorami po ulicach i sieją swem łobuzerskiem i bezczelnem zachowaniem się zgorszenie, oraz nagabują przechodniów. Zaaresztujemy ich i osadzimy na pewien czas w areszcie w wojskowym domu aresztanckim1).

Rogoźno. W myśl rozporządzeń nowego rządu ludowego utworzyła się w dniu 15 listopada 1918 Rada Robotników i Żołnierzy. W tym celu zebrali się wszyscy znajdujący się na miejscu wojacy, w liczbie około 150 na sali Wieczorka. Przewodniczącym zebrania został obrany mistrz krawiecki Rymarkiewicz, a po wyborze Rady Żołnierzy wybrała ta swój zarząd, do którego należeli: feldwebel Biskupski jako przewodniczący, starszy żołnierz Dyk jako sekretarz a feldwebel Boehm jako ławnik. Rada Żołnierzy uchwaliła natychmiast objęcie kontroli administracji miejskiej, nad kasą oszczędności, pocztą, niemieckiem „Rolnikiem” (Einkaufsverein), „Rolnikiem* polskim, oraz nad młynami, gazownią i mleczarniami. Pozatem uchwalono rozbroić wszystkich żołnierzy i przeprowadzić ochronę mienia i bezpieczeństwa publicznego przy pomocy policji i żandarmerji. Pozatem zastrzegła sobie Rada utworzyć Straż Obywatelską w razie wybuchu zamieszek.
Wieczorem o godzinie 8-mej odbył się w sali Hotelu Centralnego wiec ludowy, na który zebrało się przeszło 1000 osób. Wiec zagaił naczelnik poczty Tantau, a zebrani obrali przewodniczącym tegoż ks. prob. Pomorskiego, który powitał zebranych po polsku i niemiecku, zawiadamiając ich o celu zebrania, tj. o wyborze Rady Robotników. Jako następny przemawiał naczelnik poczty Tantau poczem wybrano Komisję wyborczą dla wyboru Rady Robotników. Następnie wywiązała się bardzo ożywiona dyskusja, dotycząca procedury wyborów, ilości wybranych oraz stosunku liczbowego Polaków do Niemców. Wkońcu zgodzili się zebrani, aby do Rady Robotników wydelegować 15 osób i to 10 Polaków i 5 Niemców. Zebranie zakończył przemówieniem przemysłowiec Kühl, właściciel fabryki maszyn, który oświadczył, że prowadzone przez niego przedsiębiorstwo zaprowadza óśmiogodzinny dzień pracy.
Na wniosek Rady Robotników i Żołnierzy uchwaliła Rada Miejska wyrąb lasku,położonego na drugim brzegu jeziora rogozińskiego.

1) Kurjer Poznański Nr. 263 z dnia 15. 11. 1911.
2) Posener Tagsblatt Nr. 535 z dnia 14. 11. 1918.

1) Posener Tageblatt Nr. 545 z dnia 20 listopada 1918.

        (Ciąg dalszy nastąpi)

 48

 1934-078-1-48Wyręb miano rozpocząć natychmiast, a drewno miały otrzymać po cenach opału z lasów rządowych żony żołnierzy oraz biedniejsza ludność w ilości 1 do 2 m. sześciennych1).

Skwierzyna nad Wartą. W Skwierzynie założoną została Rada Robotników i Żołnierzy za zgodą zastępcy generalnej komendantury V. K. A. w Poznaniu. W innych miejscowościach o pozwolenie takie nikt nie pytał). Wszystkie urzędy powiatu nie zmieniły swego trybu działania. Szczególnie starano się wpłynąć na ludność, aby odstawiała produkty żywnościowe oraz bydło w większej mierze niż dotychczas.
W wydanej odezwie zaręczała Rada Robotników i Żołnierzy w Skwierzynie, że „będzie zastępowała równomiernie interesy tak miasta jak i powiatu i będzie czuwała nad sprawiedliwym podziałem żywności”.
Dalej ogłosiła Rada Rob. i Żoł. w Skwierzynie, że .oficerowie zatrzymują swe naramienniki i szable jako odznakę swych wojskowych stopni, jakie im przysługują w służbie. Ktokolwiek zostanie przychwycony na rabunku lub plondrowaniu podlega najsurowszemu ukaraniu. Plondrowanie kościołów itp. karać się będzie natychmiastowem rozstrzelaniem.
Kokard narodowościowych nosić nie wolno, taksamo nie obowiązuje oddawanie honorów wojskowych przełożonym poza służbą”2).

Starogard. W Starogardzie przeprowadzono przewrót dnia 12 listopada 1918 przy pomocy niedorostków — chłopców i dziewcząt. Szybko utworzona Rada Robotników i Żołnierzy postarała się jednak o to, aby zaprowadzić porządek. Obywatelstwo wybrało w ogólnych wyborach, zainicjonowanych przez władze miejskie, w których brali udział wszyscy mężczyźni i kobiety w wieku ponad 25 lat, Radą mężów zaufania3).

Strzelno. Dnia 11 listopada zarządziła Rada Robotników i Żołnierzy urządzenie dwóch komend dla powiatu Strzelińskiego i to w Strzelnie pod naczelnikiem Komendy Galluss’em, oraz w Kruszwicy, gdzie naczelnikiem Komendy mianowany został Jacobson. Zadaniem Komend tych było utrzymanie ładu i porządkn w powiecie strzelińskim4).
P. też Inowrocław.

1)Posener Tageblatt Nr. 548 z dnia 22. 11. 1918.
2) Posener Tageblatt Nr. 535 z dnia 14.11. 1918.
3)Posener Tageblatt Nr. 537 z dnia 15.11. 1918.
4)Posener Tageblatt Nr. 535 z dnia 14.11. 1918.

Swarzędz. Tu utworzono Radę Robotników i Żołnierzy dnia 13 listopada 1918. W pierwszej zasiadywało 8 Polaków, 3 Niemców, 1 Żyd, w radzie żołnierzy zaś 4 Polaków, 4 Niemców i 1 Żyd. Ściślejszy zarząd tworzyli ks. Janicki, Staniewski oraz Ignacy Mikołajewski. Przewrót odbył się w Swarzędzu w spokoju i porządku1).

Szamotuły. W Szamotułach utworzono Radę Robotników i Żołnierzy dnia 12 listopada 1918. Do Rady Robotników należało na 10 członków 8 Polaków, 1 Niemiec i 1 Żyd, a do Rady Żołnierzy połowa Polaków i połowa Niemców. Po ukonstytuowaniu się Rady ta ostatnia objęła pocztę, kolej i sprawy aprowizacyjne2)
Poza Radą Robotników i Żołnierzy dla miasta samego, utworzyła się taka sama Rada na obwód Komisarjatu szamotulskiego. W tym celu zwołano na dzień 14 listopada 1918 po południu na salę Sunderman’na publiczne zebranie, które zagaił Dr. Ludwik Mycielski z Gałowa, a któremu przewodniczył ks. proboszcz Kaźmierski ze Szamotuł.
Do Rady Robotników zostali wybrani: Ruszczyński, rządca z Myszkowa, Cybulski, rządca z Lipnicy, Rosada, owczarz z Myszkowa, Czechowski, włodarz z Przyborówka, Najderek, włodarz z zamku Szamotulskiego i Franciszek Woszak, włodarz z Jastrowa. Do Rady Żołnierzy należeli: Walenty Czechowski z Przyborówka, Antoni Zimny z Gąsaw, Stanisław Konieczny z Myszkowa i właściciel dóbr rycerskich Hülse z Gąsaw. Rada Robotników i Żołnierzy na obwód Komisarjatu szamotulskiego składała się zatem z 10 Polaków i 1 Niemca.
Wieczorem o godzinie 8-mej odbyło się na tej samej sali zebranie „Sokoła” szamotulskiego. Na zebranie to, któremu przewodniczył prezes „Sokoła” Ciesielczyk z Szamotuł, zgromadziło się około 300 osób, w tej liczbie także liczniejsze grono kobiet. Zapał panował wielki.
Jako nowych członków wstąpiło do „Sokoła” z górą setka osób.
W toku dyskusji wyłonił się projekt powołania do życia Straży Obywatelskiej w Szamotułach, do której zgłosiło się 110 obywateli. Z pośród Niemców i żydów organizowała się również Straż Obywatelska, z którą Polacy, jak również z Radą Robotników i Żołnierzy działać zamierzali wspólnie3).
Dnia 18 listopada powstała w Szamotułach nowa Rada Robotników i Żołnierzy, do której należało 11 Polaków i 5 Niemców. Z pomiędzy Polaków należeli do Zarządu Rady Ciesielczyk, Stanisławski, Schwandtke i A. Rose. Rada ta obsadziła swemi delegatami wszystkie ważniejsze urzędy w powiecie. Landrata kontrolował Dr. Podkomorski, komisarza Ruszczyński ze Szczuczyna, a burmistrza adwokat Wyrzykowski.

1) Kurjer Poznański Nr. 266 z dnia 19. 11. 1918.
2) Kurjer Poznański Nr. 261 z dnia 13. 11. 1918.
3) Kurjer Pezuaiski Nr. 264 z dnia l6. 11. 1918

 49-1

1934-082-1-49-1Pozatem utworzyła się Polska Rada Ludowa, której przewodniczyli prob. Kaźmierski i dr. Mycielskl z Gałowa. Wybory delegatów do Sejmu dzielnicowego odbyły się w niedzielę d. 24 listopada. Rada Robotników i Żołnierzy pracowała w porozumieniu z całym powiatem, w którym panował zupełny spokój1).

Szczypiórno. Załoga jeńców wojennych w Szczypiórnie utworzyła Radę Żołnierzy dnia 10 listopada 1918 w godzinach przedpołudniowych, poczem wypuszczono z więzienia wszystkich aresztantów. Wieczorem o godz. 8,30 został zajęty dworzec w Skalmierzycach, gdzie obsadzono również telefony, landraturę i komisarjat2).

Śmigiel. W Śmiglu utworzyła się powiatowa Rada Ludowa i Żołnierzy dnia 14 listopada 1918 r. obejmując pod swą władzę landraturę i pocztę. W całym powiecie zaprowadzono zaraz polską naukę religji. Landrata kontrolował Speichert, a sekretarz powiatowy został usunięty3).

Śrem. Dnia 12 listopada 1918 odbyło się z ramienia Rady Żołnierzy, założonej poprzedniego dnia, zebranie obywateli na sali hotelu Wiktorja, celem wyboru Rady Robotników, która składała się z 9 członków w tem 7 Polaków, 1 Niemca i 1 Żyda. Dnia 13 listopada wydała Rada Robotników, wspólnie z Radą Żołnierzy odezwę do ludności w języku polskim i niemieckim. Skład członków Rady Robotników i Żołnierzy był następujący : Dr. Matuszewski, Radomski, Pawłowski, Fulst, Abraham, Bergmann, Dombrowski, Just, Kozłowski, Kędzierski, Kwiatkowski, Staszak, Świetlik, Weng, Werner4).

Środa. W Środzie utworzyła się Rada Robotników i Żołnierzy z inicjatywy ks. prob. Mieczysława Meissnera w godzinach przedpołudniowych dnia 11 listopada 1918 r., celem zapewnienia obywatelom bezpieczeństwa i dla zachowania spokoju. Żołnierze, którzy wrócili z frontów walki oraz żołnierze i oficerowie komendy obwodowej utworzyli zarząd z podpułkownikiem niemieckiem Warnberg’iem na czele. Taksamo utworzyła się Rada Robotników do której weszli ks. proboszcz Meissner jako przewodniczący, oraz pp. Jćzef Grabias, Antoni Zalesiński, Stanisław Łuczak, Michał Jackowiak, Franciszek Foltynowicz, Antoni Kujawiński, Troszewski, Michał Galejak, Wincenty Lewandowski oraz Michał Maćkowiak, wszyscy ze Środy. Władze cywilne i wojskowe uznały autorytet tej rady i poddały się jej rozporządzeniom. Członkowie rady żołnierzy nosili czerwone opaski na ramieniu, członkowie Rady Robotników zaś białe, zamianowani zaś urzędnicy policyjni białoczerwone.
Wygląd ulic w Środzie uległ z powodu przewrotu rewolucyjnego poważnej zmianie na skutek przebywających na nich żołnierzy, którzy zdjęli oznaki niemieckie, a nałożli biało-czerwone kokardy. Do zajść poważniejszych nie doszło nigdzie.
Wspomniana wyżej Rada Żołnierzy była parytetyczną a w skład jej wchodzili Polacy i Niemcy w równym stosunku liczebnym, który nie odpowiadał rzeczywistości, bo w ‚Środzie przeważał zawsze żywioł polski. W tej to okoliczności szukać należy inicjatywy pp. Edmunda Bembnistę, Franciszka Machajewskiego i Adama Pankowskiego do zwołania zaraz w następnym dniu ponownego zebrania żołnierzy ze Środy i okolicy, celem utworzenia nowej Rady Żołnierzy, składającej się wyłącznie z Polaków. Zebranie zespół ks. prob. Meissner komunikując, iż żołnierze Polacy, wróciwszy w dniu 11 i 12 listopada z frontów walki domagają się, aby wybrano Radę, składające się wyłącznie z Polaków. Z głosowania przeprowadzonego w myśl tych postulatów weszli do tej nowej, polskiej Rady Żołnierzy : Dr. Alfred Meissner, jako przewodniczący i Feliks Małecki jako sekretarz oraz Edmund Bembnista, Telesfor Bessert, Adam Pankowski, Czesław Radziszewski, Jan Radziejewski, Jan Wachowiak, Franciszek Machajewski, Kazimierz Motławski i Stanisław Susicki jako członkowie. Skład Rady Robotników pozostał niezmieniony.
Wydział Wykonawczy Rady Robotników i Żołnierzy tworzyli ks. prob. Meissner, Dr. Alfred Meissner na którego miejsce wstąpił jednak niebawem Jan Wachowiak i Feliks Małecki.
Rada Robotników i Żołnierzy ogłosiła niebawem odezwę w której obwieściła mieszkańcom miasta i powiatu o swem istnieniu i o tem, że przejmuje obowiązek czuwania nad bezpieczeństwem osób, nad ich własnością oraz dbania o spokój i porządek. Mając prawo wydawania rozporządzeń wezwała Rada Żołnierzy do wypełniania jej zarządzeń, grożąc karami, przewidzianemi za opór władzy. Żołnierzom, ich rodzinom i inwalidom zapewniała dalsze wypłacanie należnych im poborów, zaznaczając przytem, że każdy wojskowy powinien posiadać legitymację wystawioną przez Radę Żołnierzy. Obwieszczenie to zapowiadało dalej, że powiatowa moneta zdawkowa zatrzymuje i nadal swą ważność pozatem nie wolno nikomu bez zapłaty zabierać towarów, kupcom zaś nie wolno ich wydawać bez karty żywnościowej.
Za kradzież, rabunek itp. groziła Rada Żołnierzy surowemi karami, taksamo jak za wszczynanie rozruchów. Wszelką broń i amunicję, znajdującą się w rękach żołnierzy należało oddać bezzwłocznie Radzie Żołnierzy. Broń wolno było nosić tylko członkom Rady oraz Straży Policyjnej.

 1) Kurjer Poznański Nr 271 z dnia 25. 11. 1918.
2) Kurjer Poznański Nr 260 z dnia 12. 11. 1918.
3) Kurjer Poznański Nr 270 z dnia 24. 11. 1918.

4) Kurjer Poznański Nr 565 z dnia 17. 11. 1918.

49-2

 1934-086-1-49-2Tegoż samego dnia, tj. 12 listopada 1918 zwołał średzki Komitet Obywatelski, który był już od maja r. 1918 zakonspirowany zebranie na sali Hüttnerowej, celem ujawnienia się i rozszerzenia wzgl. celem założenia Rady Ludowej. Omawiano na niem sprawy ogólne, dotyczące podtrzymania ładu, porządku i właściwego biegu spraw, przyczem uchwalono następującą rezolucję, ogłoszoną w formie odezwę:

„Rada Ludowa miasta Środy wzywa wszystkich obywateli miasta Środy i okolicy, aby nie brali udziału w możliwych zamieszkach ulicznych. Również wzywa się wszystkich żołnierzy Polaków powiatu średzkiego, aby zachowali spokój i pracowali razem z Radą Robotników i Żołnierzy w Środzie. Nie słuchajcie prowokatorów, tylko zwracajcie się do nas z zaufaniem we wszystkich spawach nagłych i wątpliwych”.
„Wschodzi upragniona dla nas zorza wolności! Okażmy się godnymi tej wielkiej chwili dziejowej! Podajmy sobie dłoń do wspólnej i solidarnej pracy!“
Do Rady Ludowej w Środzie należeli: ks. prob. Meissner, Dr. Stanisław Hempowicz, Kazimierz Piasecki, Władysław Smiśniewicz, Telesfor Schmidt, Dr. Narcyz Liebek, Leonard Szymański, Kazimierz Kubicki, Walenty Radziszewski, Wojciech Małecki, Dr. Ignacy Opieliński, Śmigielski nauczyciel z Kijewa, ks. Ignacy Piotrowski, Ludwik Rogalski, Tadeusz Ziółkowski, Erazm Klerykowski, Ignacy Konarski, Andrzej Derczyński, Zdzisław Bętkowski, Józef Kłosowicz, Dr. Jordan, Wacław Preiss, Stanisław Kizer, Kobylski, sekretarz adwokata Dr. Hempowicza.
Wydział i Biuro Rady Ludowej stanowili: Dr. Liebek jako przewodniczący, Kubicki jako jego zastępca, Małecki jako skarbnik i Kobylski jako sekretarz.
W myśl uchwały wybrano kontrolerów na poszczególne urzędy i placówki życia gospodarczego w następującym składzie personalnym:
Starostwo: Dr. Narcyz Liebek jako kontroler landrata v. Spankeren’a, który zmuszony został przez ks. prob. Meissnera opuścić Środę dnia 16 listopada 1918 roku, a którego zastępował następnie aseror v. Cornberg. Do pomocy Liebekowi zostali przydzieleni Józef Grabias, Stanisław Łuczak, Michał Galejak, Michał Maćkowiak, Antoni Zalesiński.
Sąd: Wincenty Lewandowski jako kontroler sędziego;
Magistrat: Edmund Bembnista, jako kontroler burmistrza;
Poczta: Jan Kowalewski, Jakób Andrzejewski, Jadwiga Aniołówna,
Stefan Namysłowski i Stanisław Ludwicki;
Kolej państwowa: Adam Woźny i Nikodem Dykczak:
Kolej powiatowa: Kazimierz Stoebe;
Komisarjaty Środa Wschód i Zachód: Władysław Paul;
Cukrownia i sprawy aprowizacyjne: Leonard Szymański, Zdzisław Bętkowski, Ignacy Konarski, Józef Grabias i Michał Jackowiak ;
Mleczarnia i wydział mleka i masła : Michał Jackowiak ;
Rozdział węgla: Kazimierz Kubicki i Stanisław Łuczak, Antoni Kujawiński;
Policja i milicja : Ludwik Rogalski i Józef Kłosowicz. Jako milicjanci pełnili służbę: Antoni Pepel, Lewandowski, Józef Kamiński i Piotr Pospieszalski.
Szkoła powszechna: rektorem zamianowany został Józef Mizgajski.
Szkoła wyższa : kuratorem zamianowany został ks. prob. Mieczysław Meissner.
Prowadzenie spraw Wydziału Powiatowego powierzono Kosińskiemu z Koszut1).

Trzemeszno. W Trzemesznie ukonstytuowała się Rada Robotników i Żołnierzy oraz Rada Ludowa dnia 12 listopada 1918.
Do Rady Ludowej wybrano 3 Polaków i 1 Niemca, do Rady Robotników 4 Polaków i 1 Niemca, do Rady Żołnierzy 8 Polaków, 1 Żyda i 1 Niamca. Następnie złożono z urzędu burmistrza ogólnie niecierpianego z powodu szykanowania obywateli i brutalnego wobec ludności. Miejsce jego zajął Hieronim Nowakowski.
Taksamo został złożony z urzędu kierownik szkoły katolickiej, rektor Warser, które to stanowisko przejął nauczyciel Pluciński. Taksamo odebrano kierownictwo trzemeszeńskiej wyższej szkoły żeńskiej, którą prowadziła Niemka Wolff, jako i kierownictwo pensji i oddano je Polce, nauczycielce L. Esnerównie. Z inspektorem szkolnym, Rude’m ugodzono się w ten sposób, że rozpoczęto we wszystkich szkołach i oddziałach jemu podległych wykładać naukę religji po polsku, zaś zaprowadzenie nauki polskiego pisania i czytania miało nastąpić w najkrótszym czasie. Pozatem usunięto wszystkich innych hakatystów ze wpływowych stanowisk2).

Toruń. Rada Robotników i Żołnierzy została w Toruniu założona dnia 10 listopada 1918. Przewrót dokonał się bez przelewu krwi. Rada Robotników i Żołnierzy wydała odezwę, w której ogłosiła, że władza rządowa przeszła w Jej ręce i że należy przedewszystkiem zachować ład i porządek. Dla poparcia utworzono Straż Obywatelską. Kino teatry i inne lokale rozrywkowe zostały aż do odwołania zamknięte, a pobyt na ulicy został zakazany od godz. 6-tej wiecz. aż do 5-tej rano3).

1) Dr. Rządkewski: Powstanie Wielkopolski 1918/19 w Środzie i powiecie średzkim. Rękopis str. 36 ff.
2) Kurjer Poznański Nr. 267 z d 20. 11. 1918.
3)Posener Tageblatt Nr. 533. z d. 12. 11. 1918.

(Ciąg dalszy nastąpi)

 50

1934-090-1-50 Ujście. W Ujściu utworzono Radę Robotników i Żołnierzy dnia 10 listopada 1918 wieczorem. Składała się ona z 20 członków, a ściślejszy jej zarząd tworzyli ks. prob. Gietzel i Mieczysław Kowalski. Spokoju nie zakłócono1).

Wałcz. Przewrót polityczny w Wałczu miał przebieg stosunkowo spokojny. Dnia 11 listopada zdjęli żołnierze naramienniki i kokardy i zaopatrywali się w składach piekarskich w pieczywo, nie oddając za nie znaczków żywnościowych, ale płacąc gotówką. Obywatelstwo zachowało się spokojnie2).

Wągrówiec. W Wągrówcu utworzył się dnia 11 listopada polski oddział Rady Robotników i Żołnierzy. Przed kościołem udzielił ks. proboszcz Wróblewski obu Radom błogosławieństwa, a ks. probosz Nowak z Lechlina wygłosił płomienną mowę patrjotyczną. Następnie wezwała Rada Niemców i Żydów, ażeby wysłali swych delegatów do ogólnej Rady Robotniczej do której miało należeć 12 Polaków, 6 Niemców i Żydów3).
Rada Robotników i Żołnierzy złożyła z urzędu landrata i powołała na jego miejsce adwokata Ewerta. Na miejsce sekretarza miejskiego Brunkla wyznaczony został sekretarz Sachwe. Taksamo usunięty został budowniczy rejencyjny Lehmann4).

Wielichowo. Utworzona w Wielichowie dnia 13 listopada 1918 Rada Robotników i Żołnierzy ustanowiła kontrolerów, celem przeprowadzenia nadzoru nad dotychczasowemi władzami. Kontrolerem burmistrza zamianowany został Bobkiewicz. Pozatem utworzyła się na miejscu Rada Włościańska, której przewodniczył ks. Górski”).

Witkowo. W Witkowie utworzyła się Rada Robotników i Żołnierzy dnia 12 listopada 1918. W zarządzie jej zasiadali jako przewodniczący : Gaworzewski, A. Woźniak i K. Kujath, a jako sekretarz Fr. Świerkowski. Należało do niej 8 Polaków i 2 Niemców. Rada złożyła z urzędu landrata i sekretarza powiatowego, ustanawiając na miejsce landrata N. Mukułowskiego z Kołaczkowa, a na miejsce sekretarza urzędnika bankowego Cieślawskiego. Zastępcą Mukułowskiego zamianowany został ślusarz Stan. Nowicki6). Wydano odezwę w obu językach, nawołującą ludność do spokoju i rozwagi, oraz obsadzono pocztę i kolejkę i objęto aprowizację powiatu. Przewrót odbył się bez wszelkich wstrząsów1).

Wronki. Dnia 12 listopada 1918 nadeszła do Poznania telegraficzna wiadomość, że o godzinie 11 tej przed poł. zamierza publiczność wziąć szturmem więzienie centralne. Poznańska Rada Robotników i Żołnierzy wydelegowała natychmiast oddział uzbrojonych w karabiny maszynowe żołnierzy, składający się z 40 ludzi, aby niedopuścić do rozruchów.
Oddziałem tym dowodził Dr. St. Krzyżankiewicz z Poznania2).
Dr. Krzyżankiewicz, przybywszy samochodem do Wronek, zarządził dla uspokojenia wzburzonej ludności, ażeby robotnicy i rzemieślnicy obrali Radę Robotniczą, a żołnierze Żołnierską, które to Rady miały dbać o spokój i porządek w mieście. Z więzienia centralnego wypuszczono na wolność wszystkich więźniów politycznych oraz usunięto z urzędów miejskich i innych wszystkich znienawidzonych urzędn.
W myśl wezwania delegata, który wydał odezwę w obu językach, wybrano Radę Robotników i Żołnierzy, składającą się z 12 Polaków, 4 Niemców i 1 Żyda. Rada przejąła zarząd miejski, wiejski, więzienie, kolej i pocztę.
Pozatem utworzono milicję z miejscowych żołnierzy, która dzięki dobrej organizacji i sprężystości zaprowadziła ład, spokój i porządek w mieście i okolicy. Taksamo zajęła się Rada zapewnieniem aprowizacji.
Po dokonanym wyborze urządzono pochód manifestacyjny, poczem usunięto symbole, wspominające czasy prześladowań Polaków i tyrancji Hohenzollernów3).

Września. We Wrześni utworzyła się dnia 11 listopada 1918 Rada Żołnierzy, której przewodniczył kapitan niemiecki Dr. Hoppenrath, a do której należało również dwóch Polaków : Aleksy Nawrocki i Bartkowiak.
Aby przeciwstawić się tej Radzie Żołnierskiej postanowiono wybrać Radę Robotniczą, złożoną z Polaków. Do ostatniej wydelegowani zostali: Wojciechowski, Jóźwiak, Winkelmann, Lange, Prądzyński i Jarociński Piotr4).
Pierwsze zebranie wspólne obu Rad odbyło się dnia 11 listopada5)
o godz. 3-ciej po poł. w koszarach 46 pułku piechoty niemieckiej, gdzie powzięto różne uchwały, aby czynność Rady postawić na podwalinach, zastosowanych pod każdym względem do stosunków wrzesińskich.
Rada Robotników i Żołnierzy uważała za swe najważniejsze zadanie to, aby utrzymać spokój i porządek i aby popierać urzędy w wykonaniu ich obowiązków bez wywoływania jakichkolwiek tarć6).

1) Kurjer Poznański Nr. 263 z daia 15. 11. 1918.
2) Posener Tageblatt Nr. 537 z dnia 15. 11. 1918.
3) Kurjer Poznański Nr. 261 z dnia 13. 11. 1918.
4) Kurjer Poznański Nr. 264 z dnia 16. 11. 1918 i Dziennik Poznański Nr. 265 z dnia 17. 11. 1918.
5)Kurjer Poznański Nr. 271 z dnia 26. 11.
6)Kurjer Poznański Nr. 266 z dnia 19. 11.

1)      Kurjer Poznański Nr. 263 z dnia 15. 11. 1918.
2)      Kurjer Poznański Nr. 260 z dnia 12. 11. 1918.
3)      Kurjer Poznański Nr. 263 z dnia 15. 11. 1918.
4)       Szczegóły zaczerpnięte z relacji P. Jarocińskiego, złożonej w Referacie Hiitr. przy D. K. O VII. p. Nr. 5599.
5)      Jarociński podaje mylnie 10 października 1918.
6)      Posener Tageblatt Nr. 541 z dnia 17. 11. 1915.

2015-10-22 / 21:38:41

Ostatnie 10 odcinków wspomnień dr Ludwika Rządkowskiego.

(51)

1934-130-1-51 Pomimo tej pozornej zgody zamierzali Niemcy gospodarzyć we Wrześni po swojemu i zwołali na wieczór tego samego dnia zebranie do ratusza, na które stawili się landrat von Haber, burmistrz Finke oraz naczelnik poczty von Döring, zapraszając na nie również Radę Żołnierzy. Rada Robotników dowiedziawszy się o tem, nie otrzymaw­szy zaproszenia, udała się pomimo to zwarcie na zebranie, na którem zaatakowano przedewszystkiem burmistrza, jako głównego inicjatora incydentów, które prowadziły do nieporozumień. Zebranie to przynio­sło Niemcom rozczarowanie1).

W dniu następnym odbyło się poufne zebranie obywatelstwa wrzesińskiego miejskiego oraz powiatowego celem odbycia wspólnych narad, kogo wyznaczyć na kontrolerów poszczególnych urzędników nie­mieckich. Inicjatorami zebrania tego byli: Czapski z Barda, Lutom­ski z Grzybowa, ks. prob. Bogdański z Miłosławia, Gałkowski. Gawlak i Konieczny z Wrześni, Jerzy Hulewicz z Kościana, Chrzanowski ze Stanisławowa i in. Zgodzono się, aby kontrolerem landrata von Hobe- ra został Kazimierz Grudzielski, a kontrolerem burmistrza Finkego Sta­nisław Smodlibowski, oboje ze Wrześni2).

Wybór ten potwierdziła Rada Robotników i Żołnierzy na na- stępnem swem zebraniu, które się odbyło dnia 13 listopada, gdzie wy­brano też komisję w celach rewizji kas niemieckich, w skład której weszli Rydliński, Hellbich i Plasa, oraz komisję dla kontroli wydawa­nych kart żywnościowych do której należeli Stein, Lewin i Lange.

Biuro Rady Robotników i Żołnierzy które w następstwie prze­niesiono z koszar do magistratu, prowadził Bartkowiak, w czem mu do­pomagał Walczak.

Dnia 14 listopada wydała Rada Robotników i Żołnierzy odezwę do ludności, zawiadamiając ją o utworzeniu się Rady oraz podając do wiadomości publicznej jej skład osobisty. Na zebraniu, które się odby­ło również tego dnia był obecnym naczelny lekarz szpitala garnizono­wego we Wrześni Dr. Blechstein, który mając w szpitalu 700 lekko ran­nych przeważnie Bawarczyków i Ślązaków, zorganizował również Ra­dę Żołnierską i poustawiał posterunki wojskowe na dworcu i w kosza­rach. Dra Blechsteina zmuszono do wydania 50 karabinów oraz 250 naboi do patroli garnizonowej Rady Żołnierzy, których zadaniem było czuwanie nad porządkiem w mieście i obrona ludności od napadów. Do tej służby bezpieczeństwa należeli przeważnie Polacy.

Takim sposobem istniały we Wrześni obok siebie dwie Rady  Żołnierzy, które się zwalczały — szczególnie animozję żywiła szpitalna Rada Żołnierzy, a dr. Blechstein nie chciał nawet uznawać miejskiej Rady Robotników i Żołnierzy, domagając się, aby w jej skład weszło więcej Niemców. Zakazał on nawet odbywać wspólne zebrania i za­czął wydawać samowolne rozporządzenia.

Aby takiej niewyraźnej sytuacji położyć kres, wybrała się do Dra Blechsteina delegacja, w której skład weszli Józef Trawiński, Wła­dysław Wiewiorowski, Dzieciuchowicz, Lange, Prądzyński i Jarociński Piotr. Delegacji tej przedstawiło dwóch marynarzy delegatów z Poz­nańskiej Rady Robotników i Żołnierzy dekret, unieważniający garnizo­nową Radę Żołnierzy, czego jednak delegacja wrzesińska nie przyjęła do wiadomości, zapowiadając odwołanie się do poznańskiej Rady Ro­botników i Żołnierzy.

Z polecenia ostatniej przybyli d. 16 listopada 1918 do Wrześni członkowie poznańskiej Rady Robotników i Żołnierzy : Adam Piotrow­ski i Jardinier jako delegaci, którzy na zebraniu w ratuszu, gdzie byli obecni przedstawiciele wszystkich władz miejscowych, zdołali po ob­szernych i treściwych wywodach pogodzić te dwa wrogie sobie prądy. Adam Piotrowski wywodził, iż przyczyną wszystkich nieporozumień jest Dr. Blechstein, a wprost druzgocącem dla niego, jako i dla von Habera i von Döringa było przeczytanie telegramu wysłanego przez nich do Ministerstwa Wojny w Berlinie, w którem proszą o wysłanie pomocy „przeciwko bandytom polskiem, które rabują, plondrują, mordują i pa­lą”. Telegram ten odpisał pewien urzędnik pocztowy i doręczył go Radzie Robotników i Żołnierzy.

Argument ostatni przekonał zebranych dostatecznie i po rozwią­zaniu dla dotychczasowych Rad stworzono jedną jednolitą Radę Ro­botników i Żołnierzy. Do Rady Żołnierzy wybrano 5 Polaków i 3 Niem­ców żołnierzy z miasta oraz 2 Niemców i 1 Polaka ze szpitala. Prze- wodniczącemi tej Rady zostali obrani Trawiński i Putz. Rada Robotni­ków składała się również z 11 osób, mianowicie 7 Polaków, 3 Niem­ców i 1 Żyda. Z polskiej inteligencji miejskiej byli obecni na zebraniu tem Dr. Lauterer, Grudzielski, Smodlibowski i inni.

Na zebranie nowoobranej Rady Robotników i Żołnierzy, które się odbyło dnia 16 listopada 1918 uchwalono, że zarządzenia rozwiąza­nej Rady, dotyczące zarządzeń w sprawie utrzymania porządku publicz­nego obowiązuje i nadal. Usunięto naczelnika poczty Döringa z urzę­du i postanowiono na miejsce jego wyznaczyć innego urzędnika.

Następnego dnia przybyło do Wrześni przeszło 20 uzbrojonych w karabiny maszynowe marynarzy, których wysłało Ministerstwo Woj­ny z Berlina na telegram wystosowany przez Blechsteina i towarzyszy, aby stłumili rozruchy polski. Tym wytłumaczył obecny jeszcze we Wrześni Adam Piotrowski położenie i zdołał ich przekonać, że telegram został wysłany przez żywioły reakcyjne. Piotrowskiemu sekundowali w tem dzielnie niemiec Pitz oraz żyd Kolicki.

 1). Relacja Jarocińskiego w Referacie Histor. przy D. O. K. VII. p. Nr. 5599.
2). Posener Tageblatt Nr. 542 z dnia 13. 11. 1918.

(52-1)

 1934-134-1-52-1Marynarze suto ugoszczeni wyjechali ze Wrześni, a Dr. Blech- stein kazał się zwolnić z zajmowanego stanowiska. Miejsce jego objął Dr. Brandes.

Odtąd zapanował we Wrześni spokój i byłoby było jeszcze le­piej, gdyby żywioły hakatystyczne nie trapiły ludności wiadomościami alarmującemi a kłamliwomi o legjonach, bandach bolszewickich itp.

Na poczcie umieszczono celem zapobieżenia podobnym wypad­kom dwóch kontrolerów wojskowych. Taksamo dodano kontrolerów komisarzom obwodowym. Kontrolerem komisarza obwodowego we Wrześni został: Redliński, w Strzałkowie : Kuczkowski, w Kołaczkowie: Zgodliński, w Miłosławiu : dziekan1).

Wschowa. Do utworzonej we Wschowie dnia 11 listopada 1918 r. Rady Żołnierzy wydelegowało bardzo liczne zebranie, które się zgro­madziło w sali Lische’go, ośm przedstawicieli wszystkich stanów (po dwóch robotników, rzemieślników, kupców i urzędników) jako człon­ków Rady Robotników-).

Wyrzysk. W Wyrzysku utworzono Radę Robotników i Żołnie­rzy dnia 14 listopada 1918, składającą się z 12 członków. Do zarządu należeli z Polaków : referendarjusz dr. Hoppe, kasjer Banku Ludowe­go Dakowski, kupiec Derdzikowski, oraz posiedziciel ziemski Górski, z Niemców zaś Reich, Fritz Erdmann, Rost, Staudtke, Baehr, Jarausch, Flother, Zvenker3).

Rada objęła nadzór nad wszystkiemi urzędami i instytucjami powiatowemi, które się jej władzy bez oporu podporządkowały. Na landraturze urzędował Dr. Hoppe. W powiecie utworzyła się Rada Chłopska do których każda gmina wybierała dwóch przedstawicieli jednego Polaka i jednego Niemca. Ogół tych przedstawicieli wybierał ściślejszą Radę Chłopską złożoną z Polaków i Niemców w równym stosunku liczbowym, która miała w Wyrzysku wspólnie z Radą Robot­ników i Żołnierzy tworzyć Radę Powiatową. W innych miastach po­wiatu, jak w Nakle, Łobżenicy i Mroczy utworzyły się osobne Rady Robotników i Żołnierzy, w których Polacy mieli również decydujący głos4).

Zaniemyśl. W Zaniemyślu utworzyła się Rada Robotników i Żołnierzy dnia 12 listopada 1918 z inicjatywy Adama Pankowskiego i Majchrzyckiego, członków Rady Żołnierzy i Robotników ze Środy. Do pierwszej należeli M. Wysocki, Gruszkiewicz, Urbanowicz, Szymań­ski i Dębicki, do drugiej: A. Preiss, Kłosowicz, Strobel, Wachowski

1) Kurjer Poznański Nr. 267 z dnia 20. 11. 1918. i Relacja p. Jarocińskiego w Referacie Historycz. przy D. O. K. VII. Nr. 5399.
2) Posener Tageblatt Nr. 537 z dnia 15. 11. 1918.
3) Kurjer Poznański Nr. 285 z dnia 17. 11, 1918.

i Scheller. Wydział Wykonawczy tworzyli: ks. prob. Wachowski. Ign. Andrzejewski i Józef Wysocki. Rada składała się z samych Polaków1).

Rada Robotników i Żołnierzy w Zaniemyślu przyjęła obowiązek czuwania nad bezpieczeństwem osób, nad ich własnością oraz staranie się o spokój i porządek. Rada Żołnierska miała prawo wydawania rozporządzeń. Wszelkie rozporządzenia Rady Żołnierzy należało bez­warunkowo spełniać — a wszelki opór był surowo karany2).

Wydział wykonawczy Rady Robotników i Żołnierzy obrał kon­trolerów na poszczególne urzędy niemieckie, znajdujące się w Zanie­myślu, na które wydelegowano następujące osoby:

Kontrolerem burmistrza — zaciekłego hakatystę Schebitza, a którego zmuszono do ustąpienia — i magistratu obrany został Ignacy Andrzejewski, który sprawował równocześnie urząd kontrolera komisarjatu.

Kontrolerami poczty, a szczególnie urzędu telegraficznego i te­lefonicznego byli Stanisław Wachowski i Józef Wysocki.

Niemiecki urzędnik policyjny jako i żandarmi obwodowi zostali rozbrojeni i musieli się podporządkować Radzie Robotników i Żołnie­rzy. Nosili oni czerwone opaski i pełnili służbę bezpieczeństwa. Ko­mendantem służby bezpieczeństwa Rady Robotników i Żołnierzy został Józef Wysocki. Zaraz po przewrocie usunięto godła niemieckie z urzę­dów, co przeprowadzili Ksawery Stengert, Władysław Grześkowiak i Jan Dykiert3).

Prowokacje niemieckie i dążenia aneksjonistyczne a stanowisko Naczelnej Rady Ludowej.

Jak wyżej już wspominaliśmy, poczęła prasa niemiecka od pier­wszej chwili przewrotu w Wielkopolsce podawać sensacyjne wiadomo­ści o przekroczeniu granic niemieckich przez wojska polskie, które rze­komo miały już zająć szereg miast na Górnym Śląsku4) i w Wielko- polsce5) rabując i plondrując po drodze. Informacje te były od począt­ku do końca wyssane z palca, bo albo Niemcy sami prowokowali po­dobne zajścia, jak to miało miejsce w Mysłowicach i Wrześni, albo polegały one na nieporozumieniu, co stwierdzono w Bydgoszczy, Gnie­źnie, Inowrocławiu i Jarocinie6).

1) Posener Tageblatt Nr. 547 z dnia 22. II. 1918.
2) Obwieszczenie Rady Żołnierskiej na miasto i obwód Zaniemyśla z dnia 14. 11. 1918.
3)Relacja ustna Ignacego Andrzejewskiego i Ksawerego Stengerta. 4) p. Mysłowice str. 67 nin. dzieła.
5)Bydgoszcz, str. 49, Gniezno str. 53, luowroclaw str. 55, Jarocin str. 57, Września str. 399 niniejszego dzieła.
6)p. powyższe odsyłacze.

 (52-2) (53)

1934-138-1-52-2Pisma niemiecki, które te wiadomości rozpowszechniały, za­mieszczały też istotnie urzędowe sprostowania, że granice niemieckie nigdzie przez oddziały polskie przekroczone nie zostały i zdawać by się mogło, że na tem sprawa była skończona.

Tymczasem pisma berlińskie z dnia 16 listopada 1918 powróciły znów do tej sprawy. „Die Post” donosiła, że:

„w czwartek1) przekroczyły ponownie polskie bandy granicę. Zarekwirowano w Poznaniu broń i środki żywno­ściowe i ograbili korpusowy urząd umudurowania. Byłoby koniecznie potrzebne, aby do Poznania wysłać najmniej dwa bataljony wojska w sile wojennej jako ochronę granicy”2).

Telegram powyższy dowodzi, w jaki sposób urabiało się wieści o napadach, bo najście na Urząd Umundurowania nie przeprowadziły żadne „bandy” z poza kordonu, ale P. O. W. poznańskie, o czem mo­wa będzie na właściwem miejscu.

Jeszcze ciekawsze „nowości” można było wyczytać w berliń- skiem „Berliner Tageblatt”. Pismo to donosiło:

„W nocy na wczoraj3) zjawili się, jak się dowiedzie­liśmy, w samochodach polscy oficerowie legionowi do Pozna­nia, żądając od zarządu miasta i od komendanta natychmia­stowego wydania miasta Poznania. Należy liczyć się z tem, że legjoniści polscy prorokują już w najbliższych dniach wmaszerować do Poznania. Te zamysły Polaków, którzy za­mierzają widocznie kongres pokojowy stawić przed faktem

1) dnia 14 listopada 1918.
2)„Die Post“ z dnia 14. 11. 1918.
3)z dnia 14 na 15 listopada 1918.

dokonanym, sprzeciwia się warunkom zawieszenia broni i rozejmu i wymagają natychmiastowych środków zaradczych nowego rządu Rzeszy”1).

„Tägliche Rundschau” podawała nawet, że na czele tych ofice­rów legjonistów znajdował się komendant Piłsudski2). Dla każdego, który znał stosunki, musiało się niezrozumiałem wydać, jak można było bredniami takiemi wprowadzać czytelników w błąd. Piłsudski przeby­wał wówczas w Warszawie, gdzie zajęty był tworzeniem rządu naro­dowego, a ówczesne wojska polskie były niestety liczbowo jeszcze bardzo słabe i zresztą niedostatecznie zorganizowane. To też nie mo­żna było wogóle o tem myśleć, aby przy ich pomocy zająć Poznań. Pomoc taka było możliwą tylko od wewnątrz, co zresztą późniejsze fakty wykazały.

Poznańskie pisma niemieckie demonstrowały również te w wy­sokiej mierze, alarmujące, a kłamliwe wieści. „Posener Neueste Nach- richten” pisze bowiem, że wieści te mają rzekomo pochodzić ze źródła urzędowego. Jednak wywiady poczynione w Poznaniu, nic podobnego nie wykazały i w rzeczy samej mamy do czynienia jedynie z wyskoka­mi wybujałej fantazji. Zresztą przyznał się sam „Berliner Tageblatt” że „pogłoski, jakie ogłosił, są na podstawie komunikatu urzędowego biura telegraficznego zupełnie nieuzasadnione” a „Posener Neueste Nachrichten” dodaje, że w berlińskich czasopismach ukazują się co­dziennie sensacyjne wiadomości z Poznania, które nie zawierają ani odrobiny prawdy. Gdzie się mogą znajdować źródła, wprowadzające publiczność w błąd, o tem wiedzą tylko Bogowie”3).

1) Berliuer Tageblatt Nr. 586 z dnia 15. 11. 1918 i Posener Neueite Nachr Nr. 5934 z dnia 17. 11. 1918.
2) Dziennik Poznański Nr. 265 z dnia 17. 11. 1918.
3) Posener Neueste Nachrichten Nr. 5934 z dnia 17. U. 1918.

(53)(54)

1934-150-1-53Rada Robotników i Żołnierzy w Poznaniu zareagowała na te kłamliwe i napastliwe niemieckie insynuacje prasowe w ten sposób, że wysłała dwie delegacje, złożone z Polaków i Niemców na pogranicze byłego zaboru rosyjskiego, celem stwierdzenia faktycznego stanu rzeczy. Jedna z nich, do której ze strony polskiej wchodził poseł do Reichsta­gu niemieckiego, Wojciech Trąmpczyński, wyjechała do Ostrowa i Skal­mierzyc, druga zaś z członkiem Wydziału Wykonawczego Rady Robot­ników i Żołnierzy w Poznanin, Adamem Piotrowskim i Niemcem Jar- dinier’em do Wrześni i Strzałkowa. Delegacje te stwierdziły, że na po­graniczu panuje najzupełniejszy spokój i że mowy być nie może o ja­kichkolwiek krokach zaczepnych ze strony legjonistów. Bezpodstaw­ność zaś insynuacyj pism niemieckich starała się Rada Robotników i Żołnierzy odeprzeć tym sposobem, że ogłosiła w codziennych pismach tak poznańskich jak i berlińskich następujący komunikat :1)

Nieprawdą jest, jakoby legjoniści polscy żądać mieli od komendantury oddania miasta Poznania. Upełnomocnieni przedstawiciele legjonistów dotychczas jeszcze w Poznaniu nie byli, a delegacja składająca się z przedstawicieli Rady Żołnierzy, z socjalistycznych przedstawicieli Rady Robotników członków frakcji pruskiego Sejmu oraz Parlamentu nie na­potkało żadnych legjonistów ani na granicy, ani na drodze do Poznania.

W m. Poznaniu połączyli się socjal. z polską partją de­mokratyczną. Temsamem składa się Rada Robotników z 5 socjalistycznych i 5 polsko-demokratycznych a Rada Żołnierzy z 6 niemieckich i 5 polsko-demokratycznych delegatów. Głosy doradcze przyznano po trzem delegatom polskiej i niemiec­kiej Rady Ludowej tak, że Rada Robotników i Żołnierzy po­siada najzupełniej parytetyczny stosunek liczbowy. Stąd udało się bez trudności utrzymać w mieście spokój ład i bez­pieczeństwo. Socjalistyczni członkowie Rady Robotników i Żołnierzy podkreślają stwierdzenia, że prawo Polaków na utworzenie polskiego państwa narodowego zostało narodowi

1)Posener Tageblatt Nr. 541 i Peaener Neustr Nachr. Nr.5934 zd. 17. 11. 1918

polskiemu przyznane i życzą sobie, aby porozumienie co do tego najspieszniej mogło nastąpić.

W związku z temi kłamliwemi wieściami, pochodzącemi ze źró­deł reakcjonistycznych, zrzucali w piątek dnia 15 listopada, krótko po godz. 2-giej po południu lotnicy z samolotów, przybyłych z Frantfurtu nad Odrą pisma ulotne następującej treści:1)

Towarzysze broni! Współobywatele .

Ruszają się zbrodnicze siły, aby zburzyć dumny gmach wolności. Pamiętaj o tem, że władza Rad Robotników i Żoł­nierzy przedstawia jedyną siłę, która zdoła z ruin zbudzić nowe życie. Zachowujcie karność i porządek. Nie opuszczaj­cie waszych posterunków, aby małe, chwilowe korzyści za­mienić na okropną przyszłość. Tylko tak będzie możliwem ochronić własność i zapewnić aprowizację.

Towarzysze broni! Współobywatele !

Zapominajcie o dawnej nienawiści narodowościowej! Jeśli teraz nie dopiszecie, dążycie do zguby i mordujecie wo­lność, zaledwie zdobytą. Niech żyje porządek! Niech żyje międzynarodowa wolność]!

Wasi towarzysze z Rady Robotników i Żołnierzy w Frankfurcie n. O.

Prasa niemiecka i pewne jednostki uprawiały antypolską agi­tację przez cały szereg lat z bezgraniczną namiętnością i bez żadnych skropułów, pomimo że wykazano urzędowo tak ze strony polskiej, przez Radę Ludową, jako ze strony niemieckiej, przez Radę Robotników i Żołnierzy, że we wszystkich doniesieniach o polskich zamachach oręż­nych niema ani słowa prawdy.

Jedna jeszcze rzecz była zadziwiającą i to ta, że cały ten prze­wrót, jaki dokonał się w obrębie ówczesnego państwa niemieckiego, wykazał w dzielnicy polskiej przebieg wprost zadziwiająco spokojny. W Kilonji padały trupy, prażono z dział i karabinów maszynowych, w Berlinie strzelanina po pierwszorzędnych ulicach odbywała się całe- mi dniami i nocami, pociągając za sobą liczne ofiary w ludziach, z in­nych stron Rzeszy donoszono również o krwawych starciach tylko w Poznaniu i prowincji — pomimo że nagromadziła się taka bezdeń nie­nawiści, gdzie srożył się ucisk narodowy tak wyrafinowany i bezprzy­kładny w dziejach — odbyło się wszystko spokojnie, i nie mogło być mowy o gwałtach, ani nie było ofiar w ludziach.

1) Pesener Tageblatt Nr. 539 z d. 15. U. 1918 i Dziennik Poznański Nr. 2ti2 z dnia 19. 11. 1918.

(55)

1934-178-1-55Tymczasem nie ulega wątpliwości, że dla Polaków było za­władnięcie Poznaniem i prowincją zupełnie wykonalnem. Siły były wówczas po temu, ale nie zostały wykorzystane, o czem zresztą pisał „Kurjer Poznański”1) wywodząc dalej, „że ziemie te (wielkopolskie) z prawa się nam należą, jednak, że się sto lat z górą opieraliśmy na prawie, i że prawo to nasze — mimo wszelkich zakus i rafinowanego a bezprzykładnego ucisku — się ostało, a siła brutalna bismarkowska zasada „siły przed prawem” rozsypała się w gruzy i że prawo nasze odniesie triumf ostateczny.

„Siła była brutalna” — pisze dalej „Kurjer Poznański — a jed­nak wobec praw naszych moralnych niczego dokazać nie mogła, prze­ciwnie, wzmogła nas i zespoliła tak, że dziś stanowimy zwartą i soli­darną siłę, ale siłę moralną, jak nigdy dotąd. ‚Swiadki i pomniki owej przemijającej siły brutalnej stoją wciąż jeszcze koło nas, formalnie istnieje jeszcze ten system, skonstruowany na pognębieniu nas, lecz mimo to nikt z nas ręki nie podnosi, aby strącić te pomniki, aby zła­mać gwałtem i za jednym zamachem ów system ucisku”.

Wtych dniach ogłosiła poznańska Rada Ludowa, która na zle­cenie polskiego Koła Poselskiego i Wydziału Wykonawczego się ukon­stytuowała jako Naczelna Rada Ludowa swą pierwszą odezwę politycz­ną, odsłaniając swe cele i dążenia. Odezwa ta wydaną została już w czwartek, dnia 14 listopada, ale pisma opublikowały że dopiero w so­botę, dnia 16 listopada 1918, a stanowiła ona zarazem zawezwanie na sejm dzielnicowy, który się odbył dnia 3 grudnia 1918 r.
Treść jej była następująca :

1) Kurjer Poznański No 257 z dnia 21. II. 1918.

Polacy!

Pękły okowy, krępujące wolność naszą. Z całą ufnością odczekamy wyroku kongresu pokojowego, który z naszym współudziałem ustali zachodnie granice ojczyzny naszej — Polski.

Dosyć polało się krwi polskiej w tej wojnie morderczej. To też pokojową drogą zamierzamy teraz dojść do upragnio­nego celu — do utworzenia Zjednoczonej Polski.

Z tego stanowiska nie pozwolimy się zepchuąć przez prowokacje, których nie skąpią ci, co dotąd podżegali naród niemiecki przeciw nam.

Stwierdzamy jednakże, że cierpliwość ludu polskiego na ciężką byłaby wystawiona próbę, gdyby przedstawiciele daw­nych władz, którzy dotąd nas dręczyli i uciskali, mieli nie- zaniechać swej podziemnej roboty. Niemożna też zaiste wy­magać od ludu polskiego, aby współpracował z tymi, co do­tąd byli jego krzywdzicielami i ciemiężycielami.

Lud polski ma prawo domagać się, aby usunięto tych, którzy starali się wydzierać mu gwałtem mienie, język, ide­ały narodowe i religijne.

Lud polski ma prawo też teraz do udziału w rządach, którego mu niesłusznie dotąd odmawiano.

Lud polski ma prawo domagać się poszanowania dla świętości, jako sam szanuje ideały cudze.

Lud polski ma prawo domagania się zwrotu tego, co narodu jest własnością. — Zbrodnia rozbioru woła bowiem o naprawę krzywdy dziejowej.

Interesy nasze domagają się koniecznie jednolitego ośro­dka kierowniczego w ruchu polskim dzielnic naszych.

(56)

1934-186-1-56Uznając tę potrzebę, zleciły Koła Poselskie i Wydział Wykonawczy dotąd nie ujawnionego Centralnego Komitetu Obywatelskiego podpisanym Komisarzom utworzenie Naczel­nej Rady Ludowej, jako przedstawicielstwa wszystkich Pola­ków, zamieszkałych na ziemiach, objętych dotąd granicami państwo niemieckiego. Równocześnie przekazano nam tym­czasowo wykonywanie tej czynności.

Utworzenie Naczelnej Rady Ludowej dokona się na podstawie szczerze demokratycznej przez delegatów Narodu Polskiego, wybranych głosami wszystkich mężczyzn i niewiast polskich, które skończyły 20 rok życia. Wybranych delega­tów i delegowane zwołujemy na Polski Sejm Dzielnicowy, który zbierze się we wtorek, dnia 3 grudnia w Poznaniu o godzinie 11-tej przed południem na sali Apollo, Piekary 17.

Otwarcie Sejmu poprzedzi o godzinie wpół do 10 uro­czyste nabożeństwo z kazaniem sejmowem w kościele farnym.

Przeprowadzenie wyborów przekazujemy w porozu­mieniu z prezesem Centralnego Komitetu Wyborczego dotych- czasowem organizacjom wyborczem. Tam, gdzie brak orga­nizacji, względnie jej kierowników, należy się do nas zwrócić o wskazówki.

Szczegółowe instrukcję ogłosimy wkrótce.

Wybory należy przeprowadzić do niedzieli, 1 grudnia włącznie.

Sejm Dzielnicowy wytknie nam drogę działania na najbliższą przyszłość.

  1. Wybierze Naczelną Radę Ludową, jako zwierzch­nią władzę naszą aż do chwili objęcia dzielnic naszych przez Rząd polski.
  • Określi zasady sprawowania jej rządów tym­czasowych.
  • Zatwierdzi nasze żądania narodowe, tylokrotnie nieugięcie wypowiadane przez Koło poselskie.

Do czasu ustanowienia Rady Ludowej przez Polski Sejm Dzielnicowy pozostaje kierownictwo spraw polskich w rękach niżej podpisanych komisarzy.

Wobec braku czasu i naglących potrzeb załatwiać bę­dziemy wyłącznie sprawy najważniejsze i niezbędnie konie­czne. W ręce Polskiego Sejmu Dzielnicowego zdamy po zło­żeniu sprawozdania powierzone nam urzędy.

Celem zorganizowania naszych dzielnic polecamy co następuje:

  • Istniejące w powiatach Komitety Obywatelskie ujawnią swą działalność i przybiorą nazwę Powiatowych Rad Ludowych.
  • Wiece wyborcze, które przeznaczone są do wybo­ru delegatów na Polski Sejm Dzielnicowy wybiorą ostatecz­nie, zorganizują i uzupełnią Powiatowe Rady Ludowe.
  • Utworzenie Rad Ludowych gminnych i miejskich przez wybory ludności dokona się na zebraniach, zwołanych przez Powiatowe Rady Ludowe.

Rady Ludowe powiatowe, miejskie i gminne obejmą sprawy polskie w swoich obradach i :

  1. Czuwać będą nad utrzymaniem ładu, porządku oraz bezpieczeństwa publicznego.

Tam, gdzie istnieją Rady Żołnierzy i Robotników, postarają się o porozumienie z niemi i o wprowadzenie do nich przedstawicielstwa polskiego.

(57)

  • 1934-194-1-57Wejdą w porozumienie z dotychczasowemi wła­dzami celem współdziałania w kierownictwie sprawami pu- blicznemi, rozciągając opiekę swoją także na osoby i mienie ludności niepolskiej.

Zajmą się żołnierzami, wracającemi z wojska, albo przechodzącemi przez powiat, udzielając im pomocy w miarę potrzeby, również wracającemi rodakami zagranicznemi.

Polacy !

Z morza krwi unosi się Biały Orzeł odrodzonej Polski, spełnienie naszych tęsknot, pragnień i nadziei, które nas krzepiły w ciężkich przejściach narodowych.

Stańmy więc do szeregu, by utrwalić podwaliny nowej

Polski !

Polacy !

Chwila obecna żąda od nas spokoju, napięcia wszyst kich sił, poświęceń materjalnych, karności i zgody !

Poznań, dnia 14 listopada 1918.

Komisarjat Naczelnej Rady Ludowej :

(—) Ks. St. Adamski. (—) Wojciech Korfanty.
(—) Adam Poszwiński.

W Poznaniu rozpoczęto zaraz w pierwszych dniach rewolucji listopadowej organizować Straż Obywatelską, której zadaniem było czu­wać nad ładem i porządkiem w mieście. Rekrutowała się ona szcze­gólnie z członków towarzystw gimnastycznych „Sokoła”. Komendantem Straży Obywatelskiej był Juljan Lange, organizatorem zaś Karol Rze­pecki, obaj członkowie zarządu Dzielnicowego „Sokoła”.

Organizatorzy Straży Obywatelskiej podali już 14 listopada 1918 roku do wiadomości publicznej zawiadomienie o tworzeniu się tej orga­nizacji, a czasopisma ogłosiły następujący komunikat w tej sprawie1).

Obwieszczenie.

Straż obywatelska.

Dla ułatwienia obywatelom zgłaszania się do Straży Obywatelskiej utworzyli­śmy dziś 4 biura werbunków*:

  • Stare Miasto: ul. Podgórna 12b II. p. [Zjednoczenie Młodzieży telefon 2268].
  • Jeżyce: ul Wielka Berlińska2] 44 [druh Władysław Samoliński, tel. 1609.
  • Św. Łazarz—Górczyn: ul. Łazarska 1. [Tadeusz Gertvch — Bank Ludo­wy 2, tel. 6713.
  • Wilda—Dębiec : ul Haukego3) [Franciszek Masadyński, tel. 2764).

Prosimy się zgłaszać natychmiast jaknajliczniej. Obowiązkiem każdego oby­watela jest wstąpić do „Straży”. Czas służby będzie opłacany.

Komendant:
[—1 Juljan Lange.
Organizator :
[—] Karol Rzepecki.

Jednak polska ludność miasta Poznania nie zgłaszała się do Straży Obywatelskiej w takiej mierze, w jakiej należałoby się tego spo­dziewać. Szczególnie z kół inteligencji zgłaszało się bardzo mało oby­wateli. Komenda „Straży”, podając to do wiadomości publicznej, pod­nosi, że „jeśli mamy czuwać nad życiem i mieniem obywateli, to musi­my żądać, aby każdy obywatel do 55 roku życia wstąpił do „Straży”.

Niemcy i żydzi rozpoczęli również tworzyć analogiczne „Straże”, aby przeciwstawić wagę „Straży” polskiej. Aby nie dopuścić do tarć pomiędzy członkami poszczególnych organizacyj, połączono wszystkie trzy organizacje w jedną całość przyczem dodano komendantowi z ka­żdej narodowości po jednym doradcy.

1) Dziennik Poznański Nr. 2C5 z dnia 17. 11. 1918.
2) Dzisiejsza ulica Dąbrowskiego.
3) Dzisiejsza ulica

(58)

 1934-206-1-58O dokonanej reorganizacji „Straży” zawiadomiła dnia 18 listo­pada 1918 komenda obywateli Poznania obwieszczeniami następującej treści :*)

Do mieszkańców miasta Poznania!

Wszystkie trzy narodowości miasta naszego utworzyły „Straż Obywatelską”, która dziś liczy już przeszło 1400 członków.

„Straż Obywatelska” stworzona w porozumieniu i za zgodą „Rady Robotników i Żołnierzy, a także „Rad Ludo­wych”, działająca pod zwierzchnikiem Prezydjum Policji dbać będzie o porządek, spokój i życie mieszkańców i wzywa obywateli, aby czynność dobrowolną a odpowiedzialną „Stra­ży poparli skutecznie ze wszystkich sił swoich.

„Straż Obywatelska” nosić będzie białe, stemplowane opaski na ramieniu i jest uprawnioną do spełniania zupełnej władzy policyjnej.

Rozkazom „Straży Obywatelskiej” — a także poszcze­gólnych wart i patroli, będących na służbie, należy się bez­względny dawać posłuch.

Dotychczasowa policja pozostaje nadal w urzędowaniu.

Rada Robotników i Żołnierzy :
(—) F. Matuszewski. (—) Dr. Rydlewski. (—) A. Twachtmann.

Straż Obywatelska :
(—) Juljan Lange, komendant.

Przyboczni: (—) Jaretzki. (—) Rzepecki. (—) Werner.

Polska Rada Ludowa :
(—) Dr. Czesław Meissner.

Niemiecka Rada Ludowa :
(—) Dr. Houtermans.

Żydowska Rada Ludowa :
(—) Dr. Kollenscher.

1) Dziennik Poznański Nr. 266 z dnia 19. 11. 1918 i Posener Tageblatt Nr. 543 z dnia 19. 11. 19l8.

Pomimo istnienia Straży Obywatelskiej było — podług relacji poznańskich pism niemieckich – bezpieczeństwo w Poznaniu zawsze jeszcze bardzo problematyczne a rzekome „rabunki” i strzelanina zda­rzały się bardzo często. Jako fakt konkretny podaje „Posener Neueste Nachrichten”, że ostrzeliwano nawet patrole na ulicach. Zdarzyło się to p. in. w nocy z 16 na 17 listopada, gdzie podług pisma niemieckie­go przypuszczalnie dezerterzy, ukryci w domu przy ul. św. Marcina 64, oddali kilka strzałów na wartę, patrolującą do ulicy. Warta wtargnęła do budynku, z którego padły strzały i tu rozpoczęła się strzelanina na nowo, przyczem jeden z wartowników został śmiertelnie ranny. Wkońcu udało się ująć dwóch ludzi, których odprowadzono na odwach, podczas gdy dwóch dalszych zbiegło1).

Innych tarć, szczególnie na podłożu narodowościowem w Po­znaniu zasadniczo nie było. Prowokacji ze strony niemieckiej copraw- da nie brakło, jak to na innem miejscu podajemy. Społeczeństwo wiel­kopolskie polegało — czy słusznie, czy niesłusznie — na kierunku po­litycznym Naczelnej Rady Ludowej, a pisma polskie stanęły na stano­wisku obrony prawa narodów o samostanowieniu się i nawoływały do zachowania porządku wewnętrznego. Tak pisał „Kurjer Poznański”2):

„Stanowisko, zajęte przez społeczeństwo polskie w zaborze pruskim podczas wojny i po przewrocie politycznym w Niemczech, nie może ulegać najmniejszej wątpliwości. Za– równe w chwili, gdy wojska niemieckie stanęły po raz drugi nad Marną, jak i w dniach wybuchającej rewolucji w Kilonji społeczeństwo nasze niewzruszenie stało na straży prawa na­rodów stanowienia o swoim losie i domagało się wymierzenia sobie sprawiedliwości, pogwałcony przez trzy rządy zaborcze. Obecnie, gdy dokonuje się likwidacja światowej wojny i gdy nowa Europa przybrać ma kształty, jakie jej wykreślą spra­wiedliwość i uzasadnione postulaty narodowościowe, zabór pruski czasy przejściowe pragnie przeczekać spokojnie, dbać jedynie o porządek wewnętrzny, umożliwiający prawidłowe funkcjonowanie maszyny społecznej. Nie spieszymy się z urzeczywistnieniem dążeń narodowych, do których mamy nie­przedawnione prawo, albowiem wiemy, że prawa tego nikt nam odjąć nie może.

1) Posener Neueste Nachrichten Nr. 5934 z dnia 17. 11. 1918. — Przyczyną tej nocnej strzelaniny nie byli dezerterzy, ale członkowie poznańskiej R. O. W., którzy tropieni przez patrolującą wartę, bronili się przed aresztowaniem, o czem obszerniej na innem miejscu.
2) Kurjer Poznański Nr. 266 z dnia 19. 11. 1918.

 (59)

 1934-218-1-59Ufamy, że Polska niepodległa i zjednoczona jest kwestją niedalekiego czasu, a zarazem jednomyślnie stoimy za oświadczeniem z dnia 14 bm.1) naszej tymczasowej najwyż­szej władzy: Naczelnej Rady Ludowej. Z całą ufnością odczekamy wyroku Kongresu pokojowego, który z naszym współudziałem ustali zachodnie granice Ojczyzny naszej Polski”.

Nawet poznańskie pisma niemieckie przyznawały, że w Pozna­niu panuje ład i porządek. Tak pisał „Poseuer Tageblatt“ pt. „Spokojna niedziela2)” co następuje3) :

„Wczorajsza niedziela stanowiła zupełny kontrast do swej bezpośredniej poprzedniczki, z jej burzliwym, przez na­miętności ludu podniecanym obrazem ulicy. Wczorajszy ruch uliczny nie był nawet tak ożywiony, jak w inną, zwykłą nie­dzielę. Na ulicach nie było żadnej ciżby, jedynie po połu­dniu można było spostrzeć tu i owdzie spacerowiczów a na­wet tłumy, zbierające się zwykle w godzinach popołudnio­wych na placu Wilhelmowskim4) nie były stosunkowo tak liczne, jak zwykło. Taksamo nie było w tramwajach tłoku i wzajemnego popychania się. Jednem słowem miało się wrażenie, że mieszkańcy Poznania szukali spokoju po dener­wujących zajściach ubiegłego tygodnia, i że znaleźli go, o ile na to pozwalają stosunki”.

Niemcy jednak ignorowali te enuncjacje, zasilając pisma nie­mieckie, wychodzące w Rzeszy wyssanemi z palca wieściami. Niemcom poznańskim chodziło o to, aby wywołać w Poznaniu zamęt i popsuć ład i porządek tamże panujący, a który stał w dużej mierze, dzięki pracą i zabiegom Naczelnej Rady Ludowej. Zakusy takie mnożyły się z dnia na dzień i stawały się z dnia na dzień coraz śmielsze. Liczyli oni na to, że przy pomocy prowokacyj i kłamstw najbezczelniejszych, zdołają powrócić stary system germanizatorski. Tak ogłaszał jakiś wy­znawca gwałtów i zaborczej polityki pruskiej w berlińskim dzienniku „Vorwärts“ co następuje :5)

1) Odezwa Naczelnej Rady Ludowaj z dnia 14. 11. 1918, p. str. 428.
2) Dnia 17 listopada 1918.
3)Posener Tageblatt Nr. 543 z dnia 19. 11. 1918.
4)Dzisiejszy Plac Wolności.
5)Posener Tageblatt Nr. 542 z dnia 18. 11. 1918.

„Od wczoraj1) zkajduje się miasto Poznań i większa część prowincji w rękach polskich. Przewrót ten nie nastą­pił jednak od zewnątrz, na skutek wkroczenia legjonistów polskich, ale skutkiem tego, że Polacy zdobyli władzę w Ra­dach Robotników i Żołnierzy. Dnia 9 listopada przybyli do Poznania marynarze i żołnierze, aby pertraktować z zarządem partji socjalistycznej i założyć Radę Żołnierzy. Partja socja­listyczna zachowała się wobec propozycji tej wyczekująco, w końcu ukonstytuowała się jednak Rada Robotników i Żoł­nierzy — jak pogłoski głoszą — skutkiem rozporządzenia gubernatora. W Radach Robotników i Żołnierzy ustępował szybko wpływ socjalistów, a były poseł Seyda*) wziął wszy­stkie sprawy w swoje ręce, występując ostro przeciwko ży- dom i domagając się. aby do Rad Robotników i Żołnierzy zostali wybrani Polacy. Dnia 14 listopada3) stanął przed Ratuszem odwach polskiego legjonu, oddając kilka strzałów alarmowych i rozpoczął pertraktację z Radą Robotników i Żołnierzy. Polakom przyznano cztery dalsze miejsca. Partja socjalistyczna stanęła odtąd na stanowisku, że należy się li­czyć jako z faktem dokonanym przejęcia rzeczywistej władzy politycznej przez ruch narodowo-polski. Od władz central­nych w Berlinie wyczekuje partja socjalistyczna, aby poczy­niły kroki, celem zapewnienia ochrony mniejszości niemiec­kiej i żydowskiej. Gdy rozeszła się pogłoska, że legioniści polscy maszerują na Poznań, został Seyda wysłany nad gra– nicę i wrócił z wiadomością, że pogłoska ta jest bezpodstaw­ną. Legjoniści przychodzą, jak powiedziano, nie od zewnątrz, ale tworzy się je wewnątrz kraju. Amunicja i prowianty są w ich ręku, a w Poznaniu panuje polska Rada Ludowa1″.

Takich ukrytych aneksjonistów, którzy chcieli ratować straconą sprawę niemiecką w dzielnicach polskich było wielu. Wzorem ich był hr. Westarp, konserwatysta pruski, który na kilka tygodni jeszcze przed klęską niemiecką roztaczał ziomkom swoim ponętne plany aneksji na wschodzie, aczkolwiek bieg wypadków szedł zgoła innemi torami. I choć po przegranej wojnie nie mógł marzyć o anekcjach poza ówcze- snemi granicami Rzeszy niemieckiej nawet najgorliwszy wszechniemiec i hakatysta, przygotowywali nieodrodni bracia hr. Westarpa systema­tyczną kompanję w kierunku aneksji wewnętrznej. Gdy głos sprawie­dliwości mówił, że Polacy w zaborze pruskim muszą się połączyć z ma­cierzystym krajem, wskazywała zaborczość niemiecka, że ziemie polskie są spichlerzem dla Niemiec, którego oddać żadną miarą nie można.

1) Od dnia 14 listopada 1918, wydsnla manifestu Naczelnej Rady Ludowej.
2)Mowa to o pośle Zygmuncie Seydzie.
3) Mylnie, ma być 13 listopada p. str. 35.

 (60)

 1934-222-1-60Argument ten w pojęciu hakatystycznem był oczywiście naj­więcej „przekonywujący” o konieczności odarcia Polaków pod zaborem pruskim z przynależnych im praw i pogwałcenia zasady narodów o sa­mostanowieniu.

Na ten temat ogłasza „Schlesische Zeitung“1) korespondencję z Poznania pisząc p. i. co następuje:

„Polacy przygotowują systematycznie proklamację Poz­nania jako części składowej Polski. Tu w Poznaniu opano­wali oni siłą Radę Robotników i Żołnierzy. Pieniędzy pań­stwowych nie wolno wypłacać bez ich pozwolenia.

Pozatem skupują oni broń i amunicję Żołnierzy nie­mieckich się zwalnia, a zatrzymuje się Polaków, aby zapew­nić sobie również i władzę wojskową. Rząd centralny w Ber­linie okazuje względem Polaków niezrozumiałe stanowisko, aczkolwiek Berlin i Niemcy środkowe kroczą dzięki przygo- towującem się zajściom ku wielkiemu niebezpieczeństwu. Prowincja poznańska dostarcza bowiem jedną szóstą całego sprzętu ziemniaków w granicach Rzeszy i jest jednym z naj­lepszych śpichlerzy zboża. Skoro Polacy opanują sytuację, będą mogli zamknąć dowóz żywności, taksamo jak to już uczynili Czesi. W takim wypadku zostałby Berlin bezwa­runkowo wydany na pastwę klęski głodowej”.

Taksamo nawołuje z natarczywością „Berliner Lokalanzeiger”2)

1)Posener Tageblatt Nr. 642 z dnia 18. 11. 1918.
2)Berliner Lokalaozaigar Nr. 584 z dnia 15. 11. 1918.

do ratowania naszego wschodu, gdyż nietylko Górny Śląsk i Poznań­skie, ale i Prusy Zachodnie z Gdańskiem są jaknajbardziej zagrożone.

„Zawieszenie broni — pisało dalej wspomniane pismo obowiązuje nas do cofnięcia się poza nasze granice z dnia 1 sierpnia 1914 r. Granice te musimy ubezpieczyć conaj- mniej na czas taki, dopóki kongres pokoju nie postanowi czego innego. Naród niemiecki nie zapomniałby nigdy tym mężom, którzy ponoszą odpowiedzialność za losy państwa, gdyby dziś nie ujawniły tej siły, jaka jest potrzebna do ochrony naszych prowincji wschodnich, przed polską żądzą ziemi, a nasi żołnierze, nietylko gotowi do utrzymania po­rządku wewnątrz, lecz świadomi tego, co oznacza utrzyma­nie prowincyj wschodnich dla całej ojczyzny. Jeżeli tylko kierownictwo Rzeszy wezwie ich do obrony, spełnią powin­ność swą chętnie. Nie czekamy aż wojska polskie w rzeczy­wistości staną na ziemiach niemieckich. Zapobieżmy temu, dopóki czas. A jeżeli siły rządu nie sprostają temu zadaniu, to dobrowolni pomocnicy oddadzą się chętnie do dyspozycji, aby ocalić, co ocalić jeszcze można. Wszelkie protesty na papierze nic nie znaczą; tutaj potrzeba tylko bardzo szybkie­go i stanowczego czynu, wypełniającego nakaz chwili”.

„Berliner Lokal Anzeiger* nawoływał na pozór do obrony prze­ciwko atakowi Polaków na ziemie niemieckie, pragnących rzekomo ubiec uchwały konferencji pokoju, w istocie rzeczy ukrywała się mię­dzy wierszami obawa, że konferencja pokoju kwestję przynależności państwowej zaboru pruskiego, rdzennie polskiego, rozstrzygnie na ko- zyść Polski.1)

1] Kurjer Poznański Nr. 266 z dnia 19. 11. 1918.

Koniec wspomnień drukowanych w „Kurierze Średzkim” w latach 1933-1934.

2015-10-28 / 21:00:33

Wybuch rewolucji listopadowej 1918 r. w Środzie.

Źródło: Rocznik Związku Weteranów Powstań Narodowych R.P. 1914/19 w Poznaniu
Dr Ludwik Rządkowski

„Likwidowanie dotychczasowej władzy następowało, tak samo jak w Poznaniu i w innych miejscowościach Wielkopolski, bardzo szybko. W Środzie zawiadomioną została ludność o zawieszeniu broni z aljantami dnia 8-go listopada 1918 przy pomocy wielkich czerwonych afiszy, porozlepianych na słupach litfasowych miasta i na rogach ulic. Orędzie to zatytułowane „Der Reichskanzler an das deutsche Volk” (Kanclerz Rzeszy do narodu niemieckiego) a podpi­sane przez Maksa, księcia Badenji, głosiło, że aljanci zgadzają się na projekt prezydenta Stanów Zjednoczonych Wilsona, dotyczący warunków zawieszenia broni i że delegacja niemiecka wyjechała już na zachód, celem podjęcia rokowań w tej sprawie. Manifest ten wzywał ludność, aby zachowała w tej decydującej godzinie karność i dotychczas przestrzegany porządek rzeczy, ponieważ tylko bez­względna jedność całego narodu niemieckiego może odchylić wielkie niebezpieczeństwo, zagrażające jego przyszłości. Skoroby siły we­wnętrzne odmówiły posłuszeństwa, nastąpiłyby nieprzewidziane skutki. Stąd powinien każdy obywatel zdawać sobie sprawę z swej odpowiedzialności, jaką ponosi względem swego narodu przez speł­nienie tego obowiązku.

Nawoływanie to nastąpiło jednak zapóźno. Dotychczasowe oko­wy, krępujące swobodę obywatelską, zerwała rewolucja i zmiotła za jednym zamachem cały gmach sztucznie podtrzymywanego autory­tetu państwowego. Dla polskich obywateli Środy stanowiła odezwa rządu niemieckiego potwierdzenie, że klęska państw centralnych stała się faktem dokonanym oraz pierwszą zwiastunkę oswobodze­nia zaboru pruskiego z pod jarzma wiekowej niewoli.

W Środzie zwiastowała odezwa ta nastanie nowej ery rewolucyj­nej oraz stała się bezpośrednim impulsem do utworzenia Rady Ro­botników i Żołnierzy. Ważne to wydarzenie w dziejach rewo­lucji w Środzie zostawiło w wspomnieniach, dokumentach i pa­miętnikach zaledwie blady i niewyraźny ślad Masy uciskane nie- wiele opowiadają o sobie, a jeszcze mniej notują, nawet w owych chwilach, gdy wznoszą się na najwyższe szczyty twórczości histo­rycznej. Upajający zaś tryumf zwycięstwa przyćmiewa potem wysi­łek pamięci. Bierzemy więc to, czem rozporządzamy.
Pociągiem, przybywającym rano o godzinie 4-tej do Środy, przybyło dnia 11-go listopada 1918 pomiędzy innymi kilkunastu żoł­nierzy z armji niemieckiej z czerwonemi kokardami na czapkach jako symbolem rewolucji. Dobijając się do kawiarni Wiktora Hołogi, zmusili go do otworzenia lokalu i do podania sobie jadła, napoju i papierosów, nie płacąc żadnej należności i głosząc, że prawa takie daje im rewolucja. Wcale nieponętna perspektywa dla klas posia­dających! Podobne zajścia zdarzały się w ciągu godzin porannych również i u innych kupców średzkich, m. in. u żyda Fischel Bauma, który nie widząc innej rady, zawezwał ks. proboszcza Mieczysława Meissnera, prosząc go, aby się zajął uspokojeniem wzburzonych umysłów i opanował sytuację, z czego wynika, że władza policyjna była wobec tych wykroczeń bezsilną.
Ks. proboszcz Meissner, włożywszy biret na głowę, udał »się z dr. Narcyzem Liebekiem na Nowy Rynek, stając na rogu, kolo skła­du kolonjalnego Błaszaka. Tu zjawiło się naraz czterech żołnierzy, udekorowanych czerwonemi kokardami na czapkach, którzy wyszli ze składu Manassego, wołających na całe gardło: „Rewolucja! Re­wolucja!” Do tych pojmujących zdobycze rewolucji podług swego własne­go światopoglądu żołnierzy przystąpił ks. Meissner witając ich sło­wami:
– Jak się macie chłopcy? Co się stało?
Na to jeden z nich: „Niemiec został pokonany, Wilhelm uciekł, my teraz panami! Jest rewolucja!”
–  Chłopcy, ale jaka rewolucja? pytał proboszcz.
– Polska, księże proboszczu — brzmiała jednogłośna odpo­wiedź wszystkich czterech.
„Ten wyraz „polska rewolucja” — czytamy w relacji ks. pro­boszcza Meissnera — zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Gorący patrjota i przez cztery lata konspirator w gimnazjum Marji Magdaleny w Poznaniu oraz wieloletni prezes zakonspirowanych kółek gimna­zjalnych, do których należało około 6000 młodzieży, rozsianych po obszarze całej Wielkopolski, Śląska, Pomorza, a nawet Brandenbur­gii (Friedeberg), podtrzymywałem w młodocianych sercach zawsze wielkie tradycje narodowe i uczyłem ich poznawać naszych pisarzy i poetów. Tyle lat mówiło się o wolnej w przyszłości Polsce i tęskniło się do urzeczywistnienia tych marzeń i dążeń. Jednak to powiedze­nie „polska rewolucja” — usłyszane z ust prostych żołnierzy, którzy walczyć musieli, chcąc niechcąc, za potęgę Prus, wywarło na mnie wrażenie wprost oszałamiające. Wierzyłem głęboko, że kiedyś za­świta dla Polski jutrzenka oswobodzenia i wolności, ale w chwili, gdy usłyszałem głośno wykrzyknięte słowa „polska rewolucja’1 od­czułem podświadomie, że marzenia te, które drzemały w głębi du­szy, przybierały kształty realne, że stawały się rzeczywistością i że wolność Polski została temsamem zadokumentowaną. Łzy zakręciły mi się w oczach.“
„Przezwyciężyłem jednak uczucia sentymentalne — referuje dalej ks. Meissner — i aczkolwiek nie miałem mandatu od żadnej or­ganizacji polskiej, działającej jawnie czy potajemnie, uświadomiłem sobie, że należy działać, że należy kuć żelazo, dopóki gorące! W tej chwili przełomowej straciłem eupełnie świadomość, że nad Wielko­polską panuje zawsze jeszcze Berlin. Tak samo nieznaną mi była wówczas treść 14 punktów Wilsona, na których opierał się rozejm koalicji z Niemcami. Zresztą nie było czasu do namysłu, bo sytuacja mogłaby się stać groźniejszą i wywołać dalsze, gorsze jeszcze wy­bryki. Postanowiłem wziąć na swe barki obowiązki, wkładane mi przez obywateli tem więcej, że osobistości, jakie zakonspirowana organizacja polska wysunęła na czoło, zasklepiły się w swych ślima­czych skorupkach i wysunęły dopiero znacznie później, gdy położe­nie się wyjaśniło, ostrożnie swe macki, celem orjentacji.”
Takim sposobem stanął na czele ruchu rewolucyjnego w Środzie, kapłan katolicki, podczas gdy tym, którzy od miesięcy już przygoto­wywali się do tego, w chwili decydującej zabrakło odwagi.
Odtąd bieg wypadków potoczył się szybko naprzód. Uwaga ks. proboszcza Meissnera, że czerwone kokardki na piersiach są sym­bolem rewolucji socjalistycznej, i że rewolucjonistom polskim należy założyć kolory narodowe, trafiła do przekonania żołnierzy. Udali się więc z proboszczem do kupca bławatnika Adama Woźnego po od­powiednie kokardy.
Widok proboszcza w birecie, otoczonego podchmielonymi żoł­nierzami, wytwarzał na ulicy pewnego rodzaju sensację. Przybyłym do Adama Woźnego żołnierzom założyły panienki w sklepie, z uśmie­chem na twarzy i łzą radości w oku czerwono-białe kokardy, a ks. proboszczowi na ramię szeroką czerwono-białą opaskę.
Tak udekorowany udał się ks. Meissner wraz z żołnierzami do niemieckiej Komendy Obwodowej (Bezirkskommando), która znaj­dowała się przy ulicy Wilhelmowskiej, dzisiejszej ul. Dąbrowskiego.

Ks. proboszcz Mieczysław Meissner przewodniczący Wydziału Wykonawczego Rady Robotników i Żołnierzy w Środzie.
Ks. proboszcz Mieczysław Meissner
przewodniczący Wydziału Wykonawczego Rady Robotników i Żołnierzy w Środzie.

W komendzie tej założoną została już w godzinach porannych, dnia 11 listopada 1918 własna Rada Żołnierzy, na której czele stanął sierżant niemiecki, niejaki Bollmann, funkcjonarjusz w tejże komen­dzie. Ta samozwańcza Rada opublikowała już nawet publiczne rozporządzenie przy pomocy afiszy, porozlepianych na dworcu i na głównych ulicach Środy, by każda osoba wojskowa meldowała się bezzwłocznie na Komendzie Obwodowej. O celach i za­miarach Rady tej nie wiemy nic, bo istniała ona zaledwie kilka go­dzin, ale przypuszczać należy, że działała ona na rozkaz zgóry i miała zamiar skupiać koło siebie żołnierzy, powracających z fron­tów, aby ująć ich w karby wojskowości i utrzymać temsamem po­rządek.
Przybywszy w asyście wojaków do komendanta Komendy Ob­wodowej, którym był podpułkownik niemiecki von Warnberg, zawezwał ks. Meissner tegoż do oddania mu władzy, motywując to tem, że żołnierze wybrali go swym przełożonym, v. Warnberg, przera­żony takiem postępowaniem, na które nie był przygotowany, zgodził się na to po małej chwili. Sam złożył szablę i polecił swym podwład­nym, aby się również rozbroili. Od tej chwili czuł się ks. Meissner panem sytuacji. „Jednak dziś — pisze ks. proboszcz w swej relacji — gdy wypadki te rozważam z perspektywy dalszej, nie mogę po­jąć, skąd mi się wziął taki animusz, temwięcej, że w wojsku wogóle nie służyłem. Odczuwałem wówczas jedynie pewnego rodzaju po­budkę wewnętrzną, która mi rozkazywała robić tak, a nie inaczej, rozumując, zresztą logicznie, że na sukces można liczyć jedynie przy szybkości działania. W owych chwilach pamiętnych, gdy publicznie pokazałem się na ulicy w polskich barwach narodowych, nie zdawa­łem sobie wogóle sprawy z konsekwencyj, jakie czyn taki może po­ciągnąć za sobą“.
W chwili rozbrojenia Komendy Obwodowej w Środzie przygo­towywano tamże rozporządzenie, dotyczące stanu wyjątkowego, które Niemcy zamierzali opublikować. Jednak wystąpienie ks. Meis­snera im w tem przeszkodziło, a podpułkownik von Warnberg wrę­czył mu następnie bruljon tego rozporządzenia, zredagowany po niemiecku, prosząc go przytem, aby ogłosił urzędowo te przepisy, zmierzające do utrzymania wracających z frontów walki zdezorgani­zowanych żołnierzy, w rygorze wojskowym. Wkońcu przemówił ks. Meissner w krótkich słowach do wszystkich obecnych tam żołnie­rzy, wzywając ich do zdjęcia odznak narodowościowych oraz stopni służbowych, do czego się wszyscy zastosowali. Jedynie podporucz­nik niemiecki v. Baecker ich nie zdjął, narażając się na zasłużony afront ze strony młodzieży średzkiej, która mu je na rynku zdjęła przymusowo.
Tymczasem zjeżdżało się następnemi pociągami coraz to więcej uciekinierów z swych formacyj garnizonowych i frontowych, którzy zgłaszali się w Komendzie, ciekawi dowiedzieć się nowin. Z tych żoł­nierzy uformował ks. Meissner szereg, oświadczając im, że dotych­czasowa Komenda Obwodowa oddała swą władzę w jego ręce i że on ją odtąd obejmuje. Równocześnie wydał rozkaz, ażeby się wszy­scy żołnierze stawili o godzinie 3-ciej popołudniu, zaopatrzeni w bia- ło-czerwone kokardy na dziedzińcu Komendy Obwodowej, celem obrania Rady Żołnierzy.
Wróciwszy do plebanji przetłumaczył ks. proboszcz Meissnei wspólnie z dr. Narcyzem Liebekiem i dr. Franciszkiem Hempowiczem przepisy, wręczone mu w Komendzie Obwodowej, które stano­wiły pierwszą publikację nowej władzy. W druku ukazała się jed­nak odezwa ta i została opublikowana dopiero dnia 13 listopada, równocześnie z ogłoszeniem jej w urzędowym „Kreisblatt”, jako enuncjacja utworzonej dnia 12 listopada 1918 polskiej Rady Robot­ników i Żołnierzy.
Dnia 11 -go listopada 1918, punktualnie o godzinie 3-ciej odbyło się w dziedzińcu średzkiej Komendy Obwodowej zapowiedziane kon­stytucyjne zebranie Rady Robotników i Żołnierzy. Brała w niem udział przeszło setka żołnierzy Polaków i Niemców oraz osoby cywilne.
Zebranie zagaił ks. proboszcz Meissner, przypominając w prze­mówieniu, pełnem swady, że „gdyby kamienie, któremi wybrukowany jest ten dziedzi­niec, mogły mówić, to zeznawałyby, że słyszały przez przeciąg 150 lat tylko niemieckie rozkazy i niemiecką mowę. One to by­łyby najwymowniejszym świadkiem, ile razy padło tu z zapie­nionych ust pruskich feldweblów pełne nienawiści słowo „pol- nisches Schwein!” Dzisiaj po tylu latach rozbrzmiewa na tem samem miejscu lęzyk polski! Bóg nie rychliwy, ale sprawiedli­wy! Rozbiory Polski uczyniły nam Polakom wielką krzywdę, którą Bóg ukarał, depcząc butę pruską. Żołnierze! Pruskie ma­cie na sobie mundury, ale pod tym mundurem pruskim bije ser­ce polskie! Walczyliście pod pruskiemi sztandarami, ale walczy­liście sercem polskiem. Tę to ofiarę serca polskiego wynagro­dził Bóg, dając nam dziś wolną Polskę, a Wam zaszczyt, stać się żołnierzami wojska polskiego.“
W toku przemówienia zgromił ks. Meissner również zajścia, nie- licujące z honorem żołnierza, a temmniej żołnierza polskiego, jakie się zdarzyły rano i odebrał od żołnierzy solenne przyrzeczenie, że samowolne zabieranie rzeczy się już nie powtórzy.
Po złożeniu tego solennego przyrzeczenia przystąpiono, podob­nie, jak w innych miastach, do wyboru Rady Robotników i Żołnierzy. Radę tę, która istniała w rzeczywistości niecałą dobę, wybrano na zasadzie paryteczności, t. zn. należeli do niej Polacy i Niemcy w równym stosunku liczebnym.
Dziś nie możemy z całą pewnością stwierdzić, kto wchodził w skład tej Rady, ale należeli do niej p. i. podpułkownik niemiecki von Warnberg, pewien feldwebel i podoficer z Komendy Obwodowej, Dr. Alfred Meissner, jedyny oficer Polak na terenie Środy oraz kilku podoficerów i szeregowych z pośród przybyłych, jakoteż szereg obywateli narodowości polskiej i niemieckiej. Ks. Mieczysław Meis­sner obrany został przewodniczącym Rady Robotników.
Takim sposobem zdołano w przeciągu kilku godzin, taksamo jak w Poznaniu i w innych miejscowościach Wielkopolski obalić władzę, co dobitnie dowodzi, na jakich to kruchych podstawach się ona opie­rała. Ludność była w ogólności zadowoloną z nowego stanu rzeczy, za wyjątkiem nielicznych jednostek, które jednak, pozostając w mniejszości, nie pozwoliły sobie na żadne wrogie wystąpienie.

Stanowisko, jakie zajmowała przeważająca większość ludności polskiej w Wielkopolsce nie mogło ulegać żadnej wątpliwości. Za­równo w chwili, gdy wojska niemieckie stanęły poraź wtóry nad Marną, tak w dniach wybuchającej rewolucji listopadowej staliśmy na straży prawa narodów samostanowienia o swych losach i domagaliś­my się zawsze sprawiedliwości, gwałconej brutalnie przez rządy za­borcze. Jednak pomimo rozprężenia, jakie panowało w dniach rewo­lucji w Rzeszy Niemieckiej i pomimo zakonspirowanej Polskiej Or­ganizacji Wojskowej, która niestety w chwili wybuchu rewolucji niemieckiej nie była dostatecznie zorganizowaną, nie wykorzystały zdezorjentowane polityką „Komitetów Obywatelskich” masy ludu tej chwili.
Tak samo jak wszędzie, ścierały się i w Środzie dwa kierunki polityczne: zachowawczy i radykalny. Przedstawicielem „wyczeki­wania” był „Komitet Obywatelski”, jako władza naznaczona zgóry, który jednak zamiast stanąć od pierwszej chwili wybuchu rewolucji do czynu, rozpoczął działać dopiero pod koniec listopada. Repre­zentantem zaś zbrojnego przygotowania do walki, którą każdy trzeź­wo myślący uważać musiał za nieuniknioną, był członek konspira­cyjnej organizacji wojskowej w Jarocinie, Edmund Bembnista.
Organizacja konspiracyjna „Jedność” w Jarocinie, do której na­leżał Bembnista jeszcze daleko przed rewolucją składała się z człon­ków, którzy składali uroczystą przysięgę na krzyż i szablę, „że będą wierni i posłuszni prawowitemu rządowi polskiemu, i rozkazom do­wódców, że będą stali wiernie i mężnie w obronie Ojczyzny, poma­gając do Jej odbudowy i rozwoju, że wedle sił i możności będą się starali pracować w kierunku przez organizację „Jedność” wytknię­tym i że wiadomości organizacji zachowają w ścisłej tajemnicy, od której ich nie zwalniało nawet wystąpienie z niej”.
W oczach „Komitetu Obywatelskiego” nie uchodził jednak Bembnista wówczas za człowieka, który mógłby realizować wielkie zamiary, a to jedynie dla tego, że nie należał do jego klanu. Małomówny, ważący swe słowa, służbista aż do przesady, wpro­wadzał on w czyn swe idee, jakie mu przyświecały w Jarocinie w „Jedności”, która zorganizowała tam pierwszy oddział wojska polskiego pod zaborem pruskim.

Por. rez. Edmund Pembnista, członek Rady Żołnierzy w Środzie, adjutant komendy mi
Por. rez. Edmund Bembnista, członek Rady Żołnierzy w Środzie, adjutant komendy miasta i powiatu, oraz Powiatowej Komendy Obwodowej.

Do Środy przybył Bembnista dnia 11 listopada 1918, wracając z Poznania do Jarocina. Na dworcu napotkał tak samo jak i w mieście Niemców, pełniących służbę wartowniczą z polecenia Rady Robotników i Żołnierzy. Pomny swego zadania, udał się Bembnista w dniu następnym w godzinach porannych do ks. prob. Meissnera z kilkoma innymi żołnierzami narodowości polskiej, aby go nakłonić do zwołania ponownego zebrania żołnierzy Polaków z miasta 1 oko­licy, celem utworzenia Rady Żołnierzy i Robotników, składającej się wyłącznie z Polaków.

Zebranie to, które się odbyło w godzinach przedpołudniowych dnia 12 listopada 1918 zagaił ks. Meissner, komunikując zebranym, że żołnierze Polacy, wróciwszy w dniu 11 i 12 listopada z frontu i z miast garnizonowych domagają się unieważnienia wyboru pary- tetycznej Rady Robotników i Żołnierzy, a za to wyboru Rady, skła­dającej się wyłącznie z Polaków. Niemcy nie stawiali wogóle żadne­go oporu, a z głosowania przeprowadzonego w myśl tych postula­tów weszli do nowej, polskiej Rady Robotników i Żołnierzy nastę­pujący żołnierze Polacy:
Dr. Alfred Meissner, jako przewodniczący, Feliks Małecki, jako sekretarz, Edmund Bembnista, Telesfor Bessert, Adam Pankowski, Czesław Radziszewski, Jan Radziejewski, Jan Wachowiak, Franci­szek Machałowski, Kazimierz Motławski, Stanisław Susicki — jako członkowie.
Do Rady Robotników weszli:
Ks. prob. Mieczysław Meissner, jako przewodniczący; — jako członkowie: Józef Grabias, Antoni Sałasiński, Stanisław Łuczak, Michał Jackowiak, Franciszek Foltynowicz, Antoni Kujawiński, Antoni Troszewski, Józef Bartkowiak z Januszewa, Michał Galejak, Wincenty Lewandowski i Michał Maćkowiak.
Ostatni wybrany został na miejsce Józefa Bartkowiaka, który niebawem z Rady ustąpił.
Wydział Wykonawczy Rady Robotników i Żołnierzy tworzyli: ks. prob. Mieczysław Meissner, oraz jego brat Dr. Alfred Meissner i Feliks Małecki, jako sekretarz.
Aby mieć Niemca w składzie Rady Żołnierzy, któryby pośred­niczył pomiędzy Radą lokalną a Radą prowincjonalną, został na wniosek Bembnisty wybrany zastępcą przewodniczącego Rady Żoł­nierzy podpułkownik niemiecki von Warnberg. Ten początkowo ani słyszeć nie chciał o przyjęciu mandatu, i dopiero na groźbę Bembni­sty, że w przeciwnym razie będzie się go uważało za wroga rewolu­cji i zmusi do natychmiastowego opuszczenia Środy, częściowo za namową swej żony zgodził się von Warnberg na przyjęcie mandatu i założył sobie czerwoną opaskę, odznakę godności członka Rady Robotników i Żołnierzy, oświadczając sentymentalnie, że „Polska była kiedyś wielkiem państwem i z tego tytułu ma prawo do ist­nienia”.
O utworzeniu się W Środzie Rady Robotników i Żołnierzy refe­rowała bardzo przychylnie wychodząca w Środzie gazeta niemiecka, jak następuje (w przekładzie z niemieckiego):
„Wczoraj przedpołudniem utworzyła się dla powiatu średzkiego Rada Robotników i Żołnierzy celem zapewnienia obywatelom bezpieczeństwa i dla zachowania spokoju. Żołnierze, którzy wrócili z frontów walki, oraz żołnierze i oficerowie tutejszej Komendy Ob­wodowej tworzą zarząd, do którego wybrano również szereg robot­ników. Władze cywilne i wojskowe uznały autorytet tej rady i pod­dały się jej rozporządzeniom. Członkowie Rady Żołnierzy noszą czerwone opaski na ramieniu, członkowie Rady Robotników białe, zaś zamianowani urzędnicy policyjni opaski biało-czerwone.”
„Podczas gdy wczoraj wygląd ulic w Środzie uległ poważnej zmianie, na skutek przebywających na nich żołnierzy, którzy zdjęli odznaki niemieckie, a założyli biało-czerwone kokardy, dziś po utworzeniu się Rady Robotników i Żołnierzy panują stosunki takie same jak dawniej. Do poważniejszych zajść nigdzie nie doszło i spo­dziewamy się, że i w przyszłości zachowa miasto nasze swój spo­kojny wygląd. Spokój jest pierwszym obowiązkiem obywateli. Stąd prosimy czytelników naszych, aby się zastosowali do rozporządzeń Rady Robotników i Żołnierzy, która ogłasza dziś rozporządzenie, aby nie pozwalać dzieciom przebywać po godzinie 6-tej wieczorem na ulicy.”
Utworzona Rada Robotników i Żołnierzy ogłosiła bezzwłocznie odezwę p. t. „Obwieszczenie Rady Żołnierskiej i Robotników na miasto i powiat średzki”, w języku polskim i niemieckim równo­cześnie, rozpoczynając temsamem swą oficjalną działalność.
Obwieszczenie to głosiło, że w Środzie utworzyła się Rada Żoł­nierska dla wszystkich osób wojskowych, znajdujących się w powie­cie, przejmując temsamem obowiązek czuwania nad bezpieczeń­stwem osób, nad ich własnością, oraz dbanie o spokój i porządek. Mając prawo egzekutywy, wzywała Rada Żołnierzy do wypełniania swych zarządzeń, grożąc karami, przewidzianemi za opór władzy. Żołnierzom, ich rodzinom, oraz inwalidom zapewniała średzka Rada Żołnierzy i Robotników dalsze wypłacanie należnych im poborów, zaznaczając przytem, że każdy wojskowy powinien się zaopatrzeć w legitymację wystawioną przez Radę Żołnierzy. Obwieszczenie to zawiadamiało dalej, że powiatowa moneta zdawkowa zachowuje i nadal swą ważność i że nie wolno nikomu bez zapłaty zabierać towarów, kupcom zaś nie wolno ich oddawać bez karty żywnościo­wej względnie uprawniającej do nabycia.
Za kradzieże, rabunek, oraz za noszenie broni bez pozwolenia groziła Rada Żołnierzy surowemi karami, nadmieniając, że wszelkie wykroczenia będzie bezwzględnie tłumić. Żołnierze, którzy posiadali broń i amunicję musieli ją oddawać Radzie Robotników i Żołnierzy. Z obwieszczenia tegoż dowiadujemy się, że członkowie Rady Żołnierzy nosili na ramionach czerwone opaski, zaś straż policyjna opaski biało-czerwone. Członkowie Rady Robotników, jak głoszą relacje ustne oraz komunikat wychodzącej wówczas w środzie gaze­ty niemieckiej, nosili opaski białe.
Straż Policyjna i członkowie Rady Żołnierzy byli uzbrojeni. Wreszcie zarządziła Rada Żołnierzy i Robotników, aby restauracje i oberże były otwarte w dni powszednie od godziny 9-tej rano do 5-tej wieczorem, w dni świąteczne zaś od godziny 12-tej do 1-szej w południe.
Manifest ten podpisali wszyscy członkowie Rady Żołnierzy i Ro­botników wraz z Wydziałem Wykonawczym Rady.
Głównym terenem działalności Rady Żołnierzy była niemiecka Komenda Obwodowa, w której od dnia 12 listopada, po rozbrojeniu Niemców przydano im polskich kontrolerów. Przedewszystkiem objęła polska Rada Żołnierzy kontrolę i ewidencję powracających żołnierzy, którzy mieli obowiązek zgłaszania się w Komendzie Ob­wodowej. Sprawy te załatwiał aż do przewrotu podporucznik Baecker oraz niejakiś Bachmann.
Od dnia 12 listopada spełniał ważną tę funkcję Teodor Sentek. Później miał on również pod kontrolą milicję miejską.
Rada Żołnierzy utworzyła w następnych dniach już własną kompanję Straży i Bezpieczeństwa, do której przyjmowano żołnie­rzy, wyłącznie Polaków, wracających z frontów walki i garnizonów. Tym zaś żołnierzom, którzy chcieli wracać do swych rodzin, wyda­wała urlopy aż do zawarcia pokoju.
Zadanie Rad Robotników i Żołnierzy polegało przedewszyst­kiem na kontrolowaniu organów państwowych i komunalnych. Rady lokalne nie miały prawa bez wszystkiego usuwać urzędników, spra­wy takie należało przekazywać Radzie prowincjonalnej, jednak do tych przepisów się nikt nie stosował. Rady mianowały swych mę­żów zaufania przy poszczególnych urzędach jako kontrolerów; mę­żom zaufania trzeba było przedkładać cały materjał urzędowy, a wszystkie ważniejsze rozporządzenia musiały być przez nich kontrasygnowane. Członkowie Rad Robotników i Żołnierzy otrzy­mywali stosowne odszkodowanie (10 do 30 marek dziennie) bądź to z kas komunalnych, bądź to z państwowych, zależnie od tego w ja­kim zakresie działały.
Ponad Radami lokalnemi stały Rady powiatowe, które podle­gały Radom prowincjonalnym. Rewolucyjny rząd berliński uznawał Rady Robotników i Żołnierzy jako wykładniki rewolucyjnej woli narodu oraz jako kontrolerów całej administracji danego okręgu ad­ministracyjnego. Jednak bezpośrednie rozporządzanie władzami technicznemi było niedopuszczalne, bo pociągałoby za sobą niepo­rządek i szkodę dla dobra narodu. Zrozumiałą zaś rzeczą, że każda przeszkoda w organizacji gospodarczej i demobilizacji odbiłaby się bardzo dotkliwie właśnie na proletarjacie, podczas gdy czynny udział Rad Robotników i Żołnierzy w sprawach demobilizacyjnych był bardzo cenny.

ŹRÓDŁA:
Relacje ks. proboszcza Mieczysława Meissnera (w posiadaniu autora).
Protokóły, odezwy i obwieszczenia Rady Robotników i Żołnierzy w Środzie. Protokóły, odezwy i obwieszczenia Rady Robotników i Żołnierzy w Krotoszynie. Schrodaer Kreisblatt 1918.
Bendlewicz Jan: Historja powstania pierwszego wojskowego oddziału polskiego pod zab. pr. — maszynopis w Ref. H-ist. przy D. O. K. VII. I. 6 akt. 2.
Relacje Romana Tomaszewskiego z Kostrzyna.
Relacje Antoniego Markiewicza.
Relacje Teodora Sentka.
Relacje Jana Kłosowicza.
Relacje Ignacego Andrzejewskiego.
Relacje Edm. Bembnisty.
Jednodniówka Harcerska na dzień 15-lecia I drużyny harcerskiej im. T. Kościuszki w Kostrzynie.
Rządkowski L. — Wielkopolska pod władzą Rad Robotników i Żołnierzy oraz Nacz. Rady Ludowej I.
Odezwy i protokóły Rady Ludowej w Środzie.
Kurjer Poznański, 1918.
Posener Tageblatt, 1918.

Copyrighted Image